Jak poinformował Jose de Azevedo, szef Związku Zawodowego Pielęgniarek (SE), w poniedziałek 11 września 2017 roku do godzin popołudniowych w strajku brało udział około 85 procent wszystkich pielęgniarek zatrudnionych w placówkach publicznej służby zdrowia w Portugalii.

W efekcie strajku w większości portugalskich szpitali i przychodni medycznych odwołane zostały zabiegi, a na ostrych dyżurach tworzyły się długie kolejki pacjentów. W niektórych szpitalach zamknięte zostały oddziały pediatrii i psychiatrii.

- Na przełomie lipca i sierpnia br. odwołaliśmy zaplanowane wówczas akcje protestacyjne, aby zasiąść do rozmów z kierownictwem ministerstwa zdrowia. Niestety, nie przyniosły one żadnych rezultatów - napisali w komunikacie organizatorzy strajku.

Władze syndykatu pielęgniarek wyjaśniły, że postulaty protestujących dotyczą wprowadzenia kilkuprocentowych podwyżek oraz ustanowienia nowej kategorii w zawodzie pielęgniarki, tzw. specjalistki.

Dodatkowym żądaniem protestujących jest postulat objęcia obowiązującym od 2016 roku w Portugalii 35-godzinnym tygodniem pracy wszystkie pielęgniarki.

Jak powiedział Rui Raposo, działacz związkowy z Lizbony, w dalszym ciągu znaczna część pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej, zarówno w publicznej służbie zdrowia, jak i w administracji publicznej, nie może korzystać w Portugalii z krótszego tygodnia pracy.

- Ustawa przewiduje bowiem, że przywilej ten dotyczy tylko osób, które mają umowę z instytucją państwową. Tymczasem w samych portugalskich szpitalach połowa personelu posiada tzw. umowy indywidualne, zawierane przez pracowników z podmiotami prywatnymi - wyjaśnił Raposo.

Rozpoczęty w poniedziałek 11 września 2017 roku strajk to drugi w tym półroczu protest w portugalskich szpitalach. 26 maja 2017 jednodniowy strajk, do którego przyłączyli się również pracownicy administracji publicznej, przeprowadziły załogi publicznej służby zdrowia. Do pracy przyszło wówczas zaledwie 10 procent pracowników szpitali i ośrodków zdrowia.(pap)

 [-DOKUMENT_HTML-]