Jeden z czytelników Prawo.pl, zgłaszając problem w ramach akcji Poprawmy prawo, zwraca uwagę na kwestię recenzji artykułów zgłaszanych do publikacji w punktowanych czasopismach. I faktycznie bywa, że możliwość zachowania anonimowości, stwarza recenzentowi okazję do wyrażania swojego zdania w sposób dalece odbiegający od standardów merytorycznej oceny. Czytelnik postuluje też odejście od - jak to nazywa - "recenzji kapturowych", czyli takich, w których recenzent zna autora, a autor nie wie, kto ocenia jego artykuł.

Prof. Sułkowski: Mniej punktozy na uczelniach>>


Lakoniczne stwierdzenia, brak rozeznania w temacie

Jak np. przytoczona recenzja sprowadzająca się w zasadzie do: nie, bo nie. Albo dla odmiany recenzja bardzo dokładna i wnikliwa – tak bardzo, że oceniający dopytuje o każde, nawet oczywiste dla eksperta w danej dziedzinie pojęcie. Co – choć może budzić podziw dla niepohamowanej naukowej ciekawości – to rodzi też wątpliwość, czy zajmuje się on materią, której dotyczy recenzowany przez niego artykuł.

- Jestem redaktorem tematycznym (administracja) pisma Roczniki Administracji i Prawa. Wśród zasad etycznych tego pisma znajduje się także część dotycząca recenzentów: wszystkie recenzje wykonywane są anonimowo, a redakcja nie udostępnia danych autorów recenzentom – mówi dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. - Ma to zapewnić bezstronność i wyeliminować sytuacje, w których kolega koledze robi recenzję. Taki system recenzowania stanowi już standard i nie może dziwić. Osoba, której artykuł został zrecenzowany, ma możliwość otrzymania recenzji i często także ma możliwość odniesienia się do niej. Anonimowość występuje na etapie wydawniczym – jeszcze przed opublikowaniem artykułu. Ale już po wydaniu recenzent wie, kto jest autorem recenzowanego przez niego artykułu – tłumaczy. Autor nie ma natomiast pewności co do recenzenta, albowiem często pisma przedstawiają grupę recenzentów lub wskazuje kilku lub kilkunastu, którzy zajmowali się tym w danym roku.

 

Brak anonimowości to więcej recenzji grzecznościowych

Jak mówi Prawo.pl dr Wojciech Zomerski z Centrum Edukacji Prawniczej i Teorii Społecznej Wydziału Prawa Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, w świecie akademickim wyróżnia się trzy podstawowe  rodzaje recenzji: single-blind peer review (jednostronnie anonimowa recenzja naukowa), double-blind peer review (dwustronnie anonimowa recenzja naukowa), open peer review (jawna recenzja naukowa).

 


 

- Obecnie najbardziej powszechny - zdaje się, że również w Polsce - jest ten drugi typ recenzji. Dwustronna anonimowość ma w założeniu przeciwdziałać ułomnościom jednostronnie anonimowej recenzji, tj. stronniczości, brakowi obiektywizmu, czy jakimś personalnym niesnaskom, a także bezkrytycznemu przyjmowaniu do druku tekstów przygotowanych przez osoby o ugruntowanej pozycji w środowisku naukowym – tłumaczy. Dodaje, że jednostronnie anonimowa recenzja może stanowić dla oceniającego pokusę, aby dostarczyć recenzję nierzetelną.

- Czasem po prostu niemerytoryczną, a czasem wręcz zwyczajnie złośliwą, atakującą raczej osobę, środowisko naukowe, aniżeli samą argumentację wyłożoną w pracy – podkreśla dr Zomerski. Tyle że i założenie o tym, że system podwójnie ślepych recenzji faktycznie gwarantuje anonimowość obu stronom jest samo w sobie nieco na wyrost.

Zdarza się, że podwójnie ślepa recenzja wcale taką nie jest, bo recenzent może domyślić się tożsamości autora np. po doborze tematyki, sposobie sporządzenia pracy lub użytej linii argumentacyjnej. - W takiej sytuacji w założeniu dwustronnie anonimowa recenzja staje się faktycznie jednostronnie anonimową recenzją. Z wszystkimi tego konsekwencjami – tłumaczy dr Zomerski.

  


Rzetelność powinna gwarantować redakcja

- Uważam, że system double blind review zapewnia obiektywną ocenę treści przeznaczonych do publikacji – mówi Prawo.pl prof. Łukasz Sułkowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezesa PCG Polska. - Ogranicza liczbę sytuacji, gdy pozytywna ocena podyktowana jest faktem, że recenzent zna autora artykułu. System, w którym nie zapewniano by takiej anonimowości, byłby korupcjogenny – tłumaczy.

Dodaje, że zdarzają się recenzje niemerytoryczne, odbiegające od standardów, którym powinny sprostać. - Niemniej zadbanie o to, by tak nie było, leży w gestii redaktora czasopisma. Recenzent, oceniając, czy praca nadaje się do publikacji, powinien kierować się życzliwym krytycyzmem - wypunktować ewentualne niedopatrzenia i wskazać braki oraz ewentualnie sposób ich skorygowania – tłumaczy prof. Sułkowski.

Wtóruje mu dr Zomerski, który jednocześnie podkreśla, że w praktyce nie da się uniknąć nierzetelnych recenzji – bez względu na przyjęty model.
- Trudno bowiem jakoś odgórnie narzucić rzetelność. To redakcji czasopisma powinno zależeć, aby poziom recenzji był jak najwyższy i to ona ma realne środki oddziaływania na recenzenta. Sprawy jednak nie ułatwia fakt, że nierzadko recenzenci nie otrzymują wynagrodzenia za przygotowanie recenzji, a samego recenzowania podejmują się z poczucia obowiązku, co po części tłumaczy ich nie zawsze rzetelne podejście do procesu recenzyjnego – konstatuje dr Zomerski.

Naukowiec musi oceniać rzetelnie

Czasopisma naukowe różnie dbają o zapewnienie jakości recenzji przesyłanych artykułów. Prof. Andrzej Wróbel, redaktor naczelny miesięcznika "Państwo i Prawo", również uważa, że najlepszym systemem recenzowania jest ten oparty na podwójnej anonimowości.
- Recenzje w naszym czasopiśmie albo pisane są w sposób swobodny, albo przy wykorzystaniu zestandaryzowanego formularza, w którym jest oczywiście rubryka przeznaczona na uzasadnienie, dlaczego dany artykuł powinien lub nie powinien trafić do publikacji. Wybór sposobu zrecenzowania tekstu zależy od autora. Najczęściej recenzje są dobrze uzasadnione, jeżeli tak nie jest, to odsyłamy artykuł do kolejnego recenzenta. Przygotowujemy teraz dodatkowe zalecenia dotyczące procesu recenzowania, doprecyzujemy tam m.in., co ma znaleźć się w uzasadnieniu - tłumaczy prof. Wróbel.

Chodzi o to, by recenzent zwrócił uwagę na nowatorskość tekstu, to czy artykuł nie był wcześniej publikowany np. w formie opinii prawnej oraz kwestie redakcyjno-techniczne. Profesor Wróbel podkreśla również, że recenzent musi zawsze mieć na uwadze, że podlega regułom etycznym i odpowiedzialności moralnej.

- Powtarzanie tego, że to ma być recenzja uczciwa, że recenzent nie powinien się powodować własnymi interesami lub antypatiami, jest kwestią oczywistą. W ciągu swojej kadencji nie miałem zresztą takiego przypadku, gdy ktoś zarzucałby recenzentowi takie postępowanie - tłumaczy prof. Wróbel.