Specjaliści zwracali uwagę na problem emisji pochodzących spoza sektora przemysłowego, a więc transportu, rolnictwa i budownictwa. Wskazywali rozwiązania, jak je ograniczać – jak np. wspierające termomodernizację budynków programy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, czy też funkcjonujące w krajach zachodnich ograniczenia dla transportu samochodowego w miastach.

Spotkanie zorganizował Polski Klub Ekologiczny we współpracy z Fundacją Heinricha Boella.

"To nie ta część Europy jest problemem Unii Europejskiej" – powiedział na konferencji Tomasz Chruszczow, doradca ministra środowiska ds. polityki klimatycznej. "Tutaj są również rozwiązania problemów klimatycznych Unii Europejskiej, bo to nie w tej części Europy emisje rosną, tylko w tej bardziej na zachód. W tej części Europy, mimo wzrostu gospodarczego, emisje maleją" – podkreślił.

W poniedziałek minister środowiska Jan Szyszko podsumowując konferencję klimatyczną w Paryżu przypomniał, że Polska jako jedno z niewielu państw wypełniła z nawiązką swoje zobowiązania klimatyczne, wynikające z Protokołu z Kioto, redukując emisję CO2 o blisko 30 proc.

Chruszczow zauważył, że przejście do gospodarki niskoemisyjnej będzie wyzwaniem nie tylko dla państw, które przystąpiły do UE w 2004 roku i później, ale także dla krajów zachodnioeuropejskich. Zaznaczył przy tym, że transformacja musi respektować zasady zrównoważonego rozwoju i nie może zniszczyć gospodarki.

Jak wygląda w Niemczech przejście na gospodarkę niskoemisyjną prezentował Mark Nowakowski z niemieckiego Federalnego Urzędu ds. Środowiska (UBA). Tłumaczył, że cele redukcyjne, które wyznaczył sobie Berlin, a więc 40-proc. redukcje emisji do 2020 roku, a także plany zachowania neutralności emisyjnej (redukcji sięgających 95-proc.) do 2050 roku są realne, pod warunkiem zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii oraz zaangażowania ze strony przemysłu i społeczeństwa.

Wskazywał, że koszty zaniechań w obszarze polityki klimatycznej dla całej UE mogą sięgać 800 mln – 2 mld euro rocznie, dlatego warto ich uniknąć. Dodał, że uniknięciu ich pomagają cele unijnej polityki klimatyczno-energetycznej oraz zawarte w ostatni weekend w Paryżu globalne porozumienie klimatyczne.

Powiedział też, że w przypadku Niemiec pierwsze zyski z inwestycji w OZE pojawią się dopiero około 2030 roku, ale całkowity bilans transformacji w kierunku gospodarki niskoemisyjnej wyjdzie "na plus".

W sobotę w stolicy Francji blisko 200 krajów konwencji klimatycznej ONZ przyjęło porozumienie, które ma zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie "znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza". To pierwsza w historii umowa klimatyczna o takim zasięgu.

Celem umowy jest utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie mniejszym niż o 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur o 1,5 stopnia. Aby osiągnąć ten długoterminowy cel, strony będą dążyć do szczytu emisji gazów cieplarnianych "tak szybko, jak to możliwe", uznając, że zabierze to więcej czasu krajom rozwijającym się. Potem, w drugiej połowie wieku, kraje mają dążyć do zrównoważenia emisji gazów cieplarnianych z ich pochłanianiem.

Zeszłoroczne polityczne porozumienie przywódców UE przewiduje redukcję emisji CO2 o 40 proc. do 2030 r. oraz udział energii ze źródeł odnawialnych w UE na poziomie 27 proc. w stosunku do bazowego roku 1990. Efektywność energetyczna ma wzrosnąć w tym czasie o 27 proc.(PAP)