Podczas wykładu „Odpowiedzialność  organu prowadzącego i dyrektora szkoły/przedszkola za bezpieczeństwo i zdrowie uczniów z odniesieniem do obecnej sytuacji” prawnik omówił różne reżimy odpowiedzialności dyrektora. Jeżeli w szkole faktycznie dojdzie do zakażeń, to dyrektor może za to odpowiadać karnie lub dyscyplinarnie. Szkołę można także pozwać o odszkodowanie, jednak w sytuacji pandemii będą to raczej skrajne przypadki.

Można pozwać za zakażenie w szkole, ale procesu łatwo się nie wygra>>

 

Szkoła gwarantem bezpieczeństwa uczniów

Rząd większość obowiązków związanych z organizacją szkoły podczas pandemii nałożył na dyrektora. To on musi zorganizować bezpieczną naukę stacjonarną lub hybrydową oraz zapewnić skuteczne zdalne nauczanie. - Administracja rządowa wyraźnie nie chce spowodować lockdownu, zwłaszcza przy nauczaniu podstawowym, gdzie uczy się najmłodszych. Prawdopodobnie ze względów pragmatycznych, bo to oznacza konieczność wypłacania zasiłków i ograniczeń w gospodarce, bo ktoś z tymi dziećmi będzie musiał zostać - mówił mec. Gałęski. Biorąc pod uwagę to, że epidemia przyspiesza i zamknięto już dużą część szkół ponadpodstawowych, to właśnie organizacja pracy w tych placówkach będzie najtrudniejsza.

Zobacz w LEX: Procedura zawieszenia zajęć w szkole, przedszkolu, placówce ze względu na sytuację epidemiologiczną (COVID-19) >

Jak tłumaczył prawnik, jeżeli faktycznie dojdzie do jakiejś niebezpiecznej sytuacji, to najbardziej prawdopodobna jest odpowiedzialność karna dyrektora lub nauczycieli. Przypomniał, że według art. 2 Kodeksu karnego odpowiedzialności karnej za przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie podlega ten tylko, na kim ciążył prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi.

 



 

Kluczowa dobra procedura

- Nie musi dojść do zakażenia uczniów, wystarczy udowodnić, że nie dopełniono obowiązków, by ograniczyć ryzyko wystąpienia zakażenia na terenie szkoły - mówił. - Ewentualną podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności jest art. 160 KK, mówiący o narażeniu na niebezpieczeństwo. Dlatego ważne jest podjęcie działań zmierzających do określenia procedur i ograniczenia możliwości zakażenia. To w jakimś zakresie ich ekskulpuje. Oczywiście niebezpieczeństwa - w tej sytuacji - nie da się całkowicie wyeliminować, ale jeżeli ktoś zrobił wszystko co w jego mocy i opracował zasady, to trudno mu zarzucić brak staranności - tłumaczył. Dodał jednak, że procedury muszą być tworzone starannie, dostosowane do sytuacji i do aktualnej wiedzy.

- Musi zostać zachowany zdrowy rozsądek, bo zdarzają się przypadki, że procedury pogarszają sytuację - na przykład, gdy sprawiają, że rodzice tłoczą się w przejściach, czekając na swoje dzieci - mówił prawnik. Dodał, że ekstremalnych przypadkach istnieje możliwość pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności z art. 165 KK za sprowadzenie stanów powszechnie niebezpiecznych dla życia lub zdrowia, ale to objęłoby raczej tylko zażartych covidosceptyków.

Zobacz w LEX:

Procedury bezpieczeństwa obowiązujące w szkołach w czasie stanu epidemii w związku z COVID-19 >

Procedury bezpieczeństwa obowiązujące w przedszkolach w czasie stanu epidemii w związku z COVID-19 >

 

Cywilne powództwo z małą szansą na sukces

- Wiem, że pozostawiając dyrektorom dużą swobodę, zrzucono na ich barki cały ciężar analizy i konceptualizacji. Wynika to z tego, że nikt tnie wie, jak to robić. I zapewniam państwa, że sąd weźmie to pod uwagę. Sam będzie opierał się na wiedzy, doświadczeniu, zdrowym rozsądku, bo innych narzędzi nie będzie posiadać - tłumaczył prawnik.

Czytaj w LEX: Nadzór pedagogiczny w roku szkolnym 2020/21  >

Podkreślił, że w przypadku odpowiedzialności cywilnej na ogół konieczne będzie udowodnienie, że do zakażenia doszło w szkole, na skutek konkretnego zaniechania, a to graniczy z niemożliwością.

- Rodzic, który zechce pozwać szkołę musi udowodnić, że to tam doszło do zakażenia jego dziecka. W dzisiejszych realiach będzie to trudne lub niemożliwe. Nawet jeżeli udowodnimy, że dziecko zachorowało i że doszło do pewnych zaniedbań, to udowodnienie, że istnieje ścisła korelacja będzie trudne. Dziecko mogło zarazić się w parku, w sklepie, na imieninach u cioci - mówił mec. Gałęski.

Czytaj w LEX: Zalecenia dla dyrektorów szkół i placówek ze stref czerwonej i żółtej >

Dodał jednak, że istnieje pewna furtka dla skuteczności takich powództw - bo sądy w przypadku zakażeń covidowych mogą sięgnąć po instytucję dowodu prima facie. Stosowane było to w przypadku zakażeń szpitalnych, najczęściej żółtaczką. Sądy przyjmowały, że jeżeli ktoś miał operację i na krótko po zabiegu okazywało się, że jest zakażony żółtaczką, to - choć mógł nią zarazić się gdzie indziej - istnieje duże prawdopodobieństwo, że doszło do tego w szpitalu.

- Jeżeli wykażemy, że dziecko przebywało w domu, jedynym miejscem, w jakie chodziło dziecko była szkoła, to istnieje prawdopodobieństwo, że sąd uzna istnienie związku przyczynowego tym bardziej, jeżeli istniały istotne uchybienia w kwestii bezpieczeństwa - przekonywał  radca prawny Robert Gałęski.