Bułgarskie prawo stanowi, że ważna jest tylko przysięga kandydata do TK odebrana w obecności głowy państwa.

Sędzia Weneta Markowska, dotychczas wiceprzewodnicząca Naczelnego Sądu Administracyjnego, do składu Trybunału Konstytucyjnego została wybrana przez parlament. Rzecznik Komisji Europejskiej zwrócił wtedy uwagę, że wbrew zaleceniom KE kandydaci do instytucji tak ważnej jak TK nie zostali dokładnie prześwietleni pod kątem ewentualnego konfliktu interesów. Komisja ostrzegła Bułgarię, że może opracować dodatkowy raport w ramach Mechanizmu Oceny i Kontroli, oceniający postępy Bułgarii w reformowaniu m.in. systemu sądownictwa.

O konfliktach interesów Markowskiej bułgarskie media pisały od lat. Po kontrowersyjnym wyborze do TK na jaw wyszły nowe fakty, a niektórymi publikacjami zajęła się prokuratura. Po nagłośnieniu skandalu prezydent Plewnelijew, premier Bojko Borysow i minister sprawiedliwości Diana Kowaczewa kilkakrotnie zwracali się do Markowskiej o ustąpienie, ona jednak odmówiła.

Tłumacząc swoje wyjście z ceremonii zaprzysiężenia, Plewnelijew powiedział, że nie może pozwolić na narażenie dobrego imienia Trybunału, zwłaszcza po informacji, jaką uzyskał od prokuratury. Nie ujawnił, co to za informacja, jednak do mediów wyciekły doniesienia, że przeciw Markowskiej toczy się dochodzenie. Według radia publicznego chodzi o handlem wpływami i korupcję.

W czwartek po skandalu premier zaapelował do parlamentu o odwołanie decyzji o nominacji Markowskiej.

Sprawa jest wyjątkowo kompromitująca dla bułgarskich instytucji w oczach zarówno krajowej, jak i unijnej opinii publicznej. Bułgarski system sądowniczy jest krytykowany przez KE za brak reform, nieefektywność i skorumpowanie. Od przystąpienia do UE w 2007 r. Bułgaria i Rumunia zostały objęte specjalnym monitoringiem w ramach Mechanizmu Oceny i Kontroli, który nadzoruje postępy czynione przez te kraje w zakresie wymiaru sprawiedliwości, walki z przestępczością i korupcją.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)