W podpisanej w zeszłym tygodniu umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD zobowiązały się do bardziej skutecznej walki ze zjawiskiem zmuszania kobiet do prostytucji. Z karami muszą liczyć się nie tylko gangsterzy, zmuszający kobiety do pracy w domach publicznych, lecz także mężczyźni korzystający z ich usług, jeżeli zdawali sobie sprawę z ich życiowej sytuacji.

Typowana na przyszłą minister ds. rodziny, kobiet i młodzieży Manuela Schwesig (SPD) zapowiedziała, że nowelizacja ostro krytykowanej aktualnie obowiązującej ustawy o prostytucji będzie jednym z pierwszych zadań przyszłego rządu, który rozpocznie pracę przed Bożym Narodzeniem. Rodzaj i wysokość kar jest jeszcze sprawą otwartą.

"Nie rozważamy generalnego karania wszystkich klientów prostytutek" - zastrzegł polityk CSU Hans-Peter Uhl, który uczestniczył w przygotowywaniu umowy koalicyjnej. Zdaniem koalicjantów rozwiązania tak daleko idące jak we Francji nie są w Niemczech potrzebne.

Przeciwnicy ustawy o prostytucji z 2002 roku uważają, że wbrew woli jej twórców - socjaldemokratów i Zielonych - doprowadziła ona do zdecydowanego pogorszenia sytuacji większości kobiet.

Do największych krytyków przepisów należy niemiecka feministka Alice Schwarzer, która wypowiedziała wojnę prostytucji. "Niemcy stały się domem publicznym Europy. Zamiast do Tajlandii, autokary pełne napalonych facetów z Francji, Włoch i Skandynawii przyjeżdżają teraz po płatny seks do Niemiec" - powiedziała Schwarzer w przeprowadzonej w listopadzie rozmowie z PAP.

W Niemczech, szczególnie przy zachodniej granicy kraju, powstają wielkie ośrodki usług erotycznych, obliczone na obsługę gości z krajów sąsiednich. "Niemcy to taki Aldi dla seksturystów" - mówi Schwarzer, która zaapelowała w liście otwartym do kanclerz Angeli Merkel i Bundestagu o zmianę przepisów.

Twórcy ustawy sprzed ponad 10 lat chcieli poprawić sytuację kobiet oferujących usługi seksualne, zdejmując z ich pracy odium niemoralności, likwidując szereg ograniczeń i wprowadzając przepisy, które spowodowały, że prostytucja stała się zawodem takim jak inne. Kobiety mogą ubezpieczyć się, płacąc składki na ZUS i opiekę zdrowotną, jednak z tej możliwości korzysta minimalny odsetek prostytutek. Kobiety mogą obecnie zawierać umowy o pracę i - w przypadku oszukania przez klienta - dochodzić swoich praw przed sądem.

Ponieważ prostytucja przestała być zawodem nieobyczajnym, władze nie mogą odmówić wydania zezwolenia na powstanie domu publicznego w miejscach, gdzie dawniej byłoby to niemożliwe. Przestały obowiązywać wszelkie ograniczenia w reklamie, co spowodowało, że nawet miejskie autobusy zachwalają wizyty w domach publicznych, określanych eufemistycznie mianem "świątyń wellness".

"Kto chce otworzyć stoisko z frytkami, musi spełnić szereg warunków i podlega ścisłej kontroli. Dom publiczny może otworzyć każdy, nawet były przestępca" - alarmuje Schwarzer, podkreślając, że niemieckie przepisy są "światowym ewenementem". Na mniejsze możliwości działania skarży się policja.

Liberalne prawo doprowadziło do radykalnej zmiany nastawienia społeczeństwa do płatnego seksu. "Dawniej panowała podwójna moralność - do burdelu chodziło się ukradkiem. Dziś prominenci na łamach prasy brukowej opowiadają o swoich wyczynach" - mówi Schwarzer.

Liczba kobiet pracujących w "najstarszym zawodzie świata" w Niemczech szacowana jest na kilkaset tysięcy. Schwarzer mówi o 700 tys., inne źródła podają liczby między 300 a 400 tys. Działaczki udzielające pomocy prostytutkom podkreślają, że w domach publicznych jest coraz więcej dziewczyn z Europy Wschodniej, głównie z Rumunii i Bułgarii, coraz młodszych i zastraszonych, nieznających niemieckiego i niezdolnych do sprzeciwienia się klientowi, domagającego się stosunku bez prezerwatywy. Problemem są też spadające ceny usług seksualnych.

Z usług prostytutek korzysta codziennie około miliona mężczyzn. Płatny seks stał się przemysłem, o obrotach przekraczających 14 mld euro rocznie.

Organizacje reprezentujące prostytutki krytykują kampanię, zarzucając Schwarzer, że nie bierze pod uwagę ich opinii i ignoruje granicę między legalną prostytucją a handlem kobietami. Federalne Stowarzyszenie Usług Erotycznych opublikowało w internecie odezwę, w której wyjaśnia, że "prostytucja nie jest niewolnictwem, lecz zawodem polegającym na dobrowolnym oferowaniu usług seksualnych w zamian za wynagrodzenie". Przeciwnicy zakazu prostytucji argumentują, że zaostrzenie prawa spowoduje jedynie wzrost przestępczości.

Ustawa z 2002 roku pozwoliła mi "wyjść z podziemia" - mówi w rozmowie z PAP Felicitas Schirow prowadząca od 16 lat w Berlinie dom schadzek "Cafe Pssst". Jej zdaniem prawo do seksualnego zaspokojenia jest podstawowym prawem człowieka. "Obawiam się, że politycy swoimi nieprzemyślanymi decyzjami znów utrudnią życie prostytutkom" - martwi się kobieta, która jako 16-latka oferowała usługi seksualne na jednej z berlińskich ulic, a obecnie jako popularna bizneswoman zatrudnia kilkadziesiąt "pracownic branży seksualnej".

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)