Beata Igielska: Jaki jest obecnie system szkolnictwa specjalnego?

Zyta Czechowska - nauczycielka, pedagożka specjalna, wykładowczyni akademicka, nagrodzona tytułem Nauczyciela Roku 2019. Pracuje w Zespole Szkół Specjalnych w Kowanówku: Placówki szkolnictwa specjalnego są zupełnie inne niż były jeszcze 20 lat temu, a społeczeństwo cały czas żyje stereotypami, że są to miejsca dziennego pobytu- przechowalnie bez pomysłu, że tam się nic nie robi, że dzieci są tam kierowane tylko po to, żeby przetrwać jakoś dzień, że nie mają szans na rozwój swojego potencjału. To jest ogromnie krzywdzące nieporozumienie, bo to są normalnie działające szkoły, w których pracują zaangażowani, oddani swojej pracy fachowcy i specjaliści, nauczyciele, którzy efektywnie współpracują z rodzicami i wzajemnie się wspierają.
W szkołach specjalnych podstawę programową kształcenia ogólnego realizują uczniowie z lekką niepełnosprawnością intelektualną. Uczniowie z umiarkowaną i ze znaczną niepełnosprawnością mają, moim zdaniem, bardzo dobrą podstawę programową dostosowaną do ich potrzeb i możliwości. W szkołach specjalnych uczą się tylko dzieci z niepełnosprawnościami intelektualnymi, czyli nie uczniowie w normie intelektualnej, którzy mają autyzm czy zespół Aspergera albo niepełnosprawność ruchową czy wady wzroku lub słuchu.
Uczniowie w normie intelektualnej uczą się w szkołach ogólnodostępnych albo w szkołach integracyjnych. Uczniowie szkół specjalnych oprócz niepełnosprawności intelektualnej mogą mieć też niepełnosprawność innego typu. Mówimy wtedy o sprzężeniach, czyli dodatkowo mają np. autyzm, wady wzroku, słuchu. Nie wolno więc mylić szkolnictwa specjalnego z dziećmi z orzeczeniem o specjalnych potrzebach edukacyjnych – to duży „worek” różnych dysfunkcji i niepełnosprawności, ale także specjalnych i ponadprzeciętnych uzdolnień.

 Czytaj także: Warszawa: Rząd przygotowuje kolejną "deformę" w edukacji>>

 


 

Jakie są korzyści posłania dziecka poza normą intelektualną do szkoły specjalnej?

W szkołach specjalnych mamy wsparcie dostosowane do uczniów z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Jest tam zatrudniona specjalistyczna kadra, wysokiej klasy specjaliści z przygotowaniem z oligofrenopedagogiki, czyli pedagogiki specjalnej. Nauczyciele wiedzą, jakimi formami pracy należy oddziaływać na te dzieci. Drugą korzyścią szkół specjalnych jest konstruowany indywidualny program nauczania. Chociaż taki program mają obowiązek konstruować wszyscy nauczyciele, którzy pracują z uczniami z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Ponadto jest dodatkowa pula zajęć rewalidacyjnych wynikająca z ramowych planów nauczania.
W szkole specjalnej tworzy się zespoły specjalistów i nauczycieli dla każdego dziecka. Wspólnie opracowujemy indywidualny program dostosowany do konkretnego ucznia, analizujemy efektywność podejmowanych działań i planujemy dostosowania, które mają pomóc w realizacji treści programowych. Zaletą szkół specjalnych jest też to, że mamy małe klasy. Dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym maksymalnie taka klasa liczy 8 osób. Jeśli ci uczniowie mają niepełnosprawność sprzężoną, maksymalnie klasa liczy 4 osoby.
Akurat uczę w takiej klasie przysposabiającej do pracy. Moi uczniowie mają niepełnosprawność intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym plus sprzężenie w postaci autyzmu, afazji, niedowidzenia. Tak mała klasa daje nam możliwość skupienia się na potrzebach każdego dziecka i indywidualizacji procesu edukacyjno- terapeutycznego. Wpływa to na efektywność nauczania, na tworzenie przyjaznej atmosfery i bezpiecznych warunków uczenia się. Daje możliwość dotarcia z różnymi formami terapii dla tych dzieci. W szkole ogólnodostępnej takich możliwości nie ma. To rodzice decydują o tym, w jakim typie szkoły obowiązek szkolny będzie realizowało jego dziecko.

Oczywiście, nauczyciele mają obowiązek dostosowywania metod pracy, pomocy dydaktycznych, zastosowania specjalistycznego sprzętu - jeśli taki posiadają, ale łatwo sobie wyobrazić, jak to jest trudne i w jaki sposób ta indywidualizacja przebiega, mimo ogromnych chęci nauczyciela. Ponadto w szkole specjalnej dzieci są wśród swoich - kolegów i koleżanek o podobnych potrzebach, dysfunkcjach i nie są narażeni na oceny, etykietowanie i wykluczanie z grupy rówieśniczej. Ich zainteresowania są zbieżne, co daje szansę na współpracę, zrozumienie i odniesienie sukcesu na miarę własnych możliwości.

 

Resort edukacji zasiał ziarno niepewności w sprawie likwidacji tych placówek i choć teraz daje mocne dementi, oświatowcy się boją. Co stałoby się, gdyby do likwidacji jednak doszło?

Czytałam dementi i wierzę, że placówki specjalne, które są bardzo potrzebne, nie zostaną zamknięte. Z pewnością na przestrzeni lat nie unikniemy zmian, które czasami są potrzebne, bo na ogół odpowiadają na potrzeby danego środowiska i czasów, w których żyjemy, ale wszystko zależy od tego, jak proces włączenia dzieci ze specjalnymi potrzebami do klas ogólnodostępnych byłby wprowadzony. Jeśli ci wszyscy niepełnosprawni intelektualnie uczniowie trafiliby do klas ogólnodostępnych, gdzie uczą się wyłącznie dzieci nieposiadające żadnych dysfunkcji, byłoby to z ogromną szkodą dla nich.
Oczywiście, mamy obecnie nauczyciela współorganizującego kształcenie i proces nauczania, który pomaga w dostosowaniu różnych materiałów edukacyjnych, jest wsparciem dla dziecka w trakcie lekcji. Ale on w obecnej sytuacji jest tylko dla dzieci, które nie mają niepełnosprawności intelektualnej, czyli dla uczniów w normie, którzy posiadają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu np. na autyzm, zespół Aspergera, czy niepełnosprawność ruchową. Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w ogólnodostępnej klasie na pewno nie miałyby tych wszystkich udogodnień, które mają w szkole specjalnej. Od wielu lat w szkole ogólnodostępnej mogą być tworzone także klasy integracyjne, gdzie mogą uczyć się dzieci zarówno z niepełnosprawnościami jak i dzieci w normie intelektualnej bez żadnych dysfunkcji. Taka klasa jest mniej liczna i dzieci wymagające specjalnej pomocy wspiera nauczyciel współorganizujący.

  


W szkołach specjalnych są również dzieci wymagające ogromnej pomocy, na przykład zmiany pampersów.

W szkole ogólnodostępnej dyrektor może utworzyć klasę specjalną, do niej teoretycznie mogliby uczęszczać uczniowie z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Tylko jaki to ma sens? W szkołach ogólnodostępnych bardzo często nie ma odpowiedniej infrastruktury dostosowanej do osób niepełnosprawnych. Nieprzystosowane toalety, klasy, brak podjazdów, czy wind. Nie zawsze pracują tam specjaliści, nie ma sprzętu rehabilitacyjnego, a co jest także niezwykle ważne, odpowiedniego klimatu placówki.

Rzeczywiście, bardzo często te dzieci niżej funkcjonujące wymagają wsparcia w pielęgnacji, karmienia, przebierania, sadzania na toaletę. W szkole ogólnodostępnej, gdzie jest mnóstwo dzieci i cały proces edukacyjny nastawiony jest właściwie w przewadze na realizację podstawy programowej, gdzie znajdzie się miejsce dla tego typu pielęgnacji i opieki? Po co więc likwidować szkołę specjalną, w której są przygotowane gabinety specjalistyczne, rehabilitacyjne, salki sensoryczne, jest odpowiedni sprzęt i pomoce dydaktyczne? Żeby w to wszystko doposażyć szkoły ogólnodostępne?

Mam więc nadzieję, że w tej akcji nie chodzi o likwidację szkół specjalnych. Brałam udział w konferencji, na której przedstawiciele rządu i instytucji edukacyjnych zapewniali, że nie nastawiają się na likwidację szkół specjalnych, a raczej na to, żeby to szkoły specjalne były centrami wsparcia dla szkół ogólnodostępnych, a w szczególności nauczycieli w nich pracujących, ponieważ w szkołach ogólnodostępnych coraz więcej jest uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, wymagających pomocy. Nie ma potrzeby likwidowania wypracowanych przez pedagogów specjalnych dobrych praktyk w funkcjonowaniu szkół specjalnych.