Zarówno pracodawca, jak i uczelnia będą nadzorować ten proces, a przyszły doktorant będzie otrzymywać podwójne wynagrodzenie. Program ma zacieśnić współpracę przedsiębiorstw ze środowiskiem naukowym i poprawić sytuację doktorantów tak, aby mogli skupić się na badaniach naukowych. Kolejne propozycje w tym kierunku resort zawrze w projekcie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym.
– W założeniach nowej ustawy o szkolnictwie wyższym chcielibyśmy, żeby doktoranci stali się badaczami, a nie studentami. To są nierzadko ludzie dojrzali, którzy mają rodziny i muszą się utrzymać, więc trudno mówić o nich jako o wiecznych studentach. To są badacze i powinni otrzymać wynagrodzenie. Chcielibyśmy, aby wszyscy doktoranci mieli stypendia doktorskie w takiej wysokości, która pozwoli skupić się na badaniach, żeby nie musieli szukać dodatkowych zajęć w celu utrzymania – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Szumowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
W październiku wystartują pierwsze doktoraty wdrożeniowe, które mają spowodować, że studenci nie będą musieli wybierać między karierą naukową a dobrze płatną pracą zawodową. Uruchomiony przez MNiSW program doktoratów wdrożeniowych ma też zacieśnić współpracę środowiska naukowego i akademickiego z biznesem.

Pierwsi uczestnicy programu rozpoczną za dwa miesiące studia doktoranckie i pracę pod okiem dwóch opiekunów merytorycznych (jeden zostanie wyznaczony przez pracodawcę, drugi – przez jednostkę naukową). W praktyce student będzie pracował nad rozprawą doktorską i równolegle będzie zatrudniony w firmie (jego praca będzie ukierunkowana na rozwiązanie konkretnego problemu wskazanego przez pracodawcę). Uczelnia albo jednostka naukowa i pracodawca, który zatrudnia doktoranta, będą wspólnie ustalać plan badań i kontrolować postępy.
– Tego typu doktoraty niczym nie różnią się od zwyczajnych, są tak samo oceniane przez rady wydziałów, trzeba spełnić te same kryteria. To jest taki sam doktorat, ale nazywamy go wdrożeniowym po to, aby móc uruchomić strumień finansowania we współpracy z sektorem gospodarczym. Chcemy skłaniać polskich badaczy do wyjścia poza mury uczelni, aby współpracowali z odbiorcą ich pomysłów i wyników badań, czyli z sektorem gospodarki – mówi wiceminister Łukasz Szumowski.
Uczestnicy programu doktoratów wdrożeniowych będą dostawać podwójne wynagrodzenie: oprócz pensji od pracodawcy otrzymają stypendium z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Doświadczenia innych państw europejskich, które realizują program doktoratów wdrożeniowych (m.in. Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Dania), pokazują, że ich absolwenci szybciej znajdują pracę i zarabiają więcej od absolwentów tradycyjnych studiów doktoranckich. Natomiast przedsiębiorstwa, które ich zatrudniają, wykazują większą aktywność patentową. Na taki efekt liczy również MNiSW.
– Liczymy na to, że polscy naukowcy będą współpracowali z przedsiębiorstwami i wdrażali to, co wymyślą w czasie badań. Z drugiej strony chcemy, aby przedsiębiorstwa czerpały korzyści ze współpracy z nauką, aby stawały się coraz bardziej nowoczesne, a nowe rozwiązania krążące w świecie akademickim znalazły zastosowanie z korzyścią dla tych firm – mówi wiceminister.
Doktoraty wdrożeniowe mają być również nową, przyspieszoną ścieżką dojścia do pierwszego stopnia naukowego. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego zauważa, że z ponad 40 tys. studentów doktorantów rocznie tylko 20 tys. rzeczywiście uzyskuje doktorat – studiuje, ale nie może w wystarczającym stopniu skupić się na prowadzeniu badań.

Według zapowiedzi MNiSW każdego roku do programu doktoratów wdrożeniowych będzie mogło przystąpić 500 doktorantów. Koszt programu resort oszacował na 85 mln zł rocznie. W roku akademickim, który rozpocznie się w październiku, na sfinansowanie doktoratów wdrożeniowych przewidziano 21 mln zł. Resort w wyniku naboru wyłonił 54 jednostki naukowe z całego kraju, które przystąpiły do programu. W zamian za wsparcie i zapewnienie doktorantowi dostępu do laboratoriów, otrzymają dofinansowanie kosztów wykorzystania infrastruktury badawczej.
– Trwają również dyskusje, czy habilitacja powinna zostać jako stopień naukowy, czy jako pewien cenzus, który pozwala na promowanie kolejnych doktorantów. To wciąż jest przedmiotem dyskusji. Natomiast droga dojścia do habilitacji powinna być szersza, bardziej otwarta. W tej chwili średnia wieku to 46 lat. To bardzo późno na uzyskanie samodzielności w nauce. Być może opcją dla tych wybitnych jest uzyskanie doktoratu i prowadzenie grantu badawczego. To skutkowałoby samodzielnością naukową, czyli – w dzisiejszym rozumieniu – uzyskaniem stopnia doktora habilitowanego – dodaje Łukasz Szumowski.

Szkolnictwo branżowe w nowym prawie oświatowym
Lidia Marciniak (red. merytoryczny) , Elżbieta Piotrowska-Albin (red. merytoryczny)
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł