Ok. 17.20 WIG 20 tracił 2,0 proc., niemiecki DAX spadał o 0,4 proc., francuski CAC 40 tracił 1,2 proc., a brytyjski FTSE 100 tracił 0,9 proc.

Spadki notowały też giełdy w USA. Ok. 17.20 Dow Jones tracił 1,7 proc., Nasdaq spadał o 2,15 proc., a S&P 500 - o 1,9 proc.

"Na rynkach wciąż utrzymuje się wysoka niepewność i zaniepokojenie, z powodów braku postępów w walce z zadłużeniem w strefie euro. Rosnące rentowności długu europejskich krajów wskazują na to, że sytuacja w regionie nie ulega poprawie" - oceniła analityczka TMS Brokers Grażyna Mendrych.

Dodała, że rynkom potrzebne jest jak najszybsze określenie planów działania przez nowo powstałe rządy Włoch, Hiszpanii i Grecji. "A te, jak na razie nie palą się do działania" - stwierdziła.

Dodatkowym powodem obaw inwestorów jest belgijsko-francusko-luksemburski bank Dexia. "Rynek plotkuje, że opracowany przed kilkoma tygodniami plan zakładający ponowną nacjonalizację tego banku, może zostać zrewidowany. Jednym z powodów są przedłużające się komplikacje polityczne w Belgii" - stwierdził analityk DM BOŚ Marek Rogalski.

Dodał, że jeżeli Dexia nie otrzyma szybko wsparcia, to rynki finansowe zaczną się obawiać, że generalnie rządy nie będą chętne do udzielania wsparcia bankom, a one same raczej nie będą w stanie znaleźć potrzebnych funduszy na rynku.

Kolejnym powodem do obaw dla inwestorów jest słaby wzrost amerykańskiej gospodarki. We wtorek tamtejszy Departament Handlu poinformował, że PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł w III kw. o 2 proc. Rynek przewidywał, że będzie to 2,5 proc.

Coraz słabiej wygląda też gospodarka Chin. "To w dużej mierze reakcja na publikację wskaźnika aktywności dla chińskiej gospodarki (wskaźnik PMI dla przemysłu - PAP) – obniżył się on w listopadzie do 48 pkt wobec 51 pkt w październiku" - powiedział główny ekonomista X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień.

Poziom 50 pkt. stanowi granice między rozwojem a recesją w tym sektorze przemysłowym.

"Wzrost gospodarczy może zająć miejsce inflacji, jako priorytetu w polityce gospodarczej władz chińskich w Pekinie" - powiedział Qu Hongbin, ekonomista banku HSBC w Hong-Kongu.

"Jeśli wzrost gospodarczy i inflacja będą spowalniać w większym tempie niż oczekiwano, coraz bardziej prawdopodobne staje się przesunięcie polityki monetarnej Pekinu w stronę kompleksowego łagodzenia" - dodał.

W środę na zachowanie rynków podziałała też niekorzystnie aukcja niemieckich 10-letnich obligacji. Kraj chciał pozyskać z niej 6 mld euro, ale udało się sprzedać papiery tylko za 3,6 mld euro. Jak wskazują analitycy, spowodowało to pogłębienie obaw inwestorów, że kryzys dotarł do największej gospodarki Starego Kontynentu. "To jedna z gorszych informacji, jaka w środę się pojawiła, ale nie jedyna" - stwierdził analityk X-Trade Brokers Marcin Kiepas.

Na rynku walutowym na wartości zyskiwał dolar wobec euro. Ok. 17.20 za wspólną walutę płacono 1,33 dolara. Rano było to przeszło 1,35 dolara. Na wartości wobec głównych walut traci też złoty, mimo porannej interwencji NBP na rynku.

NBP interweniował w środę około godz. 9.40 na rynku walutowym, sprzedawał euro - poinformowali PAP dilerzy walutowi. W efekcie złoty umocnił się do głównych walut o około 3 grosze - względem euro złoty umocnił się z poziomu 4,4730 do 4,4400.

Kurs polskiej waluty szybko wrócił jednak do poziomów sprzed interwencji. Ok. 17.20 za euro płacono niemal 4,5 zł (chwilowo kurs przekraczał ten poziom), za dolara 3,37 zł, a za szwajcarskiego franka 3,66 zł.

Zdaniem Rogalskiego, NBP bardziej sonduje rynek niż interweniuje. "Nie powinno to zbytnio dziwić. W wielu wywiadach szef NBP (Marek Belka - PAP) dawał do zrozumienia, że celem takich działań (interwencji na rynku - PAP) nie jest doprowadzenie do odwrócenia trendu, a osłabienie jego dynamiki. Decydenci w NBP najpewniej dobrze wiedzą, że interwencja byłaby znacznie bardziej skuteczna, gdyby zbiegła się z wyraźniejszą poprawą nastrojów na rynkach światowych. To oznaczałoby, że NBP, być może wspólnie z resortem finansów, działającym za pośrednictwem banku BGK, będą w najbliższych tygodniach częściej pojawiać się na rynku" - powiedział analityk.

Kiepskie nastroje na rynkach spowodowały również wzrost rentowności obligacji. W przypadku 10 letnich obligacji Polski rentowność sięgnęła w środę po południu 6,04 proc., tymczasem we wtorek było to 5,85 proc. Obligacje Niemiec wyceniono na 2,04 proc., we wtorek było to 1,9 proc. Rentowności włoskich papierów 10-letnich przekroczyły natomiast w środę 7 proc. We wtorek było to 6,7 proc. (PAP)