Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. W trakcie prac nad projektem w Sejmie zgłoszono 45 poprawek, część przyjęto m.in. dotyczącą nieruchomości niezamieszkałych. 

Biurowce w systemie

Nowe przepisy przewidują, że rada gminy będzie mogła podjąć uchwałę o objęciu nieruchomości niezamieszkanych, czyli biurowców, galerii handlowych, czy restauracji komunalnym systemem odbierania odpadów. Właściciele tych nieruchomości dostaną 60 a nie jak chciał rząd  30 dni od dnia publikacji uchwały na złożenie oświadczenia o wyłączeniu się z tego systemu. Jeżeli tego nie zrobią, zostaną automatycznie nim objęci.

W ustawie proponuje się również  podniesienie wysokości miesięcznej opłaty podstawowej z 19,19 zł za pojemnik 1100 litrów lub worek 110 l na 25 zł. Dziś panuje pełna dobrowolność, właściciele takich nieruchomości mogą przystąpić do komunalnego systemu, ale nie muszą.

- Obowiązujące stawki są niskie i często nie pokrywają wszystkich kosztów. Z tego powodu wiele gmin zrezygnowało z objęcia  swoim systemem tego typu nieruchomości. Dziś panuje więc wolna amerykanka a system jest rozregulowany. Gminy nie mają jak sprawdzić właścicieli nieruchomości niezamieszkanych, czy faktycznie segregują śmieci oraz czy mają podpisaną umowę z firmą na ich wywóz. Śmieci są więc  podrzucane, albo trafiają na dzikie wysypiska – wyjaśnia Leszek Świętalski, ekspert ds. odpadów.

 

Według niego właściciele nieruchomości dalej powinni sami wybierać, czy chcą być w komunalnym systemie czy nie.  Pod jednym wszak warunkiem, że w urzędzie gminy pokażą zawartą przez siebie umowę na wywóz wszystkich frakcji odpadów.

Trzy a nie pięć pojemników

Gmina będzie mogła na całym swoim terenie lub części wprowadzić segregację odpadów na trzy frakcje, a nie jak dziś na pięć. Wcześniej musi jednak uzyskać  zgodę Ministerstwa Klimatu i Środowiska w formie bezterminowej decyzji administracyjnej. Nie będzie można też dowolnie mieszać odpadów, a jedynie te w  worku zielonym i żółtym, czyli plastik z metalem i ze szkłem.

Leszkowi Świętalskiemu propozycja nie podoba się. – W całym kraju powinny obowiązywać takie same  zasady segregacji. Nie może być tak, że w jednej gminie będą trzy frakcje, w drugiej pięć. A tym samym to, co w jednej gminie będzie jeszcze dozwolone, w drugiej już nie i będą groziły wysokie kary. W ten sposób nigdy nie nauczymy  się  prawidłowo segregować śmieci –  twierdzi.  

Czytaj też: Śmieci są za drogie? Niech gmina dopłaci>>
 

Koniec płacenia za sąsiada, segregacja pod kontrolą

Rząd chce, by samorządy mogły wprowadzać w blokach mieszkalnych indywidualne rozliczanie opłat za wywóz śmieci. Chodzi o sprawdzenie, czy mieszkańcy prawidłowo segregują czy nie poprzez wprowadzenie systemu kodów kreskowych na workach. W tym celu będą mogły podejmować uchwały. Natomiast śmietnik i altany śmietnikowe musiałby dostosować na swój koszt wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe.

Dzięki temu mają zostać obniżone wysokie koszty wywozu odpadów oraz zniknąć odpowiedzialność solidarna mieszkańców bloku za osoby, które nie przestrzegają selektywnej zbiórki odpadów.

Samorządowcy nie mają złudzeń, że propozycja się nie przyjmie. - Indywidualne rozliczanie kosztuje. Musielibyśmy zatrudnić dodatkowe osoby, zakupić oprogramowanie. A to oznacza podwyżki opłat dla mieszkańców, a tego chcemy uniknąć. Od 1 stycznia br. opłaty u nas wzrosły już bowiem z 23 do 25 zł za osobę a teraz planujmy przejść  na system powiązania opłaty ze zużyciem wody. Wątpię też by naszych mieszkańców było stać na nowe pojemniki - mówi  Łukasz Machałowski. 

Rząd chce narzucić również samorządom maksymalną wysokość opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, obliczaną na podstawie metody „od ilości zużytej wody”. Będzie to 7,8 proc. dochodu rozporządzalnego na  jedną osobę ogółem za gospodarstwo domowe, tj. ok. 150 zł.  Coraz więcej bowiem samorządów przechodzi na ten systemu naliczania opłat. Niedawno dołączyła do nich Warszawa. Z tego powodu  w stolicy opłaty drastycznie wzrosły i wywołało to protesty społeczne a jedna ze spółdzielni złożyła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. 

Ustawa przewiduje, że samorządowy będą mogli  „dokładać” do rachunków za śmieci swoim mieszkańcom. Propozycja budzi zdecydowany sprzeciw. - System gospodarki odpadami komunalnymi musi się samobilansować. Nie stać nas na to, by do niego dokładać. Grozi to bowiem obniżeniem zdolności inwestycyjnej miasta – mówi Łukasz Machałowski.