W 2008 r. Unia Europejska wyznaczyła sobie do 2020 roku 20-procentowy cel redukcji emisji gazów cieplarnianych w stosunku do 1990 r., a także zwiększenie do 20 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych i zwiększenie o 20 proc. efektywności energetycznej. W zeszłym tygodniu unijni przywódcy osiągnęli polityczne porozumienie, które przewiduje redukcję emisji CO2 o 40 proc. do 2030 r. oraz udział energii ze źródeł odnawialnych w UE na poziomie 27 proc. Efektywność energetyczna ma wzrosnąć w tym czasie o 27 proc.

Cele unijnej polityki klimatycznej realizuje m.in. unijny system handlu emisjami. W jego ramach przedsiębiorcy nabywają pozwolenia na emisje, koszt ten ma ich zachęcić do inwestowania w mniej emisyjne - "zielone" - technologie.

Krzysztof Bolesta, doradca ministra środowiska ds. energii i klimatu tłumaczył PAP, że system handlu emisjami (ETS) działa niejako automatycznie i nie wymaga większych działań dostosowawczych ze strony państw członkowskich, a Polska obniża emisje zgodnie założeniami polityki klimatycznej UE. "Ten system działa. Skonstruowano go tak, że pula emisji, którą rozdziela Komisja Europejska, stopniowo spada. W 2020 roku zejdzie do takiego poziomu, aby na poziomie europejskim spełnić wyznaczony cel" - powiedział Bolesta. Dodał, że w ramach ETS nie ma celów dla poszczególnych krajów, tylko cel unijny. "To przedsiębiorstwa rozliczają się co roku ze swoich emisji" - podkreślił.

Zauważył, że nieco inaczej jest w przypadku sektorów, które znajdują się poza ETS - handlu, budownictwa, rolnictwa i transportu (poza transportem lotniczym). W tych branżach, zgodnie z wynegocjowanymi rozwiązaniami, Polska może nawet zwiększyć emisje o 14 proc. do 2020 r.

Jak jednak zauważył Bolesta, nie ma tam dokładnie określonych kryteriów pomiaru emisji. "Metodologia ETS obliczy nam, ile CO2 wyszło z komina. Tymczasem poza ETS czegoś takiego nie ma. To jest działanie na innym poziomie szczegółowości, np. według ilości zużytych nawozów, liczby hodowanych krów, czy też ilości sprzedanego paliwa: ile w Polsce sprzedało się paliw, to tyle jest emisji z transportu. Nie bierze się pod uwagę na przykład tego, że Niemcy kupili paliwo u nas i pojechali emitować CO2 u siebie" - tłumaczył.

W ramach ogólnounijnego celu dotyczącego wzrostu udziału energii ze źródeł odnawialnych, Polsce przypada w udziale obowiązek jego zwiększenia do 15 proc. do 2020 r. Według doradcy ministra w tym przypadku jeszcze do niedawna byliśmy na dobrej drodze do spełnienia tego celu, lecz jego realizację utrudniły prace legislacyjne nad ustawą o OZE. "Pojawiła się niepewność systemu wsparcia, a bez systemu wsparcia te technologie są po prostu nieopłacalne" - podkreślił.

W momencie wyznaczania celu na rok 2020 udział odnawialnych źródeł energii w polskim bilansie energetycznym był na poziomie 7,2 proc. Według ostatniego raportu KE za rok 2010 udział OZE wyniósł 9,5 proc. Następny raport Komisja opublikuje w grudniu tego roku.

W kwestii efektywności energetycznej doradca ministra środowiska wskazał, że Polska notuje poprawę głównie w termomodernizacji. Natomiast, jego zdaniem, dopracowania wymaga system tzw. białych certyfikatów, czyli świadectw oszczędności energii.

Bolesta zwrócił też uwagę, że efektywność energetyczna zarówno w ramach obecnego, jak i przyszłego pakietu klimatyczno-energetycznego UE, to cel niewiążący. "Nikt nie bierze tego celu poważnie, tym bardziej, że tydzień temu (na szczycie UE - PAP) uzgodniliśmy nowy cel efektywności energetycznej. I on znowu jest określony tylko na poziomie całej Unii Europejskiej, co oznacza, że państwa nie będą mieć własnego celu do 2030 roku, a więc polityka efektywności energetycznej nie podlega naciskom ze strony Komisji Europejskiej" - zaznaczył.

Według doradcy ministra już w przyszłym roku można spodziewać się pierwszych projektów legislacyjnych dotyczących nowego pakietu klimatyczno-energetycznego na lata 2020-2030. "We wnioskach Rady Europejskiej uzgodniliśmy pewne ogólne zasady, ale to trzeba teraz przełożyć na konkretne zapisy (prawne), a wiadomo, że każdy będzie walczył o swoje" - mówił. "Jak każdy proces współdecydowania, będzie to walka z Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim, z innymi państwami członkowskimi, bo jest to już praca nad konkretnymi przepisami" - dodał.
Polska nie zamierza uruchamiać żadnych dodatkowych inicjatyw klimatycznych ponad te przewidziane przez UE. "Uzgodniona 40-proc. redukcja emisji gazów cieplarnianych to limit, który nam wyznacza kierunek. Raczej nie wykroczymy ponad jakieś regulacje unijne, będziemy chcieli zmieścić się w tych ramach" - zauważył. Jak zaznaczył, są działy gospodarki, gdzie widać potencjał obniżania emisji i są na to środki, m.in. z funduszy strukturalnych UE, w których znalazł się zapis o obowiązku wspierania rozwiązań prośrodowiskowych.

"Kiedy rozpoczną się prace legislacyjne na szczeblu UE, będziemy myśleć w Polsce, jakie przyjąć rozwiązania, które będą dawały np. ulgi przemysłom energochłonnym. Bardzo ważne jest również, by określić, co będziemy robić z przychodami z aukcji. Np. w Niemczech 100 proc. przychodów z aukcji trafia z powrotem w szeroko rozumianą politykę klimatyczną, np. dotacje na OZE" - powiedział Bolesta.

UE wymaga teraz, aby państwa członkowskie kierowały na działania proklimatyczne co najmniej 50 proc. przychodów ze sprzedaży ich przydziału emisji. "W 2013 r. uzyskaliśmy 244 mln euro ze sprzedaży pozwoleń. Zaraportowaliśmy 128 mln euro jako inwestycje na projekty związane z realizacją polityki klimatycznej” – powiedział PAP wiceminister środowiska Marcin Korolec. Podkreślił, że Polska wypełnia swoje zobowiązania w tym zakresie. (PAP)