Co więcej, - jak wynika z danych IBS - na reformie wydłużającej wiek emerytalny zyskuje każdy rocznik, który będzie dłużej pracował, a nie tylko ci, którzy będą aktywni zdecydowanie dłużej.

 

"Wysokość emerytury zależy od tego, jak długo oszczędzamy i jak długo ją pobieramy. Dzięki podniesieniu wieku wydłuża się okres oszczędzania i skraca czas pobierania świadczenia. Daje to podwójny efekt" – wyjaśnia b. wiceminister pracy dr Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH.

 

Jak wylicza główny ekonomista IBS Piotr Lewandowski, kobieta urodzona w 1956 r., która przejdzie na emeryturę rok później, będzie mieć świadczenie wyższe o 10 proc. - zamiast 1,2 tys. zł dostanie 1362 zł. Z kolei obecna 49-latka (urodzona w 1963 r.) odejdzie z rynku pracy w 2026 r. i dostanie 1870 zł, tj. o 500 zł więcej, niż gdyby zakończyła aktywność zawodową w 2023 r. "Świadczenie takiej osoby rośnie o 30 proc. Zyskują już pierwsze roczniki, które obejmie reforma" – podkreśla.

 

Największe różnice dotyczą osób, które będą pracować zdecydowanie dłużej. Wysokość świadczeń kobiet urodzonych w 1973 r. (jako pierwsze będą pracować do 67. roku życia) jest wyższa o dwie trzecie (3,4 tys. zł zamiast ok. 1,9 tys. zł), niż gdyby miały pracować do 60. roku życia.

 

Na zmianie zyskują też mężczyźni. "Mężczyzna z rocznika 1951, który będzie pracował o rok dłużej, uzyskuje stopę zastąpienia, czyli relację pierwszej emerytury do ostatniej pensji, wyższą o 10 proc. W przypadku panów urodzonych w latach 1954–1955, którzy będą pracować o mniej więcej 2 lata dłużej, stopa ta rośnie o 15 proc. To także niebagatelny efekt" – zaznacza Lewandowski.

(PAP)