Główny Urząd Statystyczny poinformował we wtorek, że na koniec października br. w budowie było 706,7 tys. mieszkań. To oznacza spadek o 3,3 proc. wobec tego samego okresu ub.r. Według GUS w listopadzie ogólny klimat koniunktury w budownictwie jest bardziej pesymistyczny niż przed miesiącem.

Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości, kierownik działu analiz Lion's Bank wyjaśnił PAP, że dane GUS dotyczące liczby mieszkań będących w budowie są niemiarodajne, ponieważ duża część nieruchomości budowanych systemem gospodarczym może być już zamieszkana, ale nie oddana administracyjnie do użytku. Jak podkreślił - zawyża to wartość przekazywaną przez GUS. Zdaniem analityka jest też wiele przypadków formalnego rozpoczynania inwestycji, które nigdy nie zostaną dokończone.

Turek zwrócił uwagę, że w październiku deweloperzy rozpoczęli budowę o ponad 81 proc. mieszkań więcej niż rok wcześniej. "Sprzedaż mieszkań deweloperskich nie była tak wysoka od 2007 roku. Co prawda duży popyt na nieruchomości jest stymulowany niskimi stopami procentowymi. W związku z tym deweloperzy starają się poszerzyć ofertę rynkową, rozpoczynając nowe inwestycje" - podkreślił.

W pierwszych miesiącach przyszłego roku na popyt na mieszkania może wpłynąć - według Turka - nowelizacja Rekomendacji S. "Ma ona wprowadzić wymaganie posiadania 5-proc. wkładu własnego dla osób kupujących własne M na kredyt. Jest to czynnik, który może teraz stymulować obrót, ale odmiennego efektu można się spodziewać w przyszłym roku. Trudno oczekiwać jednak, aby ten wymóg okazał się dla rynku diametralną zmianą" - dodał.

Odnosząc się do spadku produkcji budowlano-montażowej, ekspert zaznaczył, że budownictwo mieszkaniowe odpowiada tylko za niewielką część tego sektora. W jego opinii jeśli w przyszłym roku wzrosną ceny mieszkań, to niewiele. "Spodziewam się wzrostu cen na poziomie inflacji, ewentualnie o 1 lub 2 pkt proc. ponad inflację. Ale to jest maksimum" - powiedział.

O ożywieniu na rynku nieruchomości może świadczyć też fakt, że deweloperzy stawiają twardsze warunki swoim klientom podczas negocjacji. "Kupującym udaje się uzyskać obniżkę ceny transakcyjnej o około 4 proc. względem ceny ofertowej. Dotyczy to jednak dużych mieszkań, a także tych w gorszych lokalizacjach. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku można było uzyskać większe rabaty" - powiedział PAP analityk Home Broker Jerzy Węglarz. Zaznaczył jednak, że o obniżkach nie ma mowy w przypadku mieszkań w dobrych lokalizacjach.

Dobrej koniunkturze na rynku nieruchomości sprzyja także krótszy czas potrzebny do sprzedaży mieszkania. "Od ogłoszenia sprzedaży lokalu do podpisania ostatecznej umowy z klientem potrzeba średnio 130 dni, czyli o 30 dni mniej niż w drugim kwartale tego roku" - powiedział Węglarz.