Dotychczas Chiny i USA, dwie największe potęgi gospodarcze świata, a jednocześnie najwięksi światowi emitenci gazów cieplarnianych, powstrzymywały się od jasnych deklaracji i podejmowania zobowiązań globalnych. Ich działania na rzecz środowiska miały wymiar lokalny i narażały oba państwa na krytykę ze strony ekologów oraz organizacji międzynarodowych, zaangażowanych w walkę ze zmianami klimatycznymi.

Zwiastunem zmiany podejścia było powołanie w 2013 roku amerykańsko-chińskiej grupy roboczej ds. klimatu. Wśród jej głównych celów wymieniono budowę systemów informowania o emisjach gazów cieplarnianych w obu krajach oraz zobowiązano się do wspólnej walki ze zmianami klimatycznymi.

Na wrześniowym szczycie klimatycznym ONZ w Nowym Jorku prezydent USA Barack Obama oświadczył, że zmiany klimatyczne zdefiniują to stulecie o wiele bardziej niż terroryzm, choroby, czy nierówności społeczne. Natomiast chiński wicepremier Zhang Gaoli zapowiedział, że Państwo Środka "tak szybko, jak to możliwe" określi swe zobowiązania redukcyjne i powoła wewnętrzny rynek handlu emisjami. Zadeklarował też, że Chiny do 2020 roku zredukują emisję dwutlenku węgla o 40-45 proc. w stosunku do poziomu z 2005 roku.

Obama i Zhang, wezwali też do sformułowania "ambitnego" porozumienia w Paryżu i "pracy na rzecz lepszej przyszłości".

"Zarówno USA, jak i Chiny pracują na rzecz globalnego porozumienia klimatycznego, silniejszego od funkcjonującego obecnie. Nie będą niczego blokowały. To wielka różnica w stosunku do wcześniejszych działań" - tłumaczył PAP Frank Jotzo, jeden z czołowych ekspertów ds. klimatu i gospodarki rejonu Azji i Pacyfiku z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego (ANU). Zauważył jednak, że Amerykanie i Chińczycy głównie będą dbali o swoje interesy. "Jest mało prawdopodobne, że podporządkują się wiążącemu traktatowi ONZ, raczej będą zajmować się zobowiązaniami krajowymi" - zaznaczył.

Oba kraje mają wiele zbieżnych interesów; Jotzo wyliczał, że są producentami nowych technologii w energetyce, w tym z odnawialnych źródeł energii i elektrowni atomowych, są zainteresowane odejściem od węgla z powodów zmian klimatu i lokalnego zanieczyszczenia powietrza, do tego Stany Zjednoczone mają spore rezerwy gazu.

Ocenił, że porozumienie między Waszyngtonem a Pekinem może zostać zawarte na początku 2015 roku. Jego zdaniem będzie ono nieformalne i zajmie się koordynacją zobowiązań przed COP21. Nie wiadomo jednak, jakie to będą zobowiązania.

Obecnie zanieczyszczenie powietrza w miastach jest dla Państwa Środka jedną z najpilniejszych spraw środowiskowych. Władze wprowadziły m.in. zakaz stosowania niskiej jakości węgla, wzrósł też import innych surowców energetycznych, takich jak gaz, czy ropa. Analizy przewidują też znaczący wzrost temperatur na obszarach zurbanizowanych i długotrwałe susze na terenach rolniczych; oba zjawiska negatywnie przełożą się na zdrowie mieszkańców i poziom produkcji.

W Stanach Zjednoczonych m.in. w następstwie huraganu Sandy, który w październiku 2012 r. wywołał powodzie na wschodnim wybrzeżu i spowodował ponad 130 ofiar śmiertelnych, wszczęto dyskusje na temat wzrostu poziomu wód w oceanach i zagrożeń dla mieszkańców rejonów nadmorskich. Amerykańscy naukowcy sygnalizują też zmiany długości pór roku, coraz większą liczbę pożarów lasów i przemieszczanie się gatunków zwierząt na północ.

ONZ poinformowała w ubiegłym roku, że koszt katastrof naturalnych na świecie przez trzy lata z rzędu przekroczył 100 mld dolarów.

"Deklaracje USA i Chin pokazują jasno: świat widzi zagrożenie wywołaną przez człowieka zmianą klimatu i chce jej przeciwdziałać. Częściowo kupuje sobie czas, żeby dostosować gospodarkę do tych wyzwań, ale zaczyna podejmować działania już teraz" - mówi PAP ekspert Koalicji Klimatycznej i wykładowca SGGW, Zbigniew Karaczun.

Według niego te deklaracje stają się kluczowym elementem, który spowoduje, że w Paryżu zapadną decyzje dotyczące globalnego planu ochrony klimatu. Nie ma jednak pewności, w jaki sposób będzie ten plan realizowany.

"Współpraca Chin i USA, największej gospodarki państw rozwijających się i największej gospodarki państw rozwiniętych, pozwala optymistycznie myśleć o globalnej umowie. Jeżeli te dwie gospodarki się dogadają, to szerszy kompromis jest prawdopodobny" - powiedział niedawno PAP pełnomocnik polskiego rządu ds. klimatycznych Marcin Korolec.

Wszystkie państwa ONZ zobowiązały się do określenia swojego wkładu w realizowanie polityki klimatycznej po roku 2020 do końca marca 2015 roku. Porozumienie klimatyczne ma zostać zawarte w grudniu 2015 w czasie COP21 w Paryżu.

Michał Zabłocki (PAP)

zab/ jzi/