Złe oceny i oblane egzaminy nie spowodują automatycznie wyrzucenia z uczelni
Decyzja o skreśleniu studenta z listy studentów jest ściśle uregulowana w prawie, dlatego wymaga dobrego uzasadnienia i nie może być uznaniowa. Jeśli dana osoba się z nią nie zgadza, ma prawo skierować się do sądu administracyjnego. Skreślenie nie następuje również automatycznie - pod uwagę brane są indywidualne okoliczności sprawy, dlatego nawet złe wyniki nie muszą oznaczać, że student zostanie wyrzucony z uczelni.

Jacek jest studentem administracji na publicznej uczelni. Jego rodzice znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, więc zdecydował się on łączyć studia z pracą w piekarni. Niejednokrotnie z powodu obowiązków zawodowych nie uczęszczał na zajęcia i uzyskiwał oceny niedostateczne z egzaminów. Jacek zastanawia się, czy grozi mu skreślenie z listy studentów, jeśli nie uda mu się poprawić niezdanych egzaminów.
Okazuje się, że w tym kazusie nie ma automatyzmu. Złe wyniki nie oznaczają automatycznego skreślenia z listy studentów. Fakultatywne skreślenie z listy studentów przybiera formę uznania administracyjnego.
- A zatem decyzja administracyjna w przedmiocie skreślenia z listy studentów musi być bardzo dobrze uzasadniona – a z tym bywa różnie, tym bardziej, że nie zawsze prawnik wydaje takie decyzje. Student może bronić się istnieniem obiektywnych przyczyn po swojej stronie, które uniemożliwiają mu np. uczestnictwo w zajęciach, np. takich jak choroba lub inne udokumentowane zdarzenia losowe, trudna sytuacja rodzinna, materialna i finansowa - tłumaczy dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. UP, wykładowca na UKEN w Krakowie. I dodaje: - Jak się wydaje, nawet gdy formalnie doszło do nieosiągnięcia wymaganych wyników, uczelnia powinna rozważyć, czy i w jakim zakresie przyczyny te wpływały na możliwość kontynuacji studiów. Takie nastawienie przeciwdziała sprowadzeniu sprawy do czysto księgowego sprawdzenia „czy jest komplet zaliczeń”.
Pan Jacek powinien zatem zastanowić się nad poszukaniem uczelni, która pozwala łączyć studiowanie z pracą.
- Na niektórych uczelniach część tygodnia przeznaczona jest na studiowanie, a część na pracę. Słyszałem, że na jednej z uczelni niepublicznych wprowadzono także naukę od godz. 16.00 do 20.00 w ciągu tygodnia (od poniedziałku do piątku). Widać więc, że uczelnie chcą iść studentom na rękę. Można się zastanawiać, czy jest to właściwy kierunek: niektórzy argumentują, że studia mają formować człowieka i trzeba się im całkowicie poświęcić. Z drugiej strony istotne jest to, że przecież studenci znajdują się w trudnej sytuacji i jeżeli ktoś chce studiować, to należy mieć to na uwadze. Ja taką elastyczność uczelni oceniam pozytywnie. Oczywiście łączy się to z problemami, bo np. zmusza wykładowców do pracy wieczorem. Moim zdaniem studia dzienne do godz. 20.00 to jednak nic takiego – ja także miałem taki plan zajęć na studiach dziennych - wskazuje ekspert.
Ingerencja w sytuacją prawną studenta
Skreślenie z listy studentów w Polsce ingeruje bardzo głęboko w sytuację prawną jednostki, dlatego ustawodawca nadał skreśleniu formę decyzji administracyjnej. Rzecz jasna, nie możemy patrzeć na tę instytucję tylko z perspektywy praw człowieka. Obecny rdzeń regulacji tworzy art. 108 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, który zawiera zamknięty katalog czterech podstaw obligatoryjnych i czterech fakultatywnych.
Przypomnijmy, że przyczyny obligatoryjne określone są w art. 108 ust. 1 ustawy. W świetle tej regulacji studenta skreśla się z listy studentów w przypadku:
- niepodjęcia studiów;
- rezygnacji ze studiów;
- niezłożenia w terminie pracy dyplomowej lub egzaminu dyplomowego;
- ukarania karą dyscyplinarną wydalenia z uczelni.
Drop-out przybiera na sile
Bardzo niepokojącym zjawiskiem jest obecnie tak zwany drop-out, czyli rezygnacja studentów ze studiów – przybiera ona niekiedy masową formę. Uczelnie podejmują działania, które mają przeciwdziałać temu zjawisku (niekiedy otrzymują nawet dofinansowanie z UE): spotkania z praktykami, warsztaty itd. Jak się wydaje, drop-out jest związany także z tym, że wielu studentów nieroztropnie wybiera kierunek studiów. Może rozwiązaniem tego pomysłu byłoby wprowadzenie „roku propedeutycznego”, czyli pierwszego wstępnego roku, w którym student miałby ogólne przedmioty, pozwalające studentowi na ostateczny wybór. A może przyczyną drop-outu są zbyt duże oczekiwania studentów? Kiedyś spotkałem się z przedstawicielką jednej z uczelni, która wskazała, że studenci chcieliby SPA, by studiować na tej uczelni - zastanawia się prof. Grzegorz Krawiec.
Jego zdaniem niewątpliwie warunki studiowania także wpływają w jakimś stopniu na kwestię kontynuacji studiów. Przyczyną rezygnacji ze studiów bywa też to, że studenta traktuje się jak dorosłą osobę, która jest odpowiedzialna za swoje działania i zaniechania.
Problemem nie brak przepisów, ale ich niejasność
Najważniejsza zmiana względem poprzedniego stanu prawnego z ustawy z 2005 r. polega na tym, że obecny art. 108 wyraźnie dodał jako fakultatywną podstawę skreślenia: art. 108 ust. 2 ustawy. Przepis ten wskazuje, że student może być skreślony z listy studentów w przypadku:
- stwierdzenia braku udziału w obowiązkowych zajęciach;
- stwierdzenia braku postępów w nauce;
- nieuzyskania zaliczenia semestru lub roku w określonym terminie;
- niewniesienia opłat związanych z odbywaniem studiów.
Uczelnia nie może rozszerzać ustawowych podstaw skreślenia własnym regulaminem, a w przypadku podstaw fakultatywnych musi wykazać rzeczywistą analizę proporcjonalności i interesu studenta.
- Fakultatywne skreślenie związane jest z kwestiami finansowymi: przed obecnie obowiązującą ustawą finansowanie (tzw. dotacja dydaktyczna) opierała się w ogromnej mierze na tzw. czystej liczbie studentów. Uczelniom opłacało się utrzymywać w systemie tzw. "martwe dusze", a więc osoby, które zapisały się na studia dla zniżek lub szybko zrezygnowały, ale nigdy formalnie tego nie zgłosiły. Władze uczelni maksymalnie zwlekały ze skreśleniami fakultatywnymi (np. za brak postępów w nauce), aby do końca roku akademickiego otrzymywać na tych studentów pieniądze z ministerstwa. Po wejściu w życie „ustawy Gowina” zasady gry uległy zmianie. Algorytm promuje uczelnie, w których na jednego wykładowcę przypada odpowiednia, zbalansowana liczba studentów. Zbyt duża liczba studentów w stosunku do kadry naukowej może wręcz powodować spadek finansowania. Dziś uczelniom publicznym często po prostu nie opłaca się sztucznie trzymać nieaktywnych studentów na listach - wyjaśnia prof. Krawiec.
Przesłanki fakultatywne, a zwłaszcza nowo przewidziana okoliczność w postaci "stwierdzenia braku udziału w obowiązkowych zajęciach", są teraz bardzo sprawnie wykorzystywane do bieżącego czyszczenia list z "martwych dusz". Uczelnie wykorzystują ten przepis, aby tacy studenci nie wpływali negatywnie na wskaźniki decydujące o milionowych subwencjach.
Kiedy w praktyce najczęściej dochodzi do skreślenia studenta z listy studentów?
- Jak się wydaje, można ostrożnie wnioskować, że w zwykłej praktyce uczelni dominują przypadki związane z postępami w nauce, zaliczeniami, uczestnictwem w zajęciach i opłatami, a nie wydalenia dyscyplinarne. To wniosek pośredni, oparty na strukturze ustawowych przesłanek, publicznie dostępnych stronach uczelnianych dotyczących praw i obowiązków, opłat oraz toku studiów, a także na tym, że odpowiedzialność dyscyplinarna jest na uczelniach opisana jako odrębny, bardziej sformalizowany tor postępowania - wskazuje prof. Krawiec.
Największym problemem praktycznym nie jest dziś jednak brak podstaw prawnych, lecz ich niedookreślenie. Zwroty takie jak „brak postępów w nauce” albo „brak udziału w obowiązkowych zajęciach” pozostawiają uczelniom - jak się wydaje - duży luz decyzyjny. Dodatkowym słabym punktem jest brak publicznych, ogólnopolskich statystyk pokazujących liczbę skreśleń według przyczyn. GUS publikuje liczbę studentów i absolwentów, ale nie rozbija odpływu studentów na kategorie typu rezygnacja, niezaliczenie, opłaty czy wydalenie dyscyplinarne.
- Obecne regulacje poświęcone skreśleniom studentów z listy zasadniczo spełniają funkcję ochronną, bo opierają się na zamkniętym katalogu przesłanek, decyzji administracyjnej, drodze sądowoadministracyjnej i współudziale samorządu studenckiego przy regulaminie studiów. Nie eliminują jednak dostatecznie ryzyka nadużyć w sferze definicji „braku postępów”, nieobecności, doręczeń elektronicznych i powiązania skreślenia z egzekwowaniem opłat. Najbardziej potrzebne są zatem nie tyle kolejne, szerokie podstawy skreślenia, ile doprecyzowanie standardów procedury i obowiązek jawnego raportowania danych o skreśleniach - podsumowuje nasz rozmówca.
Zwraca też uwagę, że nie wszystkie uczelnie mają świadomość tego, iż stosować należy w pełni przepisy kodeksu postępowania administracyjnego.
- Takie pełne zastosowanie k.p.a. bywa krytykowane przez uczelnie z powodów pragmatycznych. Przykładowo obowiązek oficjalnego zawiadomienia studenta o wszczęciu postępowania o skreślenie z urzędu (zgodnie z art. 61 par. 4 k.p.a.) jest postrzegany przez administrację jako zbyteczna uciążliwość opóźniająca moment skreślenia, zwłaszcza gdy student po prostu całkowicie ignoruje swoje obowiązki ustalone w regulaminie studiów - podsumowuje prof. Krawiec.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





