W niedzielę odbędzie się pierwsza tura wyborów samorządowych, w których Francuzi będą głosować na władze stu francuskich departamentów. Druga tura zaplanowana jest na 29 marca. Według ostatnich sondaży od 29 do 31 proc. wyborców ma zamiar głosować na FN.

"Economist" przypomina, że choć rządząca Frontem Marine Le Pen zrobiła wiele, by złagodzić wizerunek partii o neonazistowskich korzeniach oraz jej rasistowską i antysemicką retorykę, jest to nadal ugrupowanie skrajne, antyunijne, antyamerykańskie i prorosyjskie.

"Dlatego właśnie zarówno centrolewica i centroprawica muszą robić więcej, by krytykować FN. Muszą nie tylko ujawnić ich źródła finansowania oraz powiązania z Rosją, ale też atakować bezpośrednio ich fatalny program polityczny" - pisze brytyjski tygodnik, nawiązując do informacji ujawnionych pod koniec ubiegłego roku o finansowaniu FN przez Moskwę.

Francuski magazyn "Causeur" nazwał wówczas Front "pierwszą partią putinowską na Zachodzie". "New York Times" napisał, że FN otrzymał od Pierwszego Banku Czesko-Rosyjskiego (First Czech Russian Bank) wsparcie finansowe rzędu 9 mln euro. Również "założyciel i honorowy prezes partii Jean-Marie Le Pen dostał - niezależnie od funduszy dla FN - 2,5 mln dol. od holdingu, którego właścicielem jest były agent KGB".

"FN jest przeciwnikiem wolnego rynku i wolnego handlu. Jest nie tylko przeciwnikiem imigracji, ale też przeciwnikiem globalizacji (...) Pani Le Pen jest zwolenniczką prezydenta Rosji Władimira Putina i poparła dokonaną przez niego aneksję Krymu oraz jego poczynania na Ukrainie" - przypomina "Economist" na krótko przed wyborami.

Tymczasem według niedawnego sondażu przytaczanego przez "Le Point" w nadchodzących wyborach na FN ma zamiar głosować 31 proc. Francuzów; na UMP i centrową Unię Demokratów i Niezależnych (UDI) po 29 proc., a na rządzących socjalistów tylko 20 proc.

Socjaliści, jak i centroprawicowa UMP straszą wyborców perspektywą wygranej FN nie tylko w wyborach samorządowych, ale też w wyścigu prezydenckim w 2017 roku.

Mimo ostrzeżeń wszystko wskazuje na to, że frekwencja w niedzielnych wyborach będzie bardzo niska, na czym FN dodatkowo zyska i "może się okazać wielkim zwycięzcą" pierwszej tury tej elekcji - pisze w piątek "Les Echos".

"Le Point" szacuje, że najwięcej w niedzielę stracić może rządząca Partia Socjalistyczna, której FN może odebrać od 800 do 1000 miejsc w samorządach kantonalnych (mniejsza od departamentu jednostka podziału administracyjnego).

"Le Figaro" podaje, że mimo ostrzeżeń przywódców FN, którzy starają się odwieźć kandydatów swej partii od skrajnej, a zwłaszcza obraźliwej retoryki, mnożą się przypadki agresywnych, czy wręcz niecenzuralnych wystąpień aktywistów Frontu.

Paryski dziennik przytacza wpis kandydata FN Pascala Wojtalika na Facebooku, który prezentuje swe preferencje polityczne cytując tekst bretońskiego ultranacjonalisty Borisa Le Laya pod tytułem "Dlaczego wybieram Rosję przeciw socjalistycznemu Zachodowi, masonom i Żydom".

Mimo to według sondażu "Le Figaro" blisko 57 proc. Francuzów uważa, że Marine Le Pen, szefowa FN, może wygrać wybory prezydenckie w 2017 roku; a tylko 43 proc. jest przeciwnego zdania.

Francja jest szóstym pod względem sprzedaży towarów największym eksporterem świata i czwartym największym odbiorcą bezpośrednich inwestycji zagranicznych - przypomina "Economist". "Nie może sobie pozwolić na to, by odwrócić się plecami do wolnego rynku, wolnego handlu oraz cudzoziemców. Prezydentura Le Pen - choć wydaje się mało prawdopodobna - byłaby katastrofą dla Francji, Europy i świata" - konkluduje brytyjski tygodnik. (PAP)