Jak powiedziała w poniedziałek rzeczniczka ministerstwa Patrycja Loose, dodatkowe pytania mają sędziowie-wizytatorzy, którzy analizowali pismo prezesa sądu w Opolu, przysłane właśnie do resortu.

"Przed wydaniem ostatecznej oceny, czy doszło do nieprawidłowości, sędziowie wizytatorzy w 10 punktach zasygnalizowali kwestie, które wymagają jeszcze wyjaśnienia. Prezes sądu został zobowiązany do udzielenia odpowiedzi do wtorku" - dodała rzeczniczka.

Zatrzymanie opolanki Joanny W. miało miejsce w ubiegły wtorek. Policjanci zjawili się u kobiety ok. godz. 21, a do jej mieszkania, w którym przebywała pozostawiona bez opieki dwójka dzieci w wieku 2 i 6 lat, weszli ok. godz. 21.45, gdy Joanna W. wróciła z zakupów. Mieli doprowadzić kobietę do aresztu, by mogła w nim odbyć zastępczą karę 25 dni pozbawienia wolności wydaną po bezskutecznych próbach wyegzekwowania nałożonej na nią kary grzywny – ponad 2 tys. zł. Dzieci trafiły do rodziny zastępczej, ale szybko mogły wrócić do matki, bo sąsiedzi uiścili za nią grzywnę.

Sprawę, która wywołała głośny oddźwięk, badają w trybie nadzoru prezesi opolskich sądów: rejonowego i okręgowego. Obaj uznali, że w działalności sądu nie było uchybień, a zarzuty pod jego adresem są nieuprawnione. Prezes SO w Opolu Jarosław Benedyk zauważył, że sąd nie kazał policji przychodzić po kobietę późnym wieczorem (MSW też bada zachowanie funkcjonariuszy - uznało, że prawa nie naruszono, ale procedury wymagają zmiany - PAP).

Jak wynika z dotąd ujawnionych okoliczności sprawy, kobieta w lipcu 2010 r. została skazana prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Opola za przestępstwo karne skarbowe. W związku z tym, że postępowanie komornika chcącego ściągnąć należność okazało się bezskuteczne, sąd miał zamiar zamienić grzywnę na prace społeczne. Do tego jednak - jak wynika z uchwalonej niedawno nowelizacji prawa - wymagana jest zgoda osoby zainteresowanej. Ponieważ kobieta nie stawiła się na posiedzeniu sądu (a według prezesa była prawidłowo powiadomiona), nie doszło do zamiany grzywny na prace społeczne, lecz automatycznie na karę więzienia.

"Wszelkie wypowiedzi polityków i dziennikarzy w tej kwestii wskazują na nieznajomość przepisów i akt sprawy" - uznali prezesi opolskich sądów i stowarzyszenia sędziowskie "Iustitia" oraz "Themis". Zauważyli oni, że to nikt inny jak parlament uchwalił przepisy, na mocy których doszło w tym wypadku do obligatoryjnej zamiany grzywny na karę pozbawienia wolności.

Sama Joanna W. w rozmowie z PAP powiedziała, że nie ma pretensji do sądu, który szybko podjął decyzję o jej zwolnieniu (po tym jak sąsiedzi wpłacili za nią grzywnę - PAP). Zastrzeżenia miała natomiast do tego, o której godzinie przyszła do niej policja. Przyznała, że już wcześniej policjanci byli w innej sprawie, związanej z dziećmi (nie chciała powiedzieć, jakiej). "Powinni więc wiedzieć, że dzieci mam i sama się nimi zajmuję" - dodała.