Feminatywy także w dokumentach uczelnianych
Jeśli polskie środowisko akademickie jest gotowe na kobiety w nauce - a myślę, że jest, bo jest nas sporo - to jest też gotowe na feminatywy - wskazała wiceministra Karolina Zioło-Pużuk. Wypowiedź padła z okazji 11 lutego Międzynarodowego Dnia Kobiet i Dziewcząt w Nauce.

Wiceministra dodała, że zdaje sobie sprawę z tego, że u niektórych może to budzić opór, stąd też propozycja resortu, aby feminatywy były fakultatywne. – Proponujemy, aby dowolnie w nazwach stanowisk używać feminatywów, tak jak ja ich używam na co dzień – jako wiceministra czy też sekretarzyni stanu, bo też jest taka forma. Nie niszczy to języka, a pokazuje kobiety w przestrzeni – podkreśliła Karolina Zioło-Pużuk.
Feminatywy (i niedyskryminujący język) we wszystkich dokumentach uczelni i instytutów oraz w samej ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce to bowiem jeden z punktów pakietu na rzecz równości w uczelniach i instytutach, który przygotował resort nauki. MNiSW chciałoby, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2027 r. Wśród punktów wspomnianego pakietu jest również dążenie do tego, aby w gremiach uczelnianych czy instytucjach – np. radach czy senatach – było po minimum 30 proc. reprezentantów obu płci. Pojawia się jednak pytanie np. o nauki ścisłe, gdzie zdecydowaną większość stanowią mężczyźni – albo o sfeminizowaną pedagogikę czy psychologię.
Parytety w nauce
Karolina Zioło-Pużuk podkreśliła, że w propozycji resortu jest kwestia dążenia do tych minimum 30 procent każdej z płci, aby nikt nie został pominięty ze względu na płeć – ani kobiety, ani mężczyźni. – Nie są to nakazy – dodała. Przy okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet i Dziewcząt w Nauce wiceministra przypomniała też, że im wyżej w drabinie kariery naukowej, tym mniej kobiet. - Mamy ponad 50 procent kobiet studentek, 47 procent kobiet, które są doktorami, a profesorek mamy tylko 30 proc. Czyli to wyraźnie pokazuje, że na większości uczelni czy też w większości instytutów jednak mamy do czynienia ze szklanym sufitem. Albo z (…) lepką podłogą, czyli sytuacją, w której ktoś pozostanie na tym miejscu i nie jest w stanie już wyjść – mówiła.
Pytana, jakie w takim razie resort ma propozycje na systemowe zmiany, wskazała na promowanie nauk ścisłych – mniej popularnych pośród kobiet i dziewcząt, a także na współpracę ze stowarzyszeniem praw mężczyzn i chłopców, które z kolei wskazuje na problem (po)rzucania studiów przez mężczyzn.
Zespół ds. równości
I w tym kontekście równości wiceministra zapowiedziała powołanie w marcu ministerialnego zespołu ds. równości (o charakterze doradczym), który ma połączyć dotychczasowe obowiązki Rady ds. Kobiet i zespołu ds. identyfikacji dobrych praktyk i opracowania mechanizmów przeciwdziałania mobbingowi. Jak bowiem mówiła, resort nauki postrzega równość „w znacznie szerszym pojęciu”, włączając w nią również działania antymobbingowe. Stąd też – kontynuowała – jednym z punktów pakietu jest powołanie kodeksu etyki wspólnoty akademickiej. Ma to być dokument o mocy prawa wewnętrznego, przyjęty przez rady instytutów czy senaty uczelni, uzgodniony ze związkami zawodowymi, studentami, doktorantami, pracownikami, w którym mają być zapisane m.in. kwestie etyczne w nauce, ale także działania antymobbingowe albo propozycje kar za złamanie tych przepisów. - Mam nadzieję, że do końca roku obudzimy się z tymi konkretnymi zmianami w prawie, które poprawią nasze miejsce nauki i pracy – wyraziła przekonanie wiceministra. (ms/PAP)
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




