Rostowski odpowiadał w piątek na pytania internautów poprzez swój profil na Facebooku.

Jedno z pytań dotyczyło zasad waloryzacji emerytur. Rostowski wyjaśnił, że wewnątrz PO są osoby, które skłaniają się do kwotowej waloryzacji - zaznaczył, że ma wrażenie, iż premier Donald Tusk do nich należy - i takie, które popierają dotychczasową waloryzację procentową: Rostowski wskazał tu siebie i ministra Michała Boniego. Zdaniem ministra finansów, każdy z wariantów ma swoje plusy i minusy.

Internauci pytali też o reformę emerytur mundurowych. "Minister Boni cierpliwe prowadził rozmowy ze związkami, ale w końcu nie dały oczekiwanych skutków. Do tej sprawy wrócimy po wyborach. Ja jestem stronnikiem zdecydowanych rozwiązań, oczywiście dotyczących tylko osób, które wstępują do służby" - zadeklarował.

Jeden z internautów napisał, że przez ostatnie cztery lata zatrudniono w Polsce 100 tys. urzędników, a w ciągu roku na armię biurokratów wydajemy prawie 5 mld zł.

Minister wyjaśnił, powołując się na dane GUS, że latach 2007-2010 liczba zatrudnionych w administracji publicznej urzędników wzrosła o 60 tys. (dane GUS), z tego 41 tys. w samorządach, 11 tys. na skutek włączenia do sektora publicznego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (co - wg Rostowskiego - było "czystą reklasyfikacją" dokonaną przez GUS).

"Wobec tego w administracji centralnej liczba nowych urzędników wzrosła o 8 tys. osób. Było to konieczne, aby uruchomić środki unijne. Poza tym (...) w tym samym okresie zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o prawie milion. Liczba urzędników w pierwszym półroczu tego roku spadła o 14 tys. w porównaniu z poprzednim rokiem (najnowsze dane GUS). Warto pamiętać, że według Eurostatu jesteśmy na szóstym miejscu pod względem najmniejszej liczby urzędników na 10 tys. mieszkańców" - podkreślił.

Minister pytany był także o to, kiedy i w jaki sposób będą ograniczane wydatki sztywne w budżecie państwa. Odpowiedział, że w tym roku wydatki sektora finansów publicznych (łącznie z samorządami), wykluczając projekty unijne (które rząd chce zwiększać, a nie zmniejszać), wzrosną nominalnie o 3,5 proc., a PKB o 8 proc.

"W przyszłym roku powinno być podobnie i na skutek tego osiągniemy najniższy udział wydatków publicznych w PKB w przeciągu całego 20-lecia" - podkreślił. (PAP)