"Uważam, że mamy dwa tygodnie do następnego posiedzenia sesji plenarnej w Strasburgu. Nasi negocjatorzy tak jak dotąd będą pracowali codziennie. Rada (ministrowie UE) jest również przygotowana na stałe negocjacje" - powiedział polskim dziennikarzom Buzek.
"Węgrzy włożyli ogromną ilość wysiłku po to, żeby te sześć kawałków ważnej legislacji (...) doprowadzić do końca. Nie udało się, zabrakło kilku tygodni. Teraz przejmuje to polska prezydencja. Jestem przekonany, że od 1 lipca Polska weźmie to jako jedno z najważniejszych zadań na następne dni. Powinniśmy skończyć na początku lipca" - zapowiedział.
Buzek wyjaśnił, że są dwa punkty sporne między Parlamentem Europejskim a Radą, które dotyczą "automatycznych" sankcji dla krajów, które nie spełniają warunków Paktu Stabilności i Wzrostu, ponieważ w przeszłości rządy często "łamały" pakt. "Dzisiaj chcemy, żeby w przypadku takich naruszeń paktu wchodziły w dużym stopniu automatyczne sankcje, co oznaczać będzie, że kraje członkowskie będą unikały tego rodzaju sytuacji (łamania paktu)" - zaznaczył przewodniczący PE.
Buzek wyjaśnił, że chodzi o to, żeby sankcje były jak najbardziej "zautomatyzowane" i nie zależały od decyzji politycznych, "bo jest zrozumiałe, że decyzje polityczne osłabiają siłę paktu, a pakt jest po to, żeby pilnować warunków finansowych rozwoju całej UE". Jego zdaniem, automatyczne sankcje będą zabezpieczały przed ewentualnym przyszłym kryzysem. Dodał, że przestrzeganie założeń paktu daje szanse na "długofalowy rozwój konkurencyjności Unii i w rezultacie na tworzenie miejsc pracy".
Pakiet przyjęli już ministrowie finansów państw UE (Rada Ekofin), ale nie ma zgody między nimi, a eurodeputowanymi. Eurodeputowani mieli głosować ws. sześciopaku w czwartek, czyli tuż przed szczytem przywódców państw UE. Ci mieli ostatecznie zatwierdzić pakiet, wysyłając do rynków silny sygnał, że UE szybko reaguje na kryzys i wzmacnia fundamenty dla euro.
W czwartek europosłowie przyjęli stanowisko ws. wszystkich sześciu aktów prawnych wraz z poprawkami, ale nie głosowali ws. końcowego legislacyjnego raportu, odkładając głosowanie na początek lipca, czyli na najbliższą sesję PE w Strasburgu. Do tego czasu sprawozdawcy PE liczą na przekonanie ministrów.
Zgoda dotyczy już sankcji dla krajów strefy euro, które przekroczyły wymagane limity deficytu (3 proc. PKB) i długu (60 proc.). KE będzie mogła od krajów żądać nieoprocentowanego karnego depozytu w wysokości 0,2 proc. PKB już w momencie podjęcia decyzji o otwarciu procedury nadmiernego deficytu. W przypadku niepodjęcia właściwej polityki gospodarczej depozyt przepadnie i stanie się grzywną. Sankcje te nakładane mają być w procedurze "głosowania odwrotnego". Oznacza to, że każdorazowo wniosek KE o nałożenie sankcji będzie uznawany za przyjęty, chyba że ministrowie finansów "27" odrzucą go kwalifikowaną większością głosów.
Sporne kwestie z PE dotyczą części prewencyjnej pakietu wobec państw, których deficyty i długi dopiero zbliżają się do tolerowanych limitów, co ma zapewnić, by państwa prowadziły rozważną politykę budżetową w czasach dobrej koniunktury, tak aby dysponować odpowiednim buforem na czas pogorszenia warunków. Eurodeputowani chcą, by tu też sankcje nakładane były na kraje w procedurze "głosowania odwrotnego". Czyli, by potrzebna była większość kwalifikowana, aby kraje mogły odrzucić zarekomendowane przez KE sankcje (a nie by je przyjąć).

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)