Do przepychanek doszło, gdy ekolodzy, którzy domagają się całkowitego usunięcia transportu konnego ze szlaku, nie chcieli wpuścić na drogę wozu wypełnionego turystami.

Pikieta obrońców zwierząt była zgłoszona i uzyskała zgodę władz samorządowych, jednak nie było zgody na blokadę drogi. Dlatego gdy ekolodzy zaczęli blokować trasę, przedstawiciel gminy Bukowina Tatrzańska ogłosił, że protest jest nielegalny. Ekolodzy opuścili Palenicę Białczańską przed godz. 11.

„Nasz protest polegał na siedzeniu na drodze, ponieważ nie chcieliśmy dopuścić do popełnienia przestępstwa polegającego na znęcaniu się nad zwierzętami” – powiedziała PAP Anna Plaszczyk z fundacji Viva. Dodała, że protestujący zeszli z drogi, gdy chciał w nich wjechać zaprzęg. Jak mówiła, obrońcy zwierząt zostali poturbowani, a jeden z nich z obrażeniami głowy został zabrany karetką do szpitala.

Zapowiedziała, że w najbliższym czasie do prokuratury trafią zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstw dotyczących m.in. narażenia na utratę zdrowia lub życia poprzez wjechanie w tłum zaprzęgiem konnym.

Policja wylegitymowała najbardziej aktywnych uczestników - część z nich była wcześniej notowana przez policję. Jak zaznaczył rzecznik zakopiańskiej policji Roman Wieczorek, te osoby nie reprezentowały żadnej ze stron - ani fiakrów, ani obrońców praw zwierząt. „Dysponujemy nagraniami protestu. Niewykluczone, że niektórym osobom zostaną przedstawione zarzuty” – powiedział PAP rzecznik zakopiańskiej policji.

Ekolodzy twierdzą, że wozy do Morskiego Oka wożące turystów są przeciążone. Według nich każdy wóz należy odciążyć o 926 kg, czyli o średnio 11 pasażerów. W takim wypadku, jak podliczyli ekolodzy, na wozie mógłby pozostać jeden pasażer i woźnica. Zdaniem obrońców praw zwierząt konie pracujące przy transporcie turystów są zmuszane do pracy ponad ich siły, a to jest przestępstwo.

Z takimi wyliczeniami nie zgadza się hipolog z Katedry Hodowli i Użytkowania Koni Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Prof. Ryszard Kolstrung w swojej ekspertyzie wykazał, że konie pracujące na trasie do Morskiego Oka nie są zbytnio przeciążane, a ustalone przerwy w pracy pozwalają zwierzętom dostatecznie zregenerować siły.

Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego rozważają opracowanie jeszcze jednej ekspertyzy przez niezależnego fachowca z dziedziny hipologii, która ma rozwiać wszelkie wątpliwości.

„Wożenie turystów to jest nasza codzienna praca. Konie wszędzie pracują zgodnie ze swoją naturą. Za działaniami ekologów działa lobby biznesowe, które chce nas stąd wyprzeć” – powiedział prezes fiakrów wożących turystów do Morskiego Oka, Stanisław Chowaniec.

Zdaniem ministra środowiska kluczowe jest szukanie najlepszych rozwiązań w tej sprawie, respektujących zarówno interes górali, jak i dobro zwierząt. Jak poinformował w przesłanym PAP komentarzu szef resortu Maciej Grabowski, wymaga to wspólnego działania m.in. starosty, dyrektora parku, fiakrów i firm dostarczających nowoczesne rozwiązania techniczne, oraz stowarzyszeń ochrony praw zwierząt. "Szczególnie obecny etap testowania różnych metod i rozwiązań domaga się współpracy i dobrej woli. Liczę, że właśnie tak się stanie" - podkreślił minister.

Obrońcy praw zwierząt domagają się całkowitej likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka. Przeciwni są m.in. hipolodzy, środowiska akademickie, Związek Hodowców Koni oraz Główny Lekarz Weterynarii. (PAP)