- Lista jest niespójna i chaotyczna.  Obok siebie wymieniono wydawnictwa od dawna funkcjonujące na rynku wydawnictw naukowych oraz wiele wydawnictw popularnych i kościelnych. Wpisano też Uniwersytet Warszawski bez wymienienia działających tam wydawnictw, a przede wszystkim wydawnictwa UW jako głównego tej uczelni - ocenia Andrzej Chrzanowski prezes zarządu Wydawnictwa Akademickiego SEDNO.

 

Ministerialna lista wydawnictw pełna kontrowersji>>

Resort: wszystkie wydawnictwa na liście

Chodzi o dość lakoniczny zapis w wykazie - jego treść to po prostu:  Uniwersytet Warszawski, nie zaś konkretne wydawnictwo prowadzone przez tę uczelnię. Jak jednak wyjaśnia resort nauki: "na potrzeby ewaluacji jakości działalności naukowej pod pozycjami takimi jak np. Uniwersytet Warszawski, należy rozumieć wszystkie wydawnictwa tego podmiotu." Jako podstawę prawną podaje art. 324 ust. 3 ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz. U. poz. 1669).

Na ministerialnej liście znalazło się 500 wydawnictw, za publikację w 36 można zdobyć 200 punktów, ale na tej liście znalazły się jedynie prestiżowe wydawnictwa międzynarodowe, jak np. wydawnictwa uniwersytetów: Yale, Stanford i Harvard.  Za monografię opublikowaną przez pozostałe wydawnictwa na liście można zdobyć jedynie 80 punktów. Jest to mocno krytykowane przez środowiska naukowe i wydawnicze. Zwraca się uwagę przede wszystkim na fakt, że żadne polskie wydawnictwo nie zostało zakwalifikowane do najwyższej kategorii.

 

RPO interweniuje ws. listy

Wątpliwości co do ministerialnej listy ma też RPO, który w wystąpieniu skierowanym do resortu nauki podnosi, że naukowcy skarżą się na nowe zasady ustalania listy czasopism naukowych, przygotowane przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W ocenie RPO może to zahamować ważne badania, grozić likwidacją renomowanych polskich czasopism i powodować patologie na rynku.

 


 

- Nie negując zasadności przyjętej koncepcji zmierzającej do wzrostu znaczenia na arenie międzynarodowej polskiej nauki, której elementem są też zasady tworzenia wykazu, pragnę wskazać na trudne do zaakceptowania praktyczne implikacje wprowadzonego rozwiązania – napisał Adam Bodnar w swym wystąpieniu.

Rozporządzenie nie uwzględnia specyfiki nauk humanistycznych. Badania dotyczące tego obszaru często mają charakter lokalny. O ile więc ich wyniki mają bardzo istotne znaczenie w perspektywie polskiej, o tyle w  bardzo ograniczonym zakresie mogą być przedmiotem zainteresowania zagranicznych czasopism naukowych uwzględnionych w rozporządzeniu. W międzynarodowych bazach brak jest m.in. polskich czasopism prawniczych, a ich uwzględnienie w wykazie wymaga czasu. W  bazach tych często nie ma znaczących międzynarodowych czasopism z zakresu np. nauk prawnych, a niektóre z uwzględnionych zagranicznych tytułów koncentrują się na tematach krajowych