W czwartkowym apelu "Iustitia" zwróciła się do sędziów w sytuacji, gdy - jak napisano - "w Sejmie trwają prace legislacyjne nad sprzecznymi z konstytucją RP zmianami ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa". "Jednocześnie Minister Sprawiedliwości w trybie natychmiastowym, bez żadnego uzasadnienia, w formie faksów przesyłanych też nocą, odwołuje prezesów i wiceprezesów sądów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych w trakcie kadencji" - dodano.

"Nasz apel o nieprzyjmowanie stanowisk po odwołanych w taki sposób osobach funkcyjnych pozostaje nadal aktualny" - głosi apel "Iustitii". Obejmując funkcję zwolnioną w takich okolicznościach, umożliwia się i legitymizuje działania Ministra Sprawiedliwości, podejmowane z naruszeniem konstytucyjnej zasady niezależności sądownictwa od pozostałych władz - dodano. Według "Iustitii", "ogromne podziękowania i wyrazy szacunku" należą się tym sędziom, którzy nie zgodzili się przyjąć zwalnianych w ten sposób funkcji.

Odnosząc się do ponowienia apelu przez "Iustitię", Piebiak powiedział PAP, że resort "od początku uważał apel za pomysł chybiony". "Sędziowie powinni być legalistami i nie przystoi im negowanie obowiązujących przepisów, a czymś takim jest nawoływanie do nieprzyjmowania stanowisk w związku z tym, że ktoś inny został tych stanowisk pozbawiony" - zaznaczył.

"Prawo jest jasne: pozwala na określone ruchy personalne. Minister te ruchy wykonuje rozważnie, bo tak naprawdę z całej kadry prezesowskiej wymianie uległo kilka procent" - wskazał wiceminister.

Jak dodał, "z oglądu ministerstwa apel nie wywołuje efektu zamierzonego przez jego autorów, bo nie mamy większych problemów z obejmowaniem stanowisk zwolnionych na skutek odwołania prezesów, czy wiceprezesów". "Nie zakładam, żebyśmy mieli mieć takie problemy w przyszłości. Oczywiście może się zdarzać, że ktoś, komu zaproponujemy takie stanowisko, nie zdecyduje się na jego objęcie, ale przyczyny tego są bardzo różne" - mówił. Wskazał, że decyzja o nieobjęciu stanowiska funkcyjnego może wynikać np. z sytuacji rodzinnej danego sędziego, czy jego wizji kariery zawodowej.

"Apel, z tego co wiem, nawet wśród członków +Iustitii+ nie wywołuje specjalnego odzewu, nie mówiąc już o sędziach, którzy nie są członkami stowarzyszenia" - zaznaczył Piebiak.

We wrześniu br. zebranie członków stołecznego oddziału "Iustitii" uchwaliło usunięcie Piebiaka ze swych szeregów. Została przegrana bitwa o demokrację wewnątrz "Iustitii" - mówił wtedy Piebiak, zapowiadając odwołanie.

Zebranie wskazało na uchwalenie nowelizacji Prawa o ustroju sądów powszechnych, która pilotował w MS Piebiak. 12 sierpnia w życie weszła nowelizacja, która m.in. zwiększyła uprawnienia ministra. Odstąpiła od modelu powoływania i odwoływania prezesów oraz wiceprezesów sądów apelacyjnych i okręgowych przez ministra po uzyskaniu opinii zgromadzeń ogólnych sądów. Przepis przejściowy ustawy przewiduje, że prezesi i wiceprezesi sądów "mogą zostać odwołani przez ministra sprawiedliwości, w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy" - bez zachowania wymogów w niej określonych, czyli m.in. bez uzasadnienia.

"Iustitia" zapowiadała wtedy rozważenie, jakie konsekwencje wyciągać wobec członków +Iustitii+, którzy zajmują miejsca osób odwołanych - wbrew stanowisku Stowarzyszenia, żeby tak nie robić. Sędzia Bartłomiej Przymusiński z zarządu "Iustitii" mówił, że podstawą konsekwencji może być złamanie celów działania stowarzyszenia. "Uważamy, że ta nowa ustawa narusza odrębność władzy sądowniczej, a do celów działania naszego stowarzyszenia należy dbanie o jej zachowanie" - zaznaczył.

MS wymieniło już niektórych prezesów sądów w nowym trybie. Np. w pierwszych dniach listopada powołano 11 nowych prezesów sądów apelacji katowickiej, w tym w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach. Jak podawał wtedy resort, celem zmiany jest poprawa "sytuacji sądów apelacji katowickiej, jak również sytuacji w samym Sądzie Apelacyjnym w Katowicach, który pod względem wskaźnika opanowania wpływu w sprawach karnych zajął siódmą pozycję na 11 sądów apelacyjnych".(PAP)

autor: Łukasz Starzewski, Marcin Jabłoński

sta/ mja/ mok/