Jak oceniła Najwyższa Izba Kontroli, działania na rzecz ochrony praw autorskich podejmowane przez szkoły wyższe były niewystarczające w stosunku do wagi problemu. Świadczy o tym występowanie przypadków nieoznaczonych zapożyczeń z cudzych utworów w obronionych już pracach dyplomowych. W jednej z nich postępowanie wyjaśniające na uczelni, podjęte w wyniku działań NIK, potwierdziło plagiat.
Czytaj: Plagiaty wciąż plagą szkolnictwa wyższego>>>

Niektóre uczelnie nie przestrzegały spisanych przez siebie procedur albo ich w ogóle nie ustalały, podkreślają autorzy raportu. Raport NIK pt. Ochrona praw autorskich w pracach dyplomowych w szkołach wyższych (nr P/13/149) jest rezultatem kontroli prowadzonej w IV kwartale 2013 r. i I kwartale 2014 r. w 14 publicznych szkołach wyższych.

Od 1 października 2014 r. na uczelnie nałożony został obowiązek sprawdzania pisemnych prac dyplomowych przed egzaminem dyplomowym z wykorzystaniem programów antyplagiatowych, współpracujących z ogólnopolskim repozytorium prac dyplomowych. W okresie objętym kontrolą NIK (październik 2011 – marzec 2014) uczelnie były zobowiązane do tworzenia i doskonalenia wewnętrznych systemów zapewnienia jakości, które miały uwzględniać działania związane z zapobieganiem i wykrywaniem plagiatów.

Tworząc mechanizmy kontroli oryginalności prac dyplomowych uczelnie wykorzystywały przede wszystkim: oświadczenia studentów o samodzielnym napisaniu pracy dyplomowej, opiekę promotora, recenzje pracy oraz egzamin dyplomowy. Większość skontrolowanych uczelni (tj. 12 spośród 14) lub ich wydziały wykorzystywała dodatkowo także komputerowe programy antyplagiatowe.

Kontrola NIK wykazała, że opieka promotorska w skontrolowanych szkołach była mało skuteczna. Przyjęte w 10 uczelniach rozwiązania organizacyjne nie sprzyjały, a czasem wręcz uniemożliwiały promotorom rzetelne wspieranie i nadzorowanie studentów, którzy tworzyli pod ich kierunkiem prace dyplomowe, podkreślają autorzy raportu. Zdarzało się, że promotorzy nie zauważali bądź wręcz ignorowali i lekceważyli zauważone przypadki nieuprawnionych zapożyczeń w pracach. W ocenie niemal jednej czwartej ankietowanych studentów promotorzy niedokładnie czytali ich prace dyplomowe.

Zdaniem NIK problemem jest przypisywanie promotorom nadmiernej liczby studentów – zdarzało się, że w jednym roku akademickim pod kierunkiem jednego promotora pracę pisało ponad 100 osób.

Kontrolerzy NIK ustalili także, że przypadki plagiatów ujawnianych przez uczelnie są sporadyczne. Wiąże się to m.in. z tym, że procedury wewnętrzne uczelni nie zawsze określają jednoznaczne sposoby postępowania w przypadku podejrzenia plagiatu.

O skuteczności wykorzystywanych programów antyplagiatowych w znacznej mierze decyduje wykorzystywana do porównań baza danych. Tymczasem większość uczelni stosuje – dla siebie i dla innych szkół - ograniczony dostęp do zewnętrznych baz danych, tłumaczą autorzy raportu. Skuteczność działania narzędzi informatycznych z pewnością mogłoby zwiększyć utworzenie ogólnopolskiego repozytorium prac dyplomowych, ocenia NIK.

Izba zwraca uwagę, że przydatność systemów antyplagiatowych w warunkach uniwersyteckich jest dyskusyjna i zróżnicowana, a wielu wypadkach zależna od dziedziny wiedzy, której praca dotyczy. Wydaje się być niższa w naukach ścisłych.

Co więcej programy antyplagiatowe można niezwykle łatwo „oszukać”. Pozwala to napisać pracę, zawierającą nieuczciwie wykorzystane zapożyczenia, w taki sposób, żeby program tego nie wykrył. W wielu wypadkach wystarczy nieskomplikowana zamiana pojedynczych wyrazów w dłuższej frazie, żeby system nie zauważył plagiatu, tłumaczą autorzy raportu.

Zdaniem NIK programy komputerowe powinny być tylko uzupełnieniem, jednym z elementów całego bogatego uczelnianego mechanizmu antyplagiatowego, ale na pewno nie mogą go zastępować. (PAP)