- Cały czas w godzinach pracy poradni jesteśmy do dyspozycji telefonicznej. Na dyżurze jest przynajmniej jedna osoba, a dzisiaj jesteśmy we trzy. Choć przyznam, że przed chwilą nasza pani pedagog rozmawiała osobiście z mamą, która miała wątpliwości co do wniosku o wydanie opinii. Nie miałyśmy sumienia odprawić jej z kwitkiem. Staramy się bardzo przestrzegać reżimu sanitarnego, zachowywać odległości, dezynfekować – wylicza Grażyna Fedoruk, dyrektor poradni psychologiczno-pedaogicznej w Poznaniu.

Uczniowie i nauczyciele bez wsparcia psychologicznego>>

 Czytaj w LEX: Monitorowanie postępów ucznia podczas pracy zdalnej oraz warunki przeprowadzania egzaminów klasyfikacyjnych, poprawkowych i sprawdzianów w okresie zawieszenia zajęć >

Na razie dzieci dają radę

Praca kierowanej przez Grażynę Fedoruk poradni w tej chwili polega na tym, że odbywają się telefoniczne wywiady z rodzicami przed diagnozą dziecka. W tej samej formie omawia się wyniki badania. Nie ma raczej telefonicznej terapii psychologicznej, zamiast niej są pojedyncze formy wsparcia.

- Dzwonimy do rodziców dzieci, które są w naszej poradni objęte terapią. Słyszymy, że dają radę. Teraz po prostu uczniowie nie konfrontują się z trudnościami szkolnymi. Nawet jeśli przed monitorem komputera kręcą się, nie przeszkadza to nauczycielom w prowadzeniu lekcji. Najwięcej telefonów odbieramy z pytaniem o terminy odbioru opinii, orzeczenia, bo te będą potrzebne przy rekrutacji do szkół. Zdarzają się też oburzeni rodzice, dlaczego obecnie nie badamy dzieci, skoro one tego potrzebują - mówi Grażyna Fedoruk.

Sprawdź w LEX: Jakiego typu dane poradnia psychologiczno-pedagogiczna może udostępniać kuratorowi sądowemu?  >

Ekspertka przyznaje, że wielu specjalistów z tej branży spodziewało się alarmu z powodu podwyższonego poziomu lęku w społeczeństwie, ale jak twierdzi, nic alarmującego nie odbiera. - Nasza poradnia jest wciągnięta w system pomocy miejskiej. I nie mamy z tego powodu zalewu telefonów. Liczymy się z tym, że w rodzinach przemocowych może być obecnie bardzo trudna sytuacja. Problem z nimi jest taki, że zazwyczaj wszystko ukrywają. Rozesłałam pismo do wszystkich szkół na naszym terenie, że rodzice mogą z nami kontaktować się telefonicznie, przez stronę www. i Facebook. Jest jakiś odzew, ale na razie nie widzimy tragedii - mówi.

Sprawdź w LEX: Jakie dodatki należą się nauczycielom w przedszkolu publicznym, którzy prowadzą także zajęcia rewalidacyjne?  >

Ewa Zabłocka, dyrektor PPP nr 3 w Warszawie podkreśla, że placówka pracuje normalnie, tyle że stara się ograniczać kontakty bezpośrednie. - Jest uruchomiony mail i telefon interwencyjny. Wysyłamy do szkół materiały własnego autorstwa, jak sobie radzić w tej sytuacji, a także ulotki informacyjne, gdzie szukać pomocy. Akurat w Warszawie jest mnóstwo miejsc, gdzie można dzwonić, więc pewnie ilość telefonów rozkłada się równomiernie. Część terapii nadal się odbywa online. Jedne przez skypa, inne za pomocą rozsyłanych materiałów z ćwiczeniami - opowiada.

Jak mówi, terapeuci dzwonią do rodziców, sprawdzają, jak dzieci radzą sobie. - Obecnie największy ruch mamy w sprawie opinii do wczesnego wspomagania i odroczeniu obowiązku szkolnego; orzeczeń do nauczania indywidualnego, kształcenia specjalnego - podkreśla.
Takie dokumenty będą wymagane przy rekrutacji do szkół, więc są pilne. - Co do faktu, że nie obserwujemy zwiększonego zapotrzebowania na wsparcie, jest jeszcze wczesny etap epidemii, więc na razie każdy próbuje sobie radzić siłą rozpędu. Z upływem czasu, będzie coraz trudniej. Zapewniam, że nie przepadną zajęcia dla grup zaplanowane na ten semestr. Odbędą się albo w miesiącach wakacyjnych, albo jeśli nie uda nam wrócić do szkół od 01. 06. grupy przeniesiemy na następny rok szkolny - mówi Ewa Zabłocka.

Czytaj w LEX: Koronawirus - obowiązki dyrektorów, nauczycieli szkół i placówek publicznych i niepublicznych >

 

Jesteśmy potrzebni tak samo jak przed kwarantanną

Renata Karwat, wicedyrektor PPP nr 4 w Warszawie, opowiada, że terapeutki, logopedzi i pedagodzy przeszli na tryb online, często pracują przez komunikatory internetowe. Dzięki takiej formie z powodzeniem też funkcjonuje młodzieżowa grupa wsparcia.
- Nasi psychologowie pełnią dyżury, odbierają służbowe maile. W godzinach 8-19 działa linia wsparcia kryzysowego. Widzimy, że największą frustrację rodziców budzi edukacja zdalna, zwłaszcza, gdy sami muszą wykonywać pracę w trybie home office. Tak jak w każdej poradni obecnie dużo nerwów pochłania ruch rekrutacyjny, a więc wydawanie opinii i orzeczeń. Pozostajemy w ciągłym kontakcie ze szkołami z naszego terenu. Dzieje się wiele, ale jak na razie nie jest to nic, co odbiegałoby od sytuacji sprzed pandemii – mówi Renata Karwat.

Sprawdź w LEX: Czy w związku z wprowadzeniem zdalnego nauczania należy zmieniać Statut szkoły, skoro dyrektor ma autonomię w działaniu na podstawie rozporządzenia? >

W czasie narodowej kwarantanny spowodowanej koronawirusem wszystkim jest trudno poradzić sobie z natłokiem emocji. Rodzice nie śpią po nocach, nękani nie tylko lękiem o biologiczne przetrwania, lecz także o to materialne - w najbliższym czasie pracę straci 2 mln. ludzi. Te lęki przenoszą się na dzieci. Nauczyciele zaś zalewają je potężna ilością prac. Tylko nieliczni, jak Nauczyciele Roku, do sprawy podchodzą z rozwagą.

 


Rozmawiaj z uczniami

Marta Florkiewicz-Borkowska Nauczycielka Roku 2017 z Pielgrzymowic w powiecie pszczyńskim, już na początku kwarantanny ostrzegała na portalu Prawo.pl, że gdy dzieci zastaną zarzucone dużą ilością materiału, to autentycznie je załamie. Jej zdaniem dziś już widać, że pojawiają się za trudne zadania, za trudne działy. Nauczyciele nie komunikują się ze sobą i stąd wynika problem. Egzaminy ósmoklasistów i matura wciąż nie zostały przełożone. - Posypało szkoleniami dla nauczycieli z e-learningu. Nikt nie badał przepustowości łączy, więc co było do przewidzenia, platformy edukacyjne nie ładują się, bo wszyscy nagle się na nie rzucili, systemy Librus i Vulcan padły w pierwszym dniu obowiązywania rozporządzenia o edukacji online. Zaś egzaminy próbne ósmoklasistów okazały się klapą, bo padły serwery komisji egzaminacyjnych. Rodzice ledwo wytrzymują fikcję zwaną szumnie edukacją online - komentuje.

 


Nauczyciele Roku nagrali nawet filmik, w którym apelują o umiar w zdawaniu prac i postawieniu na pracę na emocjami uczniów. Takie inicjatywy są potrzebne, zwłaszcza, że za każdym razem, gdy jest tzw. długi weekend w dużym mieście w centrum kraju o 20 wzrasta ilość niebieskich kart. Zamiast więc skupiać się na prawych i lewych dopływach Wisły, warto pamiętać o przemocy domowej. Warto zastanowić się, dlaczego niektóre dzieci nie włączają kamerek internetowych w czasie lekcji, dlaczego nie włączają mikrofonu. Łatwo sobie wyobrazić, że za ich plecami trwa rodzinna awantura.

 

Katarzyna Nowak - Zawadzka, pedagog szkolny ze S. P. nr 87 w Warszawie, gdzie na 400 uczniów 50 ma niepełnosprawności, w tej sytuacji dostrzega kilka grup problemów: wiele dzieci ma zazwyczaj bardzo ograniczone relacje z rodzicami, więc ci nie będą potrafili ich wesprzeć. Drugą grupę stanowią ci podchodzący do sprawy na lajcie, bez paniki za to nie za bardzo przestrzegając zaleceń. Ale też wielu rodziców daje dobry przekaz.
- W naszej szkole jest sporo dzieci ze spektrum autyzmu i z zaburzeniami społeczno-emocjonalnymi. Naprawdę boję, jak ta sytuacja wpłynie na ich psychikę, ich trzeba wspierać szczególnie. Zadbajmy o stan psychiczny dzieci. Gdy włączam TV, sama zaczynam się bać. Za dużo tego tematu. Wystarczy młodym info: zostańcie w domach, myjcie ręce, przygotujcie z rodzicami obiad, przeczytajcie ze zrozumieniem instrukcje zrobienia budyniu i sami ugotujcie, zjedzcie go wspólnie, grajcie w gry planszowe, czytajcie, nie oglądajcie za dużo TV, wykorzystajcie wspólny czas. Już dziś widać, że część rodziców nie pomaga dzieciom w pracach on-line, bo też w ogóle nie otwiera dziennika elektronicznego. Śmiało mogę stwierdzić, że ok. 20 proc. uczniów w ogóle nie podejmie zadań domowych - mówi.

 

Nic nie zastąpi relacji na żywo

Grzegorz Lorek,  nauczyciel biologii z I LO w Lesznie, który jako pierwszy odebrał w 2002 r. tytuł Nauczyciela Roku, profesor oświaty, na hasło "koronawirus a szkoła" reaguje biologiczną refleksją: jesteśmy nietypową małpą, której wydawało się, że może odciąć się od świata żywego, od RNA, DNA. A to nie tak, że jeśli mamy laptopy i latamy na Księżyc, przestajemy być zwierzętami.

Wszystko jest kruche, szanujmy to, co mamy, nic nie jest na zawsze. I tak było zawsze, tylko zdążyliśmy o tym zapomnieć.
- Jako biolog rozumiem, jak działa ten wirus. To nie są żarty. Dlatego, powtarzam uczniom, że warto się uczyć choćby dla samego siebie. Więcej wiesz, mniej się boisz. Co do samej pracy on-line - wykonywałem ją zawsze. W komputerze nam gigabajty plików. Tysiące nauczycieli pracuje podobnie. Ale nic nie zastąpi żywej relacji nauczyciel-uczeń. Choćby i to, że podejdę na korytarzu, klepnę w ramię i zapytam, jak tam, zamienię dwa zdania, to zrobi więcej niż sto plików. Nawet gdybyśmy skomputeryzowali się na maksa, żywy człowiek da zawsze więcej niż webinaria. Rozsyłam pliki. I dalej już nam mały wpływ jako nauczyciel. Poczucie frajdy zawsze dawało mi oddziaływanie na drugiego człowieka. Gdybyśmy tylko w ten sposób uczyli, będzie lipa. Prawdziwy sens edukacji jest żywy. On line nie ma tej siły transmisji. Nawet w czasach wojny ludzie spotykają się na żywo. W społeczeństwie o tak niskim wskaźniku zaufania jak polskie, nauka on-line jeszcze ten wskaźnik może obniżyć - mówi nauczyciel. Dlatego podkreśla, że młodzieży potrzebne są teraz jasne przekazy, a nie jedynie rządowe obostrzenia.