W czwartek wieczorem przed siedzibą PKW zorganizowano protest pod hasłem "Stop manipulacjom wyborczym" z udziałem m.in działaczy Ruchu Narodowego, Kongresu Nowej Prawicy i stowarzyszenia Solidarni 2010. Część protestujących weszła do budynku, do sali konferencyjnej PKW domagając się natychmiastowej dymisji członków PKW.

"Zaprzeczam stanowczo, żeby doszło do zaproszenia kogokolwiek z demonstrantów do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej" - podkreślił na sobotniej konferencji prasowej w PKW jej członek, sędzia Andrzej Mączyński.

Sędzia odmówił komentarza do samego incydentu, przedstawił natomiast swoją wersję wydarzeń. Wyjaśnił, że w dniu, w którym doszło do zajęcia pomieszczeń w PKW przez protestujących, jako członek Komisji miał informację, że budynek będzie zamknięty w związku ze spodziewaną demonstracją. Jak mówił, przed budynkiem stały wozy policji, a w środku było trzech członków PKW oraz jej sekretarz.

"Dochodziły do nas z zewnątrz okrzyki, coraz mocniejsze, demonstracji. W pewnym momencie otrzymaliśmy od dyrektora informację, że demonstranci wdarli się do budynku. Chwilę później członkowie PKW otrzymali informacje od administratora budynku, który jest w administracji Kancelarii Prezydenta, że ci, którzy weszli do budynku domagają spotkania z komisją" - relacjonował Mączyński.

"Byliśmy zaskoczeni, skoro budynek był zamknięty" - mówił. "Postanowiliśmy, że zejdziemy wszyscy. Widzieliśmy na parterze tłum, który wchodził do budynku i wznosił okrzyki +Wchodzimy!, Wchodzimy!+ oraz ludzi już wbiegających po schodach" - mówił.

Jak wyjaśnił, wtedy pracownicy obsługi prasowej PKW zaproponowali, żeby członkowie PKW przeszli do sali konferencyjnej. Komisja zaproponowała spotkanie z 5-6 osobami właśnie w tej sali, ale chwile później członkowie PKW otrzymali informację, że demonstrujący już zajęli tę salę i sami domagają się przyjścia członków Komisji.

Członkowie Komisji uznali wtedy, że mogą się spotkać z delegacją protestujących w sali, w której pracowali, ale ponieważ okupujący budynek żądali, by to oni przyszli do nich, a także dlatego, że widzieli zaniepokojone pracownice PKW, podjęli uchwałę o przerwaniu pracy "w obliczu bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa pracy". "Wiedzieliśmy, że skoro doszło do wdarcia się do budynku, to nie korzystamy tutaj z żadnej ochrony" - zakończył Mączyński.

Około północy z czwartku na piątek policja wyprowadziła grupę protestujących osób z siedziby Komisji. Zatrzymanych zostało 12 osób. Wszystkim postawiono zarzuty „naruszenia miru domowego”, co wynika z zawiadomienia administratora obiektu. Grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.

Policja zwolniła pięć osób; będą one odpowiadać w trybie zwykłym. Wobec reszty skierowała wnioski o ukaranie w trybie przyspieszonym.

Zarzut naruszenia miru postawiono też dwóm dziennikarzom: PAP - Tomaszowi Gzellowi i TV Republika - Janowi Pawlickiemu, zatrzymanym podczas usuwania okupujących. W piątek wieczór Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia - po przesłuchaniu obu dziennikarzy, którzy nie przyznali się do zarzutów - odroczył sprawę. Obaj wyszli na wolność.(PAP)