Liczące ponad 1,1 tys. stron propozycje zaprezentowane przez Komisję Europejską mają przynieść zmiany w rynku energetycznym w UE, by dopasować go do rosnącego udziału źródeł odnawialnych. Z jednej strony Bruksela wyklucza elementy wsparcia i blokuje możliwość subsydiowania emitujących CO2 elektrowni, z drugiej strony stawia na uelastycznienie rynku, by generował on sygnały mające wspierać inwestycje w zielone źródła energii elektrycznej.

Takie podejście nie do końca odpowiada organizacjom działającym na rzecz ochrony przyrody. "Przedstawiony przez KE pakiet +Czysta energia dla wszystkich Europejczyków+ jest wciąż zbyt brudny" - oświadczyła Imke Luebbeke z organizacji WWF.

Ekolodzy pozytywnie oceniają zwiększenie z 27 do 30 proc. celu efektywności energetycznej na 2030 r., jednak zwracają uwagę, że jest on wiążący tylko na poziomie unijnym, a nie dla poszczególnych państw członkowskich oddzielnie.

WWF chciałoby, aby cel efektywności energetycznej, który ma wymuszać oszczędności w zużyciu energii, wynosił 40 proc. Wskazuje, że pozwoliłoby to na 32 mld euro oszczędności rocznie na kosztach opieki zdrowotnej.

Organizacja przekonuje, że utrzymany z kolei na poziomie 27 proc. cel dotyczący energetyki odnawialnej w 2030 r. jest zbyt niski, by wywiązać się ze zobowiązań porozumienia klimatycznego zawartego w ubiegłym roku w Paryżu.

WWF uważa ponadto, że potencjalni inwestorzy w odnawialne źródła energii (OZE) zostaną odstraszeni osłabieniem wsparcia takich projektów. Zgodnie z planami KE, OZE mają stracić priorytetowy dostęp do rynku, a w zamian KE chce go uelastyczniać, tak by to konsumenci dzięki sygnałom cenowym bardziej korzystali z energii odnawialnej (gdy jest jej więcej w sieci i tym samym jest tańsza).

Czytaj: KE podnosi cel efektywności energetycznej dla UE >>>

Greenpeace uważa, że likwidacja priorytetowego dostępu do rynku dla OZE oznaczać będzie, że w razie nadprodukcji mocy to właśnie elektrownie wiatrowe czy słoneczne będą wyłączane (bo jest to technicznie łatwiejsze), co spowoduje większy niż obecnie udział w produkcji energii ze źródeł kopalnianych.

Organizacja zwróciła uwagę na propozycje dotyczące mechanizmu zdolności wytwórczych, w ramach którego państwa członkowskie mogą dotować energetykę, by zapewnić bezpieczeństwo dostaw prądu. "Co najmniej 95 proc. elektrowni węglowych będzie się kwalifikowało do otrzymywania dotacji w ramach mechanizmu wsparcia mocy do 2026 r." - zauważyli ekolodzy.

KE chce, by wszelkie nowe elektrownie, które miałyby korzystać ze wsparcia, spełniały wyśrubowane normy środowiskowe (limit emisji CO2 na jedną kilowatogodzinę został określony na 550 g). Już istniejące instalacje będą korzystać z pięcioletniego okresu przejściowego, by zejść do tego limitu.

Polski oddział Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi zwrócił z kolei uwagę, że propozycje KE zmierzają do tworzenia krajowych rynków energii wokół interesów i potrzeb konsumentów, jednocześnie kładąc większy niż dotychczas nacisk na ochronę odbiorców wrażliwych i walkę z tzw. ubóstwem energetycznym.

"Do tej pory konsument energii rozumiany był jako pasywny uczestnik rynku, którego aktywność sprowadzała się do zakupu energii z sieci. Proponowane przepisy odwracają ten stan rzeczy" - oświadczył dr Marcin Stoczkiewicz z ClientEarth.

Organizacja podkreśliła, że postulowany przez KE aktywny konsument energii miałby być rozumiany znacznie szerzej niż obecnie obowiązujący w polskim prawie "prosument" (czyli jednocześnie konsument i producent energii).

Czytaj: KE dopasowuje rynek energetyczny do OZE >>>

Komisja przewiduje, że aktywnym konsumentem może być zarówno osoba bądź grupa osób fizycznych, jak i przedsiębiorstwo działające w innym sektorze niż elektroenergetyka. Podobnie szeroka ma być definicja "lokalnej wspólnoty energetycznej", którą mogłoby zostać stowarzyszenie, spółdzielnia, organizacja pozarządowa bądź spółka, której głównym celem działalności nie jest osiąganie zysków.

"Takie zmiany są bardzo potrzebne, szczególnie w Polsce, gdzie konsument na rynku energii ma obecnie bardzo słabą pozycję, słabszą niż na każdym innym rynku produktów" - ocenił Stoczkiewicz.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)