Po podliczeniu 96,8 proc głosów rząd w Katalonii podał, że 10 proc. głosujących chciałoby, aby Katalonia była państwem, ale nie popiera odłączenia się od Hiszpanii. Przeciw stworzeniu jakiejkolwiek formy państwa katalońskiego było 4,5 proc. głosujących.

Niedzielne głosowanie zostało przeprowadzone przez władze Katalonii, choć możliwość tę zawiesił, na wniosek rządu Mariano Rajoya, Trybunał Konstytucyjny. Plebiscyt nie był wiążącym referendum, a jedynie "aktem uczestnictwa obywatelskiego", jak określił je premier Katalonii Artur Mas. W jego przygotowaniu uczestniczyły poza władzami regionu również partie i stowarzyszenia popierające niepodległość. Przy organizacji pracowało ponad 40 tys. wolontariuszy.

Nielegalny charakter głosowania, będącego wyzwaniem wobec centralnego rządu Hiszpanii, od początku zapowiadał zwycięstwo zwolenników niepodległości. Prawdziwym sprawdzianem była dla Katalończyków frekwencja. Chociaż trudno precyzyjnie określić procent głosujących, ponieważ organizatorzy nie mieli prawa do użycia spisu wyborców, gazety mówią o około 35 proc. Uprawnione do głosowania były osoby, które ukończyły szesnasty rok życia i są zameldowane w Katalonii.

Mas, w wystąpieniu, które wygłosił w niedzielę przed północą, określił głosowanie jako "całkowity sukces" i podziękował wszystkim, którzy wzięli w nim udział. "Jestem dumny z tego kraju i z reprezentowania go. Jestem gotów dalej mu służyć tak, aby nadszedł dzień, kiedy będziemy mogli pokojowo zadecydować o naszej przyszłości. Spojrzeliśmy w lustro i spodobaliśmy się sobie jako kraj, jako lud" - zakończył przemówienie.

W imieniu rządu w Madrycie na temat głosowania wypowiedział się minister sprawiedliwości Rafael Catala. "To akt czysto propagandowy bez żadnych efektów prawnych. Służy tylko temu, żeby relacje wewnętrzne i zewnętrzne w Katalonii były jeszcze bardziej napięte" - ocenił.

Dodał, że "prokuratura wciąż zbiera informacje w związku z licznymi skargami, żeby ocenić możliwość odpowiedzialności karnej". Odniósł się w ten sposób między innymi do skargi złożonej przez ugrupowanie Związek, Postęp i Demokracja (UpyD), którego przedstawiciele domagali się w niedzielę zatrzymania Masa i wstrzymania głosowania. Prokuratura uznała te środki za "nieproporcjonalne", ale zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przyjęła do rozpatrzenia.

W sobotę, dzień przed referendum, hiszpański premier Rajoy wzywał Masa do podjęcia dialogu "w ramach obowiązującego prawa" i wyrażał nadzieję, że szef katalońskiego rządu w poniedziałek po głosowaniu "odzyska rozum". Również Mas powiedział w niedzielnym wystąpieniu, że jest gotów do rozmów z Madrytem. Od tego, czy do nich dojdzie i jaki będą miały przebieg, zależy przyszłość Katalonii.

(PAP)