Powódka Eliza M. wniosła o zasądzenie od ubezpieczyciela pracodawcy kwoty 200 tys. zł odszkodowania oraz 50 tys. zł zadośćuczynienia za wypadek, w wyniku którego straciła rękę. Zdaniem pozwanego towarzystwa, wysokość żądanych kwot była nieuzasadniona, tym bardziej, że powódka ze swojej winy doprowadziła do zdarzenia.

Wypadek był tylko kwestią czasu

Sąd Okręgowy w Częstochowie uwzględnił powództwo w znaczącej części.

 

Sprawdź również książkę: MERITUM Prawo pracy 2020 >>


Ustalił, że do wypadku doszło w odlewni metalu, na stanowisku operatora stacji przerobu mas formierskich. Powódka, która dość długo pracowała w przedsiębiorstwie na stanowisku wiertacza metalu, nowe stanowisko zajmowała od kilka dni. O ile jednak przed rozpoczęciem poprzedniej pracy przeszła szkolenie wstępne BHP oraz instruktaż dotyczący stanowiska pracy, to obecnie kierownik produkcji krótko tylko objaśnił jej działanie przycisków sterujących maszyną. W trakcie swojej zmiany powódka chcąc oczyścić taśmę ze zbierającej się masy zbliżyła się na niebezpieczną odległość do maszyny, która wciągnęła jej rękę, miażdżąc ją, aż do ramienia. W protokole powypadkowym wskazano powódkę jako winną zdarzenia. Szereg naruszeń przepisów prawa pracy oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy dostrzegła jednak Inspekcja Pracy. W tym stanie faktycznym, Sąd nie uznał przyczynienia się powódki do wypadku. To, że poszkodowana podpisała protokół powypadkowy nie miało dla sądu znaczenia. Rozmiar doznanej krzywdy uzasadniał również wysokość żądanej sumy zadośćuczynienia.

 


Wyłącznie winny wypadku jest pracodawca

Pozwane towarzystwo nie kwestionowało swojej odpowiedzialności, ale podważało celowość zakupu drogiej protezy mechanicznej oraz ustalenie sądu I instancji o wyłącznej odpowiedzialności pracodawcy za wypadek.

Czytaj również: Blisko 3 mln osób umiera rocznie z powodu wypadków w pracy i chorób zawodowych

Sąd Apelacyjny rozstrzygnięcia jednak nie zmienił. Przypomniał, że poszkodowany może żądać od zobowiązanego wyłożenia z góry sumy potrzebnej na koszty leczenia. Obejmuje to również koszty nabycia odpowiedniej protezy. O tym, czy kwota ta ma wystarczyć na tanią, kosmetyczną protezę, czy też zaawansowaną technologicznie, rozstrzyga cel odpowiedzialności odszkodowawczej - przywrócenie stanu istniejącego przed wypadkiem.

Sąd podkreślił, że w czasach, gdy osoby oprotezowane są zdolne do wyczynów sportowych, normalną rzeczą wydaje się zaopatrzenie poszkodowanego w protezę wyższej jakości. Tylko taka może bowiem polepszyć sprawność, zmniejszyć dolegliwości bólowe odczuwalne przy sztywnej protezie, zmniejszyć poczucie wstydu, a nawet pomóc w odnalezieniu się na rynku pracy.

Czytaj również: ZUS: Mniej odszkodowań za wypadki przy pracy

Żądanie powódki sąd uznał za uzasadnione również dlatego, że nie przyczyniła się - jego zdaniem - do wypadku. Powódka miała wprawdzie doświadczenie, ale nie na stanowisku, które zajmowała dopiero kilka dni. Ponadto, pracodawca nie tylko nie zapoznał ją z możliwymi ryzykami oraz instrukcjami BHP dotyczącymi prac przy obsłudze linii produkcyjnej, ale też dopuścił do pracy przy niebezpiecznej maszynie (ze względu na brak osłon). Choć zachowanie powódki było nieprawidłowe z punktu widzenia zasad doświadczenia życiowego (usuwanie usterki przy włączonej maszynie), na co wskazywała pozwana, to jednak sprawa nie dotyczyła czynności życia codziennego, tylko pracy na urządzeniu, z którym uprzednio poszkodowana nie miała do czynienia.

Co więcej, powódce nie można przypisać nawet najsłabszej postaci winy - niedbalstwa. Gdyby bowiem powódka zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, na jakie się naraża, z pewnością nie położyłaby ręki na taśmę. Wydawało się jej, że takie postępowanie jest jednak bezpieczne, tym bardziej że widziała, iż tak postępuje kierownik produkcji.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 10 października 2019 r. I ACa 1128/18.