Jak poinformowała w piątek 18 grudnia 2015 roku na konferencji prasowej poseł PO i szefowa kliniki profesor Alicja Chybicka, skierowane zostały listy w tej sprawie do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła i szefa komisji zdrowia w Sejmie Bartosza Arłukowicza.

- Dla mnie osobiście ta sytuacja jest nieprzejrzysta. Ten unijny przepis jest stary. Być może to jest tylko polska nadinterpretacja tego przepisu. W naszej klinice nic nie idzie do prywatnej kieszeni. To jest szpital publiczny - powiedziała Chybicka.

Jak poinformowano, chodzi o unijną dyrektywę z 2009 roku, która w placówkach wybudowanych z unijnych funduszy zabrania przez pięć lat prowadzenia działalności finansowanej komercyjnie. Szpital może wykonywać jedynie procedury refundowane przez NFZ. W placówce nie mogą być też leczeni pacjenci spoza Unii Europejskiej.

Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu profesor Marek Ziętek podkreślił, że problemem jest fakt, że w tego typu placówkach przez wspomniany okres karencji nie można prowadzić żadnych badań klinicznych.

- Uczelnia podpisując umowę na skorzystanie z unijnego dofinansowania miała tego świadomość, ale nie byłoby nas stać na zbudowanie nowej siedziby bez tych pieniędzy. Liczymy na to, że może uda się znaleźć formułę, lukę w przepisach, która pozwoli nam leczyć dzieci z Ukrainy - mówił rektor.

Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, którego częścią jest klinika, Piotr Pobrotyn wyjaśnił, że brak badań klinicznych zahamuje rozwój innowacyjności uczelni i nie pozwoli w pełni wykorzystać wyposażenia.

- Będę się starał, by klinika mogła wykonywać te wszystkie procedury, które wykonywała w poprzednich warunkach - dodał.

Wyjaśnił, że chodzi o badania w obszarze nowych leków, które sponsorowały firmy farmaceutyczne, czy wykonywanie zleceń przygotowania szpiku do przeszczepu. Chodzi również o procedurę pobierania komórek macierzystych do przeszczepu wykonywaną na zlecenie biobanków oraz badania genetyczne.

- To nie jest tak, że nie mamy co robić. My leczymy dwa tysiące dzieci z całej Polski i wykonujemy rocznie kilkadziesiąt przeszczepów. Mamy też np. unikatowe maszyny terapeutyczne i za te procedury płacą fundacje, więc teraz nie można ich wykonywać. Podobnie jak pobierania komórek macierzystych, ponieważ większość biobanków jest komercyjna - mówiła Chybicka.

Budowa nowoczesnej siedziby otwartej w listopadzie 2015 roku kosztowała 115 mln zł. Klinika "Przylądek Nadziei" zastąpiła siedzibę, która mieściła się w ponad 100-letnim budynku przy ulicy Bujwida.

Budowa trwała ponad dwa lata. Z unijnych funduszy pozyskano 85 mln zł dotacji, a Ministerstwo Zdrowia przekazało 15 mln zł. Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową, która zainicjowała projekt budowy nowej siedziby, w społecznych zbiórkach zgromadziła 10 mln zł.

W nowym budynku jest 17 stanowisk transplantacyjnych oraz 76 łóżek stacjonarnych w salach jednoosobowych i dwuosobowych. Działa również oddział dla pacjentów po przeszczepie. W każdej sali znajdują się również łóżka dla rodziców.

Jest też tzw. szpital dzienny z 10 łóżkami dla pacjentów, którzy do kliniki przyjeżdżają na zabiegi czy na chemioterapię. W budynku są wydzielone również części hotelowe dla rodziców. Oprócz pomieszczeń medycznych znajdują się tam także świetlica, biblioteki i dwie sale szkolne.(pap)