Temat rozwoju OZE w Polsce był poruszany w dyskusji na temat kształtu nowej ustawy o OZE, podpisanej przez prezydenta w marcu tego roku. W debatach przywoływany był m.in. model niemiecki, gdzie koncerny energetyczne ograniczają produkcję energii ze źródeł konwencjonalnych i rozwijają produkty związane np. z instalacjami prosumenckimi i energooszczędnymi.

Ekspert ze specjalizującego się w technologiach energooszczędnych Parku Naukowo-Technologicznego Euro-Centrum w Katowicach, dr Stanisław Grygierczyk, ocenia jednak, że w polskich warunkach, przy silnej pozycji koncernów z dominującym udziałem Skarbu Państwa, bardziej prawdopodobne jest, iż obszar zarządzania energią z indywidualnych źródeł odnawialnych przejmą niewielkie, specjalistyczne firmy.

Polskie koncerny rozwijają OZE, którego udział w ogólnej produkcji energii rośnie, ale nadal stawiają przede wszystkim na konwencjonalne źródła, podczas gdy np. drugi największy koncern energetyczny w Niemczech, RWE, ogranicza produkcję energii ze źródeł konwencjonalnych i rozwija produkty związane z energetyką prosumencką, gdzie użytkownik wytwarza prąd na własne potrzeby, a nadmiar oddaje do sieci.

Koncern RWE tłumaczy, że zmiana jego strategii to efekt m.in. trwającego już kilka lat spadku zapotrzebowania na energię, a także gwałtownego rozwoju OZE, mocno wspieranych przez państwo i wypierających z rynku tradycyjne źródła. W ub. roku OZE w konsumpcji energii w Niemczech po raz pierwszy wyszły na pierwsze miejsce (ponad 27 proc.) - przed energią z węgla brunatnego.

W Niemczech dla indywidualnych wytwórców energii z OZE od ok. 15 lat ustalone są wieloletnie taryfy z obowiązkowym odbiorem energii i gwarantowanymi cenami (w 2005 r. ok. 0,50 euro, a obecnie 0,13 euro za oddawaną do sieci 1 kilowatogodzinę z dachowych paneli słonecznych). Wobec rozwoju produkcji z OZE i wzrostu ogólnej podaży, od 2008 r. spadają ceny na rynku hurtowym, co jest dotkliwe dla producentów ze źródeł konwencjonalnych. Jednocześnie wobec subsydiowania OZE rosła średnia cena z sieci dla odbiorcy indywidualnego – obecnie to ok. 0,30 euro za 1 kWh.

W tej sytuacji RWE, który koncentrował dotąd działalność na produkcji energii (głównie ze źródeł konwencjonalnych), jej przesyle i sprzedaży, teraz zamierza więcej inwestować w infrastrukturę dystrybucyjną oraz w rozwiązania umożliwiające zarządzanie i koordynowanie elastycznymi, zdecentralizowanymi i możliwie efektywnymi systemami energetycznymi. Rozwija przy tym ofertę związanych z tym rozwiązań dla indywidualnego klienta.

Porównując uwarunkowania niemieckie z polskimi dr Stanisław Grygierczyk podkreślił, że ze względu na podobne położenie geograficzne Niemcy i Polska zasoby energii odnawialnej mają podobne, natomiast stopień ich wykorzystania jest bardzo różny. „Niemcy potrafili wyprodukować ze źródeł odnawialnych w ub. roku około 155 terawatogodzin energii elektrycznej; my w Polsce łącznie ze wszystkich źródeł 157 TWh - to pokazuje jak jesteśmy zapóźnieni” - powiedział PAP ekspert.

Przypomniał, że w polskim rządzie od lat obowiązuje podejście (zgodne z deklaracją b. premiera Donalda Tuska), że wsparcie dla OZE będzie tylko takie, jak będzie to konieczne, czyli na ile będzie wynikało np. z konieczności osiągnięcie celów pakietu klimatyczno-energetycznego. Stąd m.in. nacisk państwa na interes powiązanych z nim wielkich koncernów energetycznych.

Dr Grygierczyk zaznaczył jednocześnie, że w Polsce dla energetyki odnawialnej utrzymuje się duże poparcie społeczne. Liczba tzw. prosumentów (czyli produkujących energię na własne potrzeby z możliwością oddawaniem nadwyżek do sieci) zbliża się do 250 tys., podczas gdy w Niemczech blisko 2 mln prosumentów zdobywało swą silną pozycję – ze wsparciem rządu – od lat. W Polsce ożywienie na tym rynku widać dopiero teraz, gdy nowa ustawa o OZE mówi o taryfach gwarantowanych.

„Trzeba pamiętać, że Niemcy proponując wsparcie dla określonych technologii OZE nie robili tego +na żywioł+, ale wprowadzali instrumenty sterowane - wystarczy popatrzeć jak spadała tam cena taryf gwarantowanych. Było to duże wsparcie na początek, by pobudzić rynek, a potem stopniowe łagodzenie, bo koszty są duże. Zobaczymy, jak będzie w Polsce – mówi się o taryfach gwarantowanych, o 15-letnim wsparciu, ale mówi się też o wartościach granicznych mocy wspartych instalacji, możliwości zmian wysokości taryf, nowelizacji ustawy. W ustawie jest wiele niedopowiedzeń i nikt na razie nie wie, jak one będą interpretowane w przepisach wykonawczych” - powiedział specjalista.

Przypomniał, że wprowadzanie polityki Energiewende (transformacji energetycznej – PAP) w Niemczech pociągało za sobą ogromne koszty, natomiast Polska nie ma wystarczających zasobów, by zmieniać politykę energetyczną tak radykalnie i tak szybko.

„Możemy jednak korzystać z niemieckich rozwiązań i np. nie wprowadzać tych, które się nie sprawdziły. To duża korzyść – możemy pominąć jakiś etap lub zrobić gdzieś krok większy niż Niemcy. Wprowadzenie w ustawie o OZE ram czasowych trwania taryf gwarantowanych do 15 lat lub osiągnięcia określonej ustawą mocy to chyba właśnie taki krok, który zapobiegnie rozregulowaniu rynku cen energii elektrycznej” - dodał dr Grygierczyk.

Zdaniem eksperta brak dotychczasowego wsparcia w Polsce dla rozproszonych OZE może trochę dziwić – zwłaszcza wobec polskich uwarunkowań związanych z bezpieczeństwem energetycznym. Z drugiej strony obecne inwestycje w systemowe moce konwencjonalne, czynione wobec perspektywy szybkiego wyłączenia części zamortyzowanych mocy tego typu, są drogie i rozłożone w czasie. Być może szybciej i taniej ich rekompensatę dałoby się uzyskać kładąc większy nacisk na efektywność energetyczną, czyli bardziej racjonalne zużycie energii.

Mówiąc o sprawności instalacji OZE dr Grygierczyk zaznaczył, że jest ona coraz większa, ale wciąż pozostawia nieco do życzenia. Przypomniał, że Polacy – m.in. dzięki dotychczasowemu wsparciu - najchętniej inwestują w kolektory słoneczne. I choć koszt budowy instalacji wykorzystujących OZE ciągle stopniowo spada, czas zwrotu sięga obecnie dla paneli słonecznych 10 lat, a dla pomp ciepła 8 lat – przy spełnieniu szeregu warunków związanych z ich optymalnym działaniem.

„To wciąż nie jest dla większości akceptowalna perspektywa” - wskazał Grygierczyk dodając, że w tej sytuacji rynek wciąż czeka na jakiś impuls. Przypomniał też, że znacznie słabiej niż produkcja prądu z OZE wspierana jest produkcja z OZE ciepła. „Tymczasem np. pompa ciepła to technologia, która działa cały czas, niezależnie od pory roku czy dnia” - zaznaczył ekspert.

„Moim zdaniem najlepsze instalacje łączą ze sobą różne technologie, które w ten sposób dają bezpieczeństwo i niezależność energetyczną większą niż pojedyncza instalacja, a jednocześnie poprawiają sprawność całego układu. Ale to niestety droższe rozwiązania” - przyznał.

Pytany o perspektywę możliwego rozszerzenia działalności polskich firm energetycznych w kierunku podobnym do modelu niemieckiego RWE, Grygierczyk wskazał, że na polskim rynku powstaje coraz więcej niewielkich firm, które - z użyciem odpowiednich narzędzi informatycznych - potrafią energią zarządzać i optymalizować jej zużycie.(PAP)