Uzasadniając orzeczenie, rzeczniczka prasowa wrocławskiego Sądu Apelacyjnego Małgorzata Lamparska podkreśliła, że nie wszystkie wnioski dowodowe przedstawione w proteście wyborczym Wilda były dotknięte uchybieniem.
"Konieczne jest m.in. przesłuchanie pięciu świadków zgłoszonych przez Wilda, którzy mogą potwierdzić proceder kupowania głosów oraz sprawdzenie, ile postępowań było prowadzonych w tej sprawie przez policję, CBA i prokuraturę. Sąd Apelacyjny nie podzielił tym samym opinii sądu pierwszej instancji, że niektóre z wniosków dowodowych zostały złożone za późno" - mówiła Lamparska.
Sam Wild jest zadowolony z faktu, że jego wątpliwości zostały uznane. "Sąd nie powinien wydawać wyroku w takiej sprawie bez zapoznania się z materiałami zebranymi przez prokuraturę i bez przesłuchania świadków, którzy sami się do prokuratury zgłosili. Nie chodzi nawet o to, żeby wiadomości objęte tajemnicą śledztwa zostały przez prokuraturę podane do publicznej wiadomości, ale sąd powinien się z nimi zapoznać" - powiedział.
Zadowolony z decyzji sądu był także inny kandydat na prezydenta Wałbrzycha Mirosław Lubiński (niezrz.). "Sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy" - skomentował orzeczenie. Lubiński także złożył protest ws. wyborów w Wałbrzychu, ale później niż Wild, a sąd zawiesił jego rozpatrywanie do czasu rozstrzygnięcia protestu Wilda.
Lubiński zaznaczył, że cofnięcie sprawy do ponownego rozpatrzenia otwiera drogę do uznania w części lub całości protestu złożonego przez Wilda. "A jeśli zostanie uznany w części, to być może mój protest sąd uzna w całości" - podkreślił.
"Okazało się, że zgodnie z przysłowiem sąd jest nierychliwy, ale sprawiedliwy. Zależy mi jednak na tym, żeby wszystko odbyło się jak najszybciej, bo im dłużej to trwa, tym gorzej dla miasta. To zawieszenie w próżni nie tylko mnie, ale także samego urzędu miejskiego i pracujących tam urzędników" - ocenił Lubiński.
W II turze wyborów w Wałbrzychu Lubiński przegrał z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim 325 głosami.
Rzeczniczka prasowa prezydenta Wałbrzycha Ewa Frąckowiak podkreśliła natomiast, że prezydent Kruczkowski jest jedną z osób, której najbardziej zależy na tym, żeby ta sprawa została jak najszybciej zakończona. "Jej przedłużanie godzi w wizerunek miasta i niczemu dobremu nie służy" - dodała.
Komitet Wilda złożył protest do sądu w Świdnicy tuż po wyborach samorządowych. Wild domagał się powtórzenia wyborów do rady miasta, powiatu i wyborów na prezydenta Wałbrzycha. Uważał, że doszło do korupcji wyborczej, a głosy na rzecz PO miało kupować co najmniej kilka osób - za niewielkie pieniądze, czy np. worek ziemniaków.
Jednak w toku procesu przed świdnickim sądem Wild przyznał, że osobiście nie był świadkiem tego typu zachowań.
Sąd uznał wówczas, że z materiałów przedstawionych nie wynika, aby podczas wyborów doszło do nieprawidłowości. Jego zdaniem Wild przedstawił same "poszlaki i domniemania". Według sądu nie wykazał, na jaką skalę doszło do nieprawidłowości ani nawet w których lokalach wyborczych; mężowie zaufania Wilda nie zgłaszali żadnych nieprawidłowości podczas wyborów.(PAP)