Sędzia ppłk Robert Gmyz w ustnym uzasadnieniu wyroku zwrócił uwagę, że nie ma przepisów, które by zobowiązywały kontrolera ruchu lotniczego do wymuszenia na załodze obowiązku podawania wysokości.

W marcu wojskowy sąd garnizonowy uznał, że kontroler nie jest winien niedopełnienia obowiązków. Zdaniem prokuratury B. nie egzekwował swych powinności wobec załogi samolotu, m.in. co do kontrolowania ruchu samolotu na ścieżce zniżania. Sąd uznał, że nie ma na to dowodów.

Prokuratura w apelacji wnosiła o uchylenie wyroku i zwrot sprawy do ponownego rozpatrzenia. Obrona chciała utrzymania uniewinnienia.

W ubiegły czwartek, gdy sąd rozpatrywał odwołanie, prokurator podnosił, że wyrok uniewinniający jest obarczony zarówno uchybieniami proceduralnymi, jak i błędami w ustaleniach faktycznych. Podkreślił, że nie można skontrolować toku myślenia sądu garnizonowego, ponieważ w uzasadnieniu nie wyjaśniono m.in., które zeznania zostały wzięte pod uwagę, a które nie. Z kolei obrona zwracała m.in. uwagę, że oskarżonemu zarzucono umyślne niedopełnienie obowiązków, podczas gdy w żadnym wypadku w przypadku B. nie można mówić o winie umyślnej.

Oskarżając kontrolera, prokuratura zarazem uznała, że nie przyczynił się on bezpośrednio do katastrofy. Po stronie załogi stwierdzono bowiem błędy w sztuce pilotażu, brak synchronizacji wysokościomierzy, nieobserwowanie przyrządów. Efektem było doprowadzenie do przechylenia i pochylenia samolotu, utraty siły nośnej i katastrofy.

W marcu 2011 r. prokuratura rosyjska prowadząca śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zwróciła się do Polski o przekazanie prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie karne w sprawie CASY. W 2013 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa podawała, że tego wniosku strony rosyjskiej nie zrealizowano, bo proces wciąż trwał w sądzie I instancji.(PAP)