Decyzję o umożliwieniu prowadzenia zajęć okupujący podjęli na posiedzeniu w nocy. Postanowili dłużej nie przeszkadzać kolegom w nauce, ale oświadczyli, że "to nie koniec okupacji" i że nadal będą zajmować aulę, w której nie odbywają się wykłady. Zapowiedzieli również udział w antyrządowych protestach i organizowanie demonstracji. Najbliższą wyznaczono na środę.

Okupacja centralnego budynku najstarszej bułgarskiej uczelni wyższej trwała ponad trzy tygodnie. Studencki protest rozpoczął się bojkotem wykładu profesora wydziału prawa Dimitra Tokuszewa, który jednocześnie jest przewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego. Według kilkudziesięcioosobowej grupy studentów Tokuszew ponosi moralną odpowiedzialność za orzeczenie TK z września br., zgodnie z którym kontrowersyjny biznesmen Delian Peewski pozostaje posłem.

Peewskiego w czerwcu tego roku wybrano na szefa Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (DANS), co wywołało falę trwających do dziś antyrządowych protestów i żądań przedterminowych wyborów. Peewski, magnat medialny, złożył w parlamencie przysięgę jako nowy szef DANS, ale już następnego dnia - na skutek protestów - zmuszony był zrezygnować z tej funkcji. Pięć dni później odwołało go Zgromadzenie Narodowe.

Media, których podczas okupacji nie dopuszczano do budynku, znajdującego się w samym centrum Sofii obok parlamentu, nie podały, ilu dokładnie było okupujących. Według niepotwierdzonych danych grupa liczyła około 200 osób. Poparło ich około stu wykładowców. Na uniwersytecie uczy się ponad 20 tys. osób, studia dla jednej trzeciej z nich są płatne. Wykładowców jest 1800.

Władze uczelni kilkakrotnie przestrzegały, że uniwersytet ponosi z powodu blokady poważne straty finansowe. Przerwano m.in. płatne kursy dla kandydatów na studia. Odwołano też kilka międzynarodowych konferencji i przeniesiono egzaminy państwowe dla prawników i filologów.

Ze swojej strony protestujący studenci skarżyli się na represje ze strony policji, która przychodziła do ich domów. W wywiadzie dla dziennika "Dnewnik" szef MSW Cwetlin Jowczew potwierdził, że do takich "wizyt" doszło, lecz - jak tłumaczył - "nie było ich tak dużo, około dwudziestu".

"Nie należy wyolbrzymiać zjawiska. Chodziło o ludzi, którzy prowokowali przemoc i naruszali porządek publiczny. (...) Ta praktyka będzie kontynuowana, by nie dopuścić do prowokowania przemocy" - stwierdził szef MSW.

Ewgenia Manołowa