1920x60 Lex Prawo Oswiatowe Promocja Miesiaca IX 2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Krawiec: W szkole wyzywające stroje są większym problemem niż tatuaże czy seledynowe włosy

Prawo ucznia do kształtowania własnego wizerunku nie oznacza prawa do ignorowania wszelkich norm związanych z miejscem, w którym się znajduje. Szkoła może więc ustalać zasady odnoszące się do ubioru. Reguły w tym zakresie powinny być precyzyjne. Nie można jednak ingerować w każdą sferę wyglądu ucznia - wskazuje prof. Grzegorz Krawiec z Uniwersytetu Radomskiego.

uczen

Aleksandra Partyk: Trendy modowe zmieniają się szybciej niż spory o granice swobody w uczniowskim ubiorze. Czy Pana zdaniem unifikacja ubioru szkolnego i ograniczenia w zakresie strojów szkolnych są uzasadnione?

Grzegorz Krawiec: Niektórzy uczniowie traktują szkołę jako scenę, albo jak arenę: chcą najlepiej wypaść przez koleżankami i kolegami, pokazać, że są lepsi, że pochodzą z lepszego środowiska, stąd też widzimy często oryginalne, czasem szokujące ubiory lub inne elementy wyglądu. Z drugiej strony szkoła jest instytucją, która ma obowiązek zapewnić dyscyplinę, powagę i porządek. Temat szkolnego ubioru, tatuaży, kolczyków czy wyzywających strojów wywołuje gorące dyskusje. Warto jednak spojrzeć na ten problem z perspektywy obowiązującego prawa oraz tradycyjnie pojmowanej misji „porządnej szkoły”, która nie jest jedynie, co trzeba mocno podkreślić, miejscem przekazywania wiedzy i umiejętności, ale przede wszystkim instytucją kształcącą oraz wychowawczą. Preambuła do Prawa oświatowego stanowi, że nauczanie i wychowanie za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki, respektując przy tym chrześcijański system wartości. Nie uważam więc, aby wymaganie od ucznia schludnego, stosownego do miejsca stroju było jakimś niezrozumiałym ograniczaniem jego wolności. Szkoła ma prawo (ale to chyba też do pewnego stopnia także obowiązek) uczyć, że inne zasady dotyczą szkoły, a inne miejsc takich jak plaża, deptak czy miejsca rozrywki, np. kluby czy dyskoteki. Kształcenie ma służyć rozwijaniu u młodzieży między innymi poczucia odpowiedzialności.

Czy ubiór szkolny ma znaczenie z perspektywy misji placówek oświatowych?

Tak. Szkoła ma zatem określoną misję, do której należy kształtowanie postaw obywatelskich i społecznych. W tę misję doskonale wpisuje się dbałość o estetykę i powagę miejsca. Instrumentem służącym budowaniu tożsamości szkoły i poczucia wspólnoty (a o tym niestety często się zapomina) jest właśnie artykuł 100 Prawa oświatowego. Zgodnie z tym przepisem dyrektor szkoły podstawowej, ponadpodstawowej oraz artystycznej może wprowadzić obowiązek noszenia przez uczniów na terenie szkoły jednolitego stroju. Inicjatywa w tym zakresie może wyjść od samego dyrektora, ale także na wniosek rady szkoły, rady rodziców, rady pedagogicznej lub samorządu uczniowskiego. Wprowadzenie takiego obowiązku wymaga zgody rady rodziców i rady pedagogicznej, a w pewnych przypadkach również opinii samorządu uczniowskiego. Sam wzór jednolitego stroju ustala dyrektor w uzgodnieniu z radą rodziców i po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej oraz samorządu. Instytucja szkolnego mundurka lub rygorystycznie określonego, jednolitego stroju jest rozwiązaniem wysoce pożądanym. Już wiele lat temu były pomysły, by wprowadzić ustawowo obowiązkowy mundurek dla wszystkich; pomysł ten był wyśmiewany jako wsteczny. Niesłusznie.

Jakie są pozytywne aspekty takiego rozwiązania?

Szkoła jest miejscem pracy ucznia, a wprowadzenie jednolitego stroju niweluje widoczne na pierwszy rzut oka nierówności majątkowe między uczniami. Dobrze rozumiany mundurek czy jednolity strój może sprzyjać poczuciu przynależności do szkoły, nawet dumy ze szkoły (zauważmy, że w wielu miejscowościach najlepsze szkoły mają swoje mundurki; często widzę w pociągu takie osoby: z dumą obnoszą się ze swoim mundurkiem, który w lokalnym środowisku jednoznacznie kojarzony jest z daną szkołą), ograniczać ostentacyjną rywalizację między uczniami za pomocą drogich marek (ta rywalizacja często bywa okrutna, a wielu rodziców nie stać często na kupno czegoś, co jest aktualnie modne za „jedyne” 10 tys.); mundurek może więc częściowo łagodzić widoczne różnice majątkowe oraz przypominać uczniowi, że przekraczając próg szkoły, znajduje się w instytucji posiadającej określone cele i reguły. I że wszyscy są w niej równi. W dorosłym życiu, w wielu zawodach i korporacjach, obowiązuje tak zwany kodeks ubraniowy/dress code. Wymaganie od ucznia schludnego, jednolitego ubioru to w istocie przygotowania do pełnienia obowiązków zawodowych, (no i budowanie poczucia wspólnoty i dumy z własnej szkoły).

 

Co jeśli w szkole nie obowiązują mundurki?

W sytuacji, gdy szkoła nie decyduje się na wprowadzenie mundurków, ustawa przewiduje to wprost (art. 100 ust. 6 Prawa oświatowego), wskazując, że w placówkach, w których nie wprowadzono obowiązku noszenia jednolitego stroju, zasady ubierania się uczniów na terenie szkoły określa statut szkoły. 

Jakie powinny być postanowienia statutu szkolnego w tym zakresie?

Moim zdaniem z tych przepisów wynika możliwość wprowadzenia w statucie realnych, a nie pozornych wymagań dotyczących stroju. Szkoła może wymagać stroju schludnego, czystego i dostosowanego do charakteru instytucji edukacyjnej. Może zakazać ubrań zawierających treści wulgarne, pornograficzne, nawołujące do przemocy czy nienawiści. Może również określić rozsądne reguły dotyczące stopnia odsłonięcia ciała.

Przykładowo, może więc odnosić się do minispódniczek?

Jak chodzi o minispódniczkę: spódnica jest bezspornie elementem ubioru, a zatem znajduje się w samym centrum materii przekazanej statutowi przez art. 99 pkt 3 i art. 100 ust. 6 Prawa oświatowego. Nie widzę powodu, dla którego szkoła nie mogłaby wymagać, aby uczeń lub uczennica („osoba uczniowska” jak chcą niektórzy) nie przychodzili na lekcje w stroju właściwym raczej dla plaży czy klubu niż instytucji edukacyjnej. Prawo ucznia do kształtowania własnego wizerunku nie oznacza prawa do ignorowania wszelkich norm związanych z miejscem, w którym się znajduje. Prawa ucznia nie mają charakteru bezwzględnego: to „oczywista oczywistość”. Ja bym jednak w tym miejscu podkreślił, iż ustalając zasady ubioru, nie można być zbyt ogólnikowym (np. „uczeń ma ubierać się porządnie”, jeżeli następnie o „porządności” miałby każdorazowo decydować nauczyciel według własnego gustu). Zasady powinny być dostatecznie konkretne, przewidywalne i jednakowo stosowane wobec wszystkich uczniów. Lepsze są zatem kryteria dotyczące zakrycia określonych części ciała, niewidoczności bielizny czy zakazu bardzo głębokich dekoltów niż oceny typu „strój prowokacyjny”.

Czy tak samo traktuje się tatuaże?

Tatuaż nie jest ubiorem. Art. 99 i art. 100 Prawa oświatowego mówią o „zasadach ubierania się”, a nie o generalnym prawie szkoły do regulowania wyglądu ciała ucznia. Nie można moim zdaniem wyprowadzić z uprawnienia do określenia zasad ubioru kompetencji szkoły do decydowania, czy uczeń może dokonać trwałej modyfikacji swojego ciała. Tym bardziej że statut reguluje zachowanie ucznia na terenie szkoły, a przecież zakaz wykonania tatuażu ingerowałby w jego życie poza szkołą. W przypadku osób bardziej małoletnich bardziej tutaj chodzi o odpowiedzialność rodziców. To rodzice wychowują dziecko i kierują nim, mając obowiązek respektować jego godność i prawa, zaś szkoła ich rolę wychowawczą. Natomiast tatuaż z kontrowersyjnym przesłaniem nie jest dopuszczalny. Problem może się pojawić, jeżeli uczeń za bardzo afiszuje się z kontrowersyjnym tatuażem (z którego wynika np. że nienawidzi danej grupy społecznej, zawodowej, narodowościowej, religijnej). Chodzi o to, że jeżeli uczeń eksponuje w szkole tatuaż zawierający treści rasistowskie, szkoła powinna przede wszystkim nakazać jego zakrycie, ponieważ problemem jest tu przede wszystkim publiczne prezentowanie treści dyskryminacyjnej i godzącej w godność innych osób; w razie odmowy wykonania polecenia można zastosować przewidziane w statucie środki wychowawcze lub kary. Jeżeli treść tatuażu lub sposób jego demonstracyjnego eksponowania może wypełniać znamiona przestępstwa, zwłaszcza nawoływania do nienawiści albo publicznego znieważania grupy z powodu jej narodowości, pochodzenia etnicznego, rasy lub wyznania, szkoła powinna rozważyć zawiadomienie Policji.

Jak należałoby traktować różnego rodzaju ozdoby?

Kolczyki są elementem ciała tak jak tatuaż, lecz elementem biżuterii i szeroko rozumianego wyglądu czy stroju. Moim zdaniem można bronić statutowego przepisu ograniczającego w szkole np. bardzo dużą, ostentacyjną albo niebezpieczną biżuterię. Znacznie bardziej wątpliwy byłby całkowity zakaz jakichkolwiek kolczyków wynikający wyłącznie z przekonania dyrekcji, że kolczyk sam w sobie jest czymś złym. Jednak na lekcjach WF-u, w laboratoriach czy warsztatach nauczyciel ma ustawowy obowiązek egzekwowania zasad BHP (np. nakazując zdjęcie biżuterii, związanie włosów czy założenie odzieży ochronnej), co wynika z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa, a nie z ingerencji w gust ucznia. Analogiczna trudność dotyczy koloru włosów, fryzury, makijażu czy koloru paznokci. Można rozumieć dyrektora szkoły, który chciałby, aby uczniowie wyglądali schludnie i aby szkoła nie stawała się miejscem manifestacyjnego łamania wszelkich konwencji. Sam jestem zwolennikiem szkoły stawiającej wymagania również w sferze kultury osobistej. Problem polega jednak na tym, że z prawnego punktu widzenia szkołą ma pewne uprawnienia jedynie w odniesieniu do ubioru, a nie do kształtowania całego wyglądu ucznia. Obecnie zakaz np. różowych, tęczowych czy seledynowych włosów, nakaz określonej fryzury czy generalny zakaz makijażu mają dziś znacznie słabszą podstawę prawną niż zakaz bardzo krótkiej spódnicy albo obowiązek noszenia określonej koszuli. Za takim zakazem mogą jednak przemawiać względy bezpieczeństwa. W 2026 r. parlament uchwalił obszerną nowelizację dotyczącą praw i obowiązków uczniów, która miała m.in. bardziej szczegółowo uporządkować materię stroju i wyglądu. Ustawa została jednak 2 lipca 2026 r. zawetowana przez Prezydenta i prace nad nią pozostają niezakończone.

 

Polecamy książki oświatowe i dla studentów