Minister Jarosław Gowin w komunikacie wskazał, że studenci mogą ubiegać się o zapomogę, jednocześnie dodając że będzie zabiegać o dodatkowe wsparcie dla osób, których byt jest zagrożony. Trzeba jednak wyraźnie wskazać, że zapomoga to element systemu pomocy materialnej dla studentów obecny od lat.

Szybką ścieżka finansowania badań, które pomogą w walce z pandemią>>

Zapomoga ma charakter uznaniowy

Włączenie go do tzw. pakietu dla studenta może sugerować, że to nowy instrument, ale tak nie jest. Dotychczasowa praktyka pozwala na przyznanie zapomogi m.in. w czasie klęski żywiołowej. Podobnie jest w obecnym stanie prawnym. Zgodnie z art. 90 PSWiN, zapomogę może otrzymać student, który znalazł się przejściowo w trudnej sytuacji życiowej.

Nie oznacza to jednak, że powołanie się na „czas zarazy” automatycznie musi przekładać się na obowiązek przyznania zapomogi. Musi być skutek – trudna sytuacja życiowa. Po pierwsze, zapomoga ma charakter uznaniowy i incydentalny. Student, który utracił zatrudnienie i znajdujący się w trudnej sytuacji materialnej może otrzymać stypendium socjalne. Trzeba jednak wyraźnie obalić mit przyjęty przez niektóre uczelnie, jakoby o stypendium socjalne można było ubiegać się tylko na początku roku akademickiego, ewentualnie na początku semestru. NSA wielokrotnie w swoich orzeczeniach podnosił, ze termin do stypendium socjalnego ma charakter instrukcyjny i student może ubiegać się o pomoc w trakcie okresu stypendialnego, oczywiście bez wyrównania poprzednich rat stypendialnych.

 


 

Zapomoga nie powinna więc tego świadczenia zastępować. Tu chodzi raczej o coś wyjątkowego, jak np. śmierć jedynego żywiciela rodziny, ciężka choroba, wypadek itd. A przecież komunikat Ministra musi oznaczać, że chętnych po dodatkowe środki może być 1,2 mln studentów (wszyscy!). Część z nich wyłączona jest wprawdzie z dostępu do pomocy (chodzi tu np. o ukończenie studiów, czy tzw. okres 6 lat) – to jednak niektórzy z tej grupy wniosek złożą.

 

Budżet ograniczony

Po drugie, o pomocy decydują możliwości finansowe w ramach otrzymanej dotacji. Uczelnie mają swoją rezerwę w ramach funduszu stypendialnego; środki na zapomogi są czasami dzielone na wydziały, a czasami pozostają na wspólnym rachunku. Jest to pula ograniczona i trudno sobie dziś wyobrazić, że każdy student, który złoży wniosek, otrzyma takie wsparcie. Prosta sprawa: organ stypendialny dysponuje kwotę 1500 zł miesięcznie na zapomogi i ma na stole 6 wniosków: jeden z tytułu śmierci rodzica, pięć z „czasu zarazy” – komu przyzna pomoc? Raczej należy wspomóc studenta, który stracił rodzica. Bo nie wierzę, że środków starczy dla wszystkich.

Wprawdzie resort zapewnia, że będzie elastycznie podchodzić do wniosków uczelni o zwiększenie wysokości dotacji na pomoc materialną, ale pamiętam ubiegłoroczny szok, kiedy pierwszy raz podzielono środki na stypendia i zapomogi, oddzielając m.in. środki na domy studenckie. Różnice w dotacji były dość istotne – niektóre uczelnie zyskały, inne bardzo dużo straciły. To powinno być upublicznione – algorytm, ale i dane z każdej uczelni itd. będące podstawą przyznania konkretnej kwoty. A koszt zapomóg, do których zachęca Minister musi być znaczny. Jeśli przyjąć, że tylko połowa studentów złoży wniosek o taką zapomogę to będzie to 600 tys. próśb. W połączeniu z przykładową kwotą takiej zapomogi (1000 zł - wcale nie jest to duża kwota) to uczelnie musiałby zabezpieczyć tylko na te zapomogi związane z "czasem zarazy" 600 mln zł.