Jeśli wyposażymy jakiś bardzo zacofany gospodarczo kraj w nowoczesne klimatyzowane kombajny rolnicze, z pewnością nie odnotujemy nagłego skoku cywilizacyjnego. To rozumie każdy. Tak też powinien rozumować dyrektor. Samo wstawienie nowoczesnego sprzętu nie załatwia sprawy.
Cyfryzacja szkoły to nie sprzęt czy statystyki jego wykorzystania przez poszczególnych nauczycieli. To jest i musi być mikrosystem edukacyjny. A od kadry trzeba zacząć. W mojej szkole informacje o nowinkach technologicznych i nowoczesnych narzędziach pracy przemycałem od dawna, przy różnych okazjach. Nieraz budziło to emocje. Niektórzy nauczyciele niecierpliwili się: po co poświęcamy czas na konferencji na przegląd multimedialnych środków (bywało, że połączony z pokazem), skoro nie wiadomo, kiedy trafią do szkoły? Były to jednak pojedyncze głosy pesymistów. Niewiele zresztą czasu upłynęło od pokazu, a pierwsza tablica multimedialna zagościła w szkolnej rzeczywistości. Potem tempo przybywania nowych sprzętów wzrosło.

Nie miejsce tu na utyskiwanie nad brakiem środków. To zna każdy z nas, dyrektorów. Każdy też ma już na to swoje sposoby. To, co chcę zaakcentować, to wysiłek skierowany na trwałą zmianę myślenia nauczycieli. Zmianę ich wyobrażenia o szkole i o zawodzie. I nie ma też zasady, że młodsi stażem i wiekiem szybciej wdrażają postęp do placówki. Najstarszy nauczyciel mojego liceum, którego pamiętam jeszcze z moich szkolnych lat, jako jeden z pierwszych opanował pracę z dziennikiem cyfrowym. Muszę chwilę zatrzymać się nad dziennikiem – potrzebę jego wprowadzenia odczuliśmy stosunkowo wcześnie, ze względu na skomplikowaną organizację nauczania. Dość wspomnieć o językach obcych – pięć różnych, do swobodnego wyboru przez uczniów, z różnymi poziomami zaawansowania. Aby było to możliwe, konieczne było wprowadzenie systemu międzyoddziałowego. Do tego swobodny wybór przedmiotów rozszerzonych w klasie trzeciej – kolejne zajęcia w tym systemie. Jeden oddział oprócz dziennika lekcyjnego korzystał z dużej grupy dzienników międzyoddziałowych. Przepisywanie z nich obecności, ocen czy uwag do „głównego” dziennika było koszmarem i udręką. Chyba właśnie przez te trudności grono naszej szkoły ustanowiło swoisty rekord tempa wdrożenia: ostatni semestr jednego roku szkolnego – dwie dokumentacje równolegle, a w nowym roku już tylko jedna cyfrowa dokumentacja nauczania. Wspominam o tym tak szczegółowo, bo jej wdrażanie było okazją do przyspieszenia rozwoju naszej „cyfrowej mentalności.

Przy okazji warto przypomnieć sobie, z jakimi oporami spotyka się szef, który wprowadza cokolwiek nowego, i jakie powinien zastosować sposoby skutecznego wdrażania.
Pierwszy i podstawowy krok – inwestycja w kadrę. I w siebie, Koleżanko i Kolego Dyrektorze! Kadra to również szkolny administrator informacji (koordynator, pracownik techniczny, administrator sieci), człowiek odpowiedzialny za funkcjonowanie złożonej infostruktury i za jej bezpieczeństwo. Czy to jest nauczyciel, czy pracownik administracyjny to kwestia środków i organizacji. Ale obecność takiej osoby jest już nieodzowna w wielu szkołach.

Jest to fragmen artykułu Ryszarda Więcka "Budujemy e-szkołę". Artykuł został opublikowany we wrześniowym numerze miesięcznika
"Dyrektor Szkoły", informacje o prenumeracie tutaj>>

Polecamy: