Inna japońska gazeta "Yomiuri Shimbun" pisze, że bezpośrednie przyczyny katastrofy nie są znane, lecz istnieją podstawy, by sądzić, że wina spoczywa na robotnikach i kierownikach robót, którzy kradli z budowy gmachu stal i cement, by je sprzedać na czarnym rynku.
Mimo że w 23-kondygnacyjnym apartamentowcu pozostawały jeszcze do wykonania zewnętrzne roboty wykończeniowe, już w listopadzie zaczęli się do niego wprowadzać mieszkańcy - członkowie północnokoreańskiej nomenklatury, w tym elita Partii Pracy Korei. W chwili katastrofy w domu znajdowały się co najmniej 92 rodziny - ponad 500 osób i, jak piszą media, należy domniemywać, że wszystkie zginęły.
O "poważnym wypadku" na budowie w stolicy kraju informowała 18 maja oficjalna północnokoreańska agencja prasowa KCNA. Nie podała liczby ofiar śmiertelnych, lecz podkreśliła, że przywódca Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Dzong Un "nie zmrużył oka przez całą noc po tragedii".