Protokół z Kioto narzucił międzynarodowe limity emisji gazów cieplarnianych w latach 2008-12; Polska zajmuje trzecią pozycję pod względem zgromadzonych nadwyżek jednostek emisji. Do tej pory podpisała kilka umów na odsprzedaż pozwoleń, m.in. z Japonią w ubiegłym roku; pieniądze trafiają na projekty dotyczące poprawy efektywności energetycznej.

Kraszewski, który brał w poniedziałek udział w posiedzeniu ministrów środowiska krajów UE, powiedział, że polskie nadwyżki emisji CO2 z pierwszego okresu obowiązywania Protokołu można porównać do sreber rodowych, które coraz trudniej sprzedać. UE najprawdopodobniej przedłuży na drugi okres obowiązywanie Protokołu.

Po tym, gdy Stany Zjednoczone nie przystąpiły do pierwszego okresu Protokołu z Kioto, znacznie zmniejszył się popyt na te jednostki (emisji CO2 - PAP). Nie jest tak, że w kolejce stoją ci, którzy chcieliby je kupić. Pomimo ogromnych wysiłków i aktywnego poszukiwania klientów, sprzedaliśmy na razie niewielką ich ilość - powiedział Kraszewski.

Ministrowie ds. środowiska uzgodnili w poniedziałek w Luksemburgu stanowisko UE ws. obniżania emisji CO2 na 17. konferencję klimatyczną krajów ONZ, która odbędzie się na przełomie listopada i grudnia w Durbanie (RPA). UE jest gotowa przedłużyć obowiązujący do końca 2012 r. Protokół z Kioto pod warunkiem, że do obniżania emisji dołączą się inni światowi emitenci. UE generuje ok. 11 proc. światowych emisji CO2, zaś do największych zanieczyszczających należą USA, Chiny, Rosja, Indie i Japonia. Deklaracjom klimatycznym nie sprzyja kryzys.

Trudno jest mówić, że kraje te nie składają deklaracji, one nie mówią, że uważają, że ochrona klimatu jest nieważna. One tylko mówią, że nie teraz, tylko na przykład za 5 lat. Chińczycy mówią, że 30-40 proc. chińskich gospodarstw domowych nie ma światła, jak od nich teraz żądać: nie budujcie nowych elektrowni, ale na przykład nie bardzo widzę wytłumaczenie dla gospodarki amerykańskiej - mówił polskim dziennikarzom Kraszewski. Oni powinni w znacznie większym stopniu zaangażować się w redukcję emisji, aniżeli to robią dotychczas - uważa minister.

Poinformował, że ze strony USA padają deklaracje możliwość kilkunastoprocentowej obniżki emisji CO2. Zdaniem Kraszewskiego, problem obniżania emisji w Stanach Zjednoczonych zrobił się na tyle polityczny, że bardzo trudno jest z nimi rozmawiać o zwiększeniu ich ambicji. Ma on jednak nadzieję, że w Durbanie może zostać osiągnięty postęp.

Coraz bardziej i coraz lepiej wszyscy rozumieją, że ochrona klimatu to problem całej planety, że zaniechanie działań teraz spowoduje coraz większe koszty w przyszłości - zaznaczył. Zauważył, że stanowiska krajów zmieniają w trakcie kolejnych sesji negocjacyjnych. Odnosząc się do Japonii, powiedział, że po tragedii, która ich spotkała (potężne tsunami i trzęsięnie ziemi wiosną), świat nie ma serca mówić - Japonio miarkuj się ze swoimi emisjami.

Jeśli idzie o Rosję, ma ona podejście ambiwalentne. Z jednej strony Rosjanie chcieliby utrzymać swoje jednostki emisyjne, którymi mogą handlować. Z drugiej strony nie chcą przystąpić do Protokołu z Kioto (drugiego okresu - PAP), a w takim razie nie będą mogli tymi jednostkami handlować. Są między młotem a kowadłem - podsumował Kraszewski.

Drażliwą kwestią przedłużenia Protokołu z Kioto jest możliwość przeniesienia nadwyżek emisji CO2 zgromadzonych przez niektóre kraje (m.in. Rosję i Polskę) w trakcie obowiązywania Protokołu. Komisja Europejska chciała ograniczenia nadwyżek, które mogłyby zostać sprzedane na rynku w dużej ilości po 2012 r. i wpłynąć na znaczne obniżenie ceny pozwoleń na emisję CO2 w UE. Kraje UE zgodziły się w poniedziałek, że potrzebne jest w tej kwestii ambitne podejście, ale nie przesądziły z góry (przed negocjacjami z partnerami światowymi w Durbanie) o limitowaniu przenoszonych nadwyżek.

Z Luksemburga Julita Żylińska (PAP)

 

 

jzi/ je/ mag/