W piątek swoje wystąpienia zakończyli oskarżeni, którzy prosili o uniewinnienie, skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia lub łagodniejszy wymiar kary.

Wyrok sądu I instancji w tej sprawie zapadł w czerwcu ub. roku po trwającym ponad siedem lat procesie. Katowicki sąd okręgowy skazał wówczas projektanta hali MTK Jacka J. na 10 lat więzienia, uznając go za winnego sprowadzenia katastrofy. Na kary od 3 do 5 lat skazano rzeczoznawcę, inspektora nadzoru budowlanego i członków zarządu MTK; uniewinniono wykonawców hali. Wyrok zaskarżyły zarówno obrona, jak i prokuratura.

Podczas piątkowej rozprawy swoje rozpoczęte dzień wcześniej wystąpienie zakończył skazany na najsurowszą karę – 10 lat pozbawienia wolności – projektant hali Jacek J. Sąd I instancji przypisał temu oskarżonemu umyślne sprowadzenie katastrofy z tzw. zamiarem ewentualnym, co znaczy, że według sądu mógł liczyć się z tym, iż budowla może się zawalić.

Jacek J. kwestionował ustalenia biegłych, jako niepoparte – jego zdaniem – dowodami i rzetelnymi obliczeniami. „Pewna baśń była snuta przez biegłych. To tylko opowieść, tam nie ma dowodów” – uznał. Jego zdaniem do katastrofy przyczyniły się szkody górnicze, uznane przez biegłych za niemające na nią wpływu, oraz gigantyczny ciężar śniegu i lodu, spoczywającego na dachu hali. Była ona – jak mówił – użytkowana niezgodnie z instrukcją, czyli niewłaściwie ogrzewana w okresie, kiedy wewnątrz nie odbywały się imprezy. W efekcie – jak wskazywał - nie działał też system odwodnienia. Przypomniał, że w styczniu 2006 r., kiedy zima była bardzo surowa, w naszej części Europy zawaliło się wiele hal.

„Proces (w I instancji – PAP) był przeprowadzony niechlujnie, były błędy proceduralne, uniemożliwiano mi prawo do obrony, które jest konstytucyjnie gwarantowane, wszystkie wątpliwości, których było pełno, rozstrzygano na moją niekorzyść” – argumentował Jacek J. Poprosił sąd o skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia.

Przewodniczący składu sędziowskiego s. Waldemar Szmidt pytał, ile lat studiów na wydziale budownictwa Jacek J. ukończył – trzy czy cztery - i dlaczego nie skończył studiów z dziedziny, która wydaje się jego życiową pasją. Oskarżony nie udzielił jasnej odpowiedzi. Powiedział, że przerwał studia, ponieważ rozpoczął się stan wojenny, a nie kontynuował ich później, uznając, że po odejściu z uczelni wielu wykładowców studia te stały się „szkołą zawodową”.

Odnosząc się do odpowiedzialności ówczesnej powiatowej inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie Marii K., skazanej na 4 lata więzienia, prokurator wnioskowała o zaostrzenie tej kary do 6 lat pozbawienia wolności. Maria K. w swoim wystąpieniu prosiła o uniewinnienie lub umorzenie postępowania. Wskazywała, że nie miała wiedzy złym o stanie hali, bo nie przekazały jej tych informacji osoby do tego zobowiązane.

„Nie zgadzam się z zarzutem, że umyślnie doprowadziłam do katastrofy. Nigdy nie miałam problemu z wydawaniem decyzji o wstrzymaniu użytkowania, wydawałam takie decyzje odnośnie kościoła katolickiego, budynków mieszkalnych, jeśli miałam jakikolwiek cień wątpliwości, czy zapewniają bezpieczeństwo. Ciężko mi słyszeć, że ja świadomie doprowadziłam do katastrofy” – powiedziała.

Prokuratura odwołała się też od uniewinnienia w I instancji wykonawców hali – Arkadiusza J., Andrzeja C. i Adama J. W apelacji wskazano, że proces budowlany był błędnie prowadzony, a budowlańcy wiedząc, że projekt konstrukcji stalowej ma błędy, powinni zgodnie z prawem budowlanym powiadomić inspektora nadzoru budowlanego. Obecni na piątkowej rozprawie Arkadiusz J. i Andrzej C. nie chcieli zabierać głosu i poprosili sąd o utrzymanie w mocy wyroku sądu I instancji.

W sprawie przedstawicieli użytkującej halę spółki MTK – członków jej zarządu Nowozelandczyka Bruce’a R. (skazany na 3 lata) oraz Ryszarda Z., (skazany na 4 lata), a także dyrektora technicznego Adama H. (skazany na 3 lata) prokurator wnioskowała o zaostrzenie tych kar do 6 lat pozbawienia wolności.

Adam H. prosił w piątek o uniewinnienie. „Moja odpowiedzialność nie jest dla mnie jasna, nie wiem, na czym miała polegać moja wina. Robiłem wszystko, co mogłem, nie mając świadomości zagrożenia katastrofą” – powiedział, dodając, że postrzegał halę jako prawidłową, dopuszczoną do użytku, z przeglądem technicznym. „Nigdy nie rozważaliśmy takiej konfiguracji zdarzeń” - dodał, nawiązując do zawalenia się pawilonu.

O uniewinnienie prosił też Ryszard Z., który mówił o swoich oczekiwaniach wobec wyroku sądu I instancji. „Żyłem nadzieją, że sąd dowiedzie kto i dlaczego odpowiada za to, że pawilon prezentowany nam - pracownikom MTK - przez ówczesnych współwłaścicieli i inwestorów jako najnowocześniejszy obiekt wystawienniczy w Polsce, nie waham się powiedzieć: perełka sztuki budowlanej, okaże się gigantyczną trumną” – powiedział.

„Nie rozumiałem faktów ujawnianych w czasie procesu. Okazało się, że wokół obiektu o wielomilionowej wartości panowała przedziwna zmowa milczenia, zarówno w środowisku architektów, budowlanych, rzeczoznawców, a przecież nie był to anonimowy obiekt. Gościliśmy w nim 2 premierów, kilku wicepremierów, ministrów nie zliczę, kwiat biznesu regionu. Czy my, pracownicy, mieliśmy mieć świadomość, że wciągamy tych ludzi w jakąś pułapkę?” – pytał.

Ryszard Z. podkreślił, że choć nigdy nie odpowiadał w spółce za sprawy techniczne, a za sprzedaż imprez, to dbał o obiekt z najwyższą starannością. „Nigdy nie wstrzymywałem odśnieżania i nie ograniczałem środków na ten cel. Nie miałem żadnej świadomości, że hala jest obiektem niebezpiecznym” – podsumował.

Bruce R. przypomniał w swoim wystąpieniu, że w 2006 r. był dyrektorem zarządzającym 7 spółek w Polsce i na Węgrzech. Fizycznie był obecny w MTK przez 2 dni w miesiącu. W przemówieniu przypomniał argumenty swojego obrońcy, dotyczące rozszerzenia zakresu jego odpowiedzialności przez sąd w porównaniu z aktem oskarżenia.

„Ani moi prawnicy, ani ja nie mieliśmy możliwości zapoznać się z nowym opisem czynu przestępczego – nie mieliśmy możliwości, aby zrozumieć, przeanalizować, przygotować swoją obronę. Uważam, że to bardzo nieuczciwe i niesprawiedliwe” – powiedział Bruce R.

Podkreślił swoje zaangażowanie w restrukturyzację MTK i troskę o zapewnienie środków na wypłaty dla poszkodowanych w katastrofie. „Z szacunkiem proszę sąd o sprawiedliwy wyrok i uwzględnienie apelacji mojego obrońcy oraz uznanie mnie niewinnym. Jeśli sąd uzna inaczej, proszę o zwrócenie sprawy do ponownego rozpatrzenia, abym mógł odpowiednio obronić się i przedstawić liczne maile, istotne dla mojej obrony, czego nie mogłem zrobić w procesie w I instancji. Jeśli sąd uzna, że zasługuję na wyrok skazujący, proszę wziąć pod uwagę, że przez ostatnie 11 lat pomagałem ofiarom katastrofy i o ograniczenie wyroku tak, bym nie musiał wracać do polskiego więzienia” – podsumował Bruce R.

Hala MTK zawaliła się 28 stycznia 2006 r.; odbywały się tam wówczas targi i ogólnopolska wystawa gołębi pocztowych. Na dachu o powierzchni hektara zalegała warstwa śniegu i lodu; według specjalistów, ważył ok. 190 kg na metr kw. Zginęło wówczas 65 osób, a ponad 140 zostało rannych; 26 z nich doznało ciężkich obrażeń.

Anna Gumułka (PAP)