Nie byłoby takiej Polski, jaką mamy dzisiaj - dumnej, kroczącej pod biało-czerwonymi sztandarami w Marszu Niepodległości 11 listopada, w setną rocznicę jej odzyskania przez Polskę, gdyby nie wielkie państwa dzieło dokumentowania, uczenia, kształcenia - mówił prezydent Andrzej Duda, podczas XX Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich tłumaczył, że jeżeli chodzi o historię, szkoła powinna uczyć: "naszej prawdy".

 

Powstańcza "Kotwica" nie dla każdego i nie wszędzie>>

 

Agitacja w szkole zakazana

Preambuła do ustawy Prawo Oświatowe wskazuje, że "kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości Ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata." Przepisy zakazują jednak agitacji na terenie szkół - nauczanie o politycznych realiach oczywiście jest dozwolone, a wręcz wskazane, jednak ma się ono odbywać w formach przewidzianych i dopuszczonych podstawą programową kształcenia ogólnego oraz realizowanym programem nauczania, w ramach zajęć lekcyjnych prowadzonych przez przygotowanego do tego nauczyciela i w sposób niefaworyzujący żadnego ugrupowania ani opcji politycznej.

 

Jak tłumaczy choćby kuratorium we Wrocławiu, szkoły mają obowiązek zachować apolityczność - nie tylko przed wyborami. Celem edukacji pozostaje bowiem przygotowanie wychowanków i uczniów do samodzielnego podejmowania decyzji, a nie formowanie ich poglądów. Każda próba wpływania na ich poglądy przez nauczycieli jest nadużyciem. Problem ten może jednak pojawić się na etapie przygotowywania - uchwalanych w formie rozporządzenia - podstaw programowych.

 

Szkoła kształtuje tożsamość

I tu - już na etapie przygotowywania rozporządzenia - pojawiały się zarzuty dotyczące upolityczniania szkoły, chodziło m.in. o dobór lektur i dorzucenie do niego poezji na temat katastrofy smoleńskiej. W początkowej wersji podstawy zagubiły się gdzieś wiersze Czesława Miłosza, choć potem wróciły na listę lektur. Duży nacisk obecna władza kładzie na nauczanie historii i zamierza ten trend kontynuować również po wyborach.

- Kształtowanie poczucia tożsamości narodowej i państwowej będzie stałym i ważnym elementem programu działalności polskiej szkoły. Odpowiedni dobór lektur i treści programowych, oprócz waloru poznawczego i intelektualnego, pozwoli utrzymać wspólny kod kulturowy - wyjaśnia PiS w swoim programie - Szkoła wyposaży młodych ludzi w niezbędną orientację w sferze kultury i współczesnych systemów wartości, w zdolność do dokonywania samodzielnych i świadomych wyborów w tych kwestiach. Pozwoli to na wykształcenie się odpowiednio dojrzałej, niezależnej i „krytycznej” postawy polskiej młodzieży wobec współczesnych mód i przekazów kulturowych, ideologicznych czy kontrkulturowych - wyjaśnia PiS w programie.

 

 


 

Podstawy powinni przygotowywać eksperci

- Każde państwo wykazuje tendencję do tego, by podkreślać istotne dla niego elementy. To naturalny mechanizm – robiono to za czasów PRL, robi się to współcześnie. Spotkamy się z tym zarówno w Wielkiej Brytanii, która niechętnie wspomina dziś czasy kolonializmu, jak i w Rosji. Polska nie była i nie jest tu żadnym wyjątkiem - ocenia dr Piotr Kroll z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, ze podstawy programowe powinny być konstruowane przez ekspertów, a ideałem byłoby, gdyby zespoły składały się z naukowców znających się na dydaktyce oraz z praktyków, pracujących z młodzieżą i biegłych w metodyce. Sprawiłoby to, że dokument byłby zarówno merytorycznie poprawny, jak i spełniałby walor praktyczny.

- Trzeba też pamiętać, że pomimo wagi tego dokumentu, to na końcu procesu nauczania jest zawsze nauczyciel i rodzic – to oni przekazują uczniowi swoje poglądy na daną kwestię - mówi dr Kroll. - Brakuje u nas trochę sprawdzenia, jak podstawa programowa jest realizowana i jakie wywołuje skutki, być może powinno przeprowadzać się jakiś pilotaż w tym zakresie. Wiedza przekazywana w szkole podstawowej powinna mieć charakter ogólny, a bardziej szczegółowy już na kolejnych etapach - dodaje.

 

 


 

Najważniejsza historia najnowsza

Już na etapie tworzenia podstawy programowej partia rządząca chciała zadbać o to, by historia była nauczana w jak najszerszym zakresie we wszystkich klasach, niezależnie od profilu. Przed reformą chciano raczej stawiać na specjalizację - stąd pomysł wprowadzenia przedmiotu: "historia i społeczeństwo" w szkołach ponadgimnazjalnych, w klasach o profilach, które nie są związane z naukami humanistycznymi.

- Historia jest bardzo ważnym przedmiotem, bo to element kształtowania naszej tożsamości narodowej i budowania kodu kulturowego. Nie musimy w tym kodzie zamieszczać wszystkich informacji od 966 r. W szkołach i klasach, gdzie historia nie jest przedmiotem priorytetowym np. w szkołach branżowych, powinno się kłaść nacisk na XIX i XX w., bo znajomość tych okresów jest potrzebna, by rozumieć procesy i relacje zachodzące wokół nas i nie być podatnym na manipulację - mówi dr Piotr Kroll.

 

Wiele zależy od nauczyciela

Ekspert tłumaczy, że kluczowa jest rola nauczyciela, który nie powinien narzucać uczniom swoich poglądów, kwestie dyskusyjne, budzące kontrowersje powinien przedstawiać obiektywnie, pokazując kontekst całej sytuacji tak, by uczeń sam mógł sobie wyrobić zdanie i umieć je uargumentować, bo obecnie nie ma sensu kłaść aż takiego nacisku na twardą wiedzę, bo wszystkie informacje mamy w zasięgu ręki.

- Rozumiem, że nauczyciele nie zawsze mają na lekcjach czas, by dyskutować z uczniami na trudne tematy, ale właśnie do takiej formy nauczania historii powinno się zmierzać. Dobry pedagog, ucząc historii, nie powinien się stawiać w pozycji autorytetu, zwłaszcza tłumacząc kwestie kontrowersyjne, powinien przedstawić fakty i różne ich interpretacje. W kształceniu nauczycieli należałoby położyć nacisk na kształtowanie postawy apolityczności - podkreśla dr Kroll. Dodaje, że manipulowanie podstawami programowymi, pomijanie pewnych niewygodnych faktów z naszej historii, to droga donikąd, bo znając tylko jedną interpretację, stajemy się bezbronni w dyskusji, w której przytoczona zostanie nam inna interpretacja.