Uczelnie lekceważą obowiązek podpisywania umów określających warunki studiowania i opłaty – skarżą się studenci, apelując do rektorów, by do 10 grudnia „nadrobili egzamin z uczciwości i transparentności”.

Reforma szkolnictwa wyższego, wchodząca w życie 1 października zakłada, że uczelnie mają podpisywać ze wszystkimi studentami umowę, w której określą warunki studiowania i wszelkie opłaty na cały okres studiów dwu-, trzy- albo pięcioletnich, Do tej pory umowy takie podpisywano wyłącznie ze studentami płacącymi czesne. Od nowego roku akademickiego umowę ma podpisywać także student studiów stacjonarnych – ten, który za studia nie płaci – tłumaczyła na piątkowej konferencji prasowej w Warszawie przewodnicząca Parlamentu Studentów RP (PSRP) Dominika Kita.

To dobre rozwiązanie, gdyż świeżo upieczony student „powinien wiedzieć, w jakich warunkach będzie studiował, jakie opłaty go czekają, jakie sytuacje na uczelni mogą go zaskoczyć” – przekonywała Kita. Tymczasem – w opinii PSRP - z nowego obowiązku wiele uczelni się nie wywiązuje albo próbuje interpretować prawo w sposób dla żaków niekorzystny.

Aby ocenić, jak szkoły przygotowują się do wprowadzania nowego prawa, PSRP poprosił czterysta uczelni o przekazanie wzorców umów, jakie zawrą z pierwszoroczniakami. Wśród tych, które dotarły do PSRP, około połowy zawierało tzw. klauzule niedozwolone – zapisy stawiające uczelnię w pozycji uprzywilejowanej względem studenta – alarmował na konferencji dyrektor biura prawnego Parlamentu Studentów RP Tomasz Lewiński. „Czasami uczelnie stosują praktyki nie pozwalające studentom ocenić, ile będą kosztowały ich studia” - dodał.

PSRP daje rektorom 70 dni i apelują, by do 10 grudnia „nadrobili egzamin z uczciwości i transparentności, i aby każdy student do tego czasu podpisał umowę”. Jeżeli nic się nie zmieni, studenci zapowiadają, że będą sięgać po „wszelkie dostępne środki, by sytuację poprawić”. Lewiński nie wykluczył akcji protestacyjnej.

Po stronie studentów staje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. „Nasze stanowisko jest jednoznaczne – powiedział PAP rzecznik resortu, Bartosz Loba. - Od 1 października obowiązuje zapis mówiący, że uczelnia podpisuje umowy ze wszystkimi studentami. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie uczelnie mogły nie zdążyć (z przygotowaniem umów – PAP) apelujemy o to, żeby jak najszybciej zastosowały się do nowych przepisów”.

Przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polski, rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow ocenia, że nowa regulacja jest „nadmiarowa”. „Uważamy za uzasadnione podpisywanie umów ze studentami, którzy płacą – na studiach niestacjonarnych. Ale podpisywanie umów ze studentami na studiach stacjonarnych wydaje nam się nadmierną biurokracją” – powiedziała PAP.

Przecież „regulamin studiów mówi, co student może, a czego nie może, są też cenniki wszystkich usług, za które studenci muszą płacić – to samo, co mamy w umowie, którą musielibyśmy podpisywać” - zwróciła uwagę rektor UW. Dodała, że na jej uczelni sam pierwszy rok studiów stacjonarnych liczy sobie osiem tysięcy osób. „Liczba papierów, którą trzeba by przy tym wyprodukować, jest ogromna. Trzeba się zastanowić, czy to coś daje, czy daje studentom zabezpieczenie – a nie sądzę, bo mają przecież zabezpieczenie, znając regulamin studiów” - mówiła.

„Będziemy się zastanawiać, jak z tego wybrnąć, bo wymaga tego od nas znowelizowana ustawa; decyzja zostanie podjęta w ciągu najbliższych dni” - zapowiedziała profesor. „Zobaczymy też, co na ten temat maj do powiedzenia sami studenci UW” - dodała. (PAP) ]]>