Koalicja rządząca nie ma raczej szans na odrzucenie prezydenckiego weta, co oznacza, że reforma "Kompas Jutra 2026" nie zyska umocowania w ustawie. Mimo to MEN zapowiada, że zmiany wprowadzi w drodze rozporządzeń. Oczywiście - w teorii - minister może to zrobić, nasuwa się jednak pytanie, czy powinna. Reforma oświatowa to nie projekt pilotażowy w kilku szkołach, lecz systemowa zmiana dotykająca milionów uczniów. Jej wprowadzanie "na siłę", bez rzeczywistego porozumienia politycznego, obarczone jest ryzykiem, które ponoszą uczniowie i nauczyciele. 

 

Reforma edukacji zawetowana - MEN ma plan awaryjny>>

 

Ryzykiem, że zmiany oparte na tak chwiejnych fundamentach, jakimi są rozporządzenia, za dwa lata zostaną cofnięte przez kolejną opcję rządzącą. Nie ma bowiem gwarancji, że obecna koalicja utrzyma władzę. O ile rzeczywiście trudno mi zgodzić się z twierdzeniem prezydenta o ideologizacji oświaty, jaką byłoby wprowadzenie "Kompasu jutra", to już dalsza część uzasadnienia jego weta, mówiąca o chaosie, jaki wywoła reforma, po wprowadzeniu zmian na siłę może nabrać charakteru samospełniającej się przepowiedni. Zwłaszcza jeżeli za dwa lata będziemy wracać do punktu wyjścia. 

 

Wątpliwości co do reformy zgłaszał zresztą nie tylko prezydent - apel o zawetowanie nowelizacji wystosowały organizacje reprezentujące środowisko nauczycielskie: Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ "Solidarność" oraz Wolny Związek Zawodowy "Forum-Oświata". Zarzucały resortowi m.in., że zabrakło porządnych konsultacji, a nowelę tworzono zbyt pospiesznie. Skoro tak wielu nauczycieli już na tym etapie nie czuło się włączonych w proces tworzenia zmian, wątpliwe jest ich zaangażowanie we wdrażanie zmian narzuconych rozporządzeniem. Nie wydaje się też, by pokazanie im - jak zapowiada ministra - "jak mogliby pracować" zmieni coś w tym zakresie, zwłaszcza że - no cóż - brzmi nieco protekcjonalnie. Nauczyciele to profesjonaliści z wykształceniem akademickim i latami praktyki, nie wykonawcy czekający na instrukcje z centrali. Jeśli reforma ma się opierać na "dobrych praktykach", to właśnie oni – ci w klasach – powinni być jej współtwórcami, a nie odbiorcami gotowych rozwiązań.